W Dniu Babci i Dziadka

Babcia i dziadek, każdemu z nas przywołują inne wspomnienia, jednak chyba zawsze w pamięci wnuków są to wspomnienia istot jakby nie z tego świata…

Nam, wnukom, dają się poznać takimi, jakimi są. Szkoda czasu, by się kreować. Ważniejsze są postawy i prawdy, które chcą przekazać. Przynajmniej tak było w przypadku mojej babci i dziadka.

Zacznijmy od babci Balbiny. Sama znajomość bajek jest niewystarczająca. Kobieta musi je tak opowiadać, by słuchaczom płynęły łzy. Gdy trzeba, przywdzieje strój Świętego Mikołaja. A przy wigilijnym stole tak zaśpiewa kolędy swoim wręcz operowym sopranem, aż zadrży powietrze. Po sezonie na Mikołaja niekiedy zamieni się we wróżkę i hojnie sypnie cukierkami przez strychowe okienko, by nagrodzić za dobre uczynki. Ale gdy okoliczności ją zmuszą, z tego samego okienka będzie grzmiała na niesforne wnuki, w stroju czarownicy – co oczywiste. Zna wszystkie zioła, wie, gdzie rosną prawdziwki, jak zrobić najlepsze na świecie kluski lane na mleku, jak zacerować skarpety, uszyć spodnie czy uratować małe sarenki z wezbranej rzeki.

Dokładnie odpowiada opisowi Szymborskiej z „Portretu kobiecego” – słaba, ale wszystko udźwignie. Podniesie się więc po wojnie, pożarze domu, śmierci męża… O, tak, szanuje teściową. Przed jej przyjazdem sprząta cały dom, jakby to miała być wizyta Perfekcyjnej Pani Domu z ekipą filmowców, a relację z wydarzenia miałaby oglądać cała Polska. Teściowa jednak przerasta Perfekcyjną. Jeszcze przed wybuchem Wielkiej Wojny uczęszczała do pruskiej szkoły, gdzie wpojono jej kilka zasad. Kierując się jedną z nich, śmiało sprawdza zatem podczas wizyt porządki w pokojach dorastających wnuczek.

Kobieta jest skarbnicą ogólnych prawd i prawd wypracowanych osobiście. Jedną z prawd babci Balbiny, którą dzisiaj określilibyśmy słowem asertywność, próbowałem wprowadzić w czyn już w dzieciństwie podczas jednych z wielu spędzonych u babci wakacji. Mieliśmy z kuzynostwem swoje za uszami, jak to dzieci, wiadomo. Niestety, o naszych wybrykach babcia była informowana przez sąsiadkę.
W odwecie przystąpiliśmy ze starszym kuzynem do kopania dołów na drodze, po czym je kamuflowaliśmy, ale sąsiadka nigdy tam nie postawiła swojej stopy. Odstąpiliśmy zatem od tej nie przynoszącej oczekiwanych efektów czynności, by któregoś dnia wejść na dach szopki i cierpliwie wypatrywać sąsiadki. Gdy wreszcie pojawiła się na drodze, szybko zsunęliśmy portki i wypięliśmy się w jej stronę… – o czym niezwłocznie została poinformowana babcia. Ta przybrała groźną minę, strofując nas głośno. Ale w jej oczach wyczytałem rozbawienie, może nawet dumę, choć to może być już spora nadinterpretacja jej reakcji na nasze wakacyjne zdziczenie.

Co się zaś tyczy dziadka Stanisława – mężczyzna w jego wydaniu nie wzbrania się przed obieraniem ziemniaków na niedzielny obiad. Wszak pod warunkiem, że robi to własnym scyzorykiem i nie zapomina, by podczas tej czynności śpiewać żołnierskie piosenki, które nawiązują do jego służby w ułanach do wybuchu wojny w 1939. Ostatecznie mogą to być też pieśni religijne – wybór jest uzależniony od nastroju mężczyzny i świąt wpisanych w kalendarz.

Ziemniaki ziemniakami, na nich niedzielny obiad się nie kończy. Mężczyzna musi zatem zadbać o dostarczenie drobiu, a przy tym wykazać się umiejętnością jego opalenia nad pojemnikiem z denaturatem, co robi w sieni, gdy jest już zamknięty kobiecy wkład pracy nad drobiem do niedzielnego obiadu polegający na skubaniu piór i patroszeniu, rzecz jasna.

Mężczyzna musi też mieć swoje pasje. Niechby to było chociaż łowienie ryb w Wiśle, nawet wbrew niezadowoleniu żony z powodu jego nieobecności w domu, ale także – a może przede wszystkim – z powodu znikomej wielkości owych ryb, którymi skarmiane są później koty. Łowienie to pasja letnia.

Zimą mężczyźnie pozostawało wyplatanie wiklinowych koszy, dla odmiany przy pełnej aprobacie połowicy. Do tego wieczorami czyta on na głos całej rodzinie opasłe tomiska Sienkiewicza. I tak w ogóle kręcić się, znowu jak w wierszu Szymborskiej wokół swojego gospodarstwa pełnego półek, świdrów, młotków, obcęgów, kłębów sznurków, sprężyn, kowadła, imadła, listew krótkich i długich, wtyczek, uszczelek, jakiś trzonków do czegoś, skrawków skór, mnogości kluczy i gwoździ…

Babcia i dziadek, każdemu z nas przywołują inne wspomnienia, jednak chyba zawsze w pamięci wnuków są to wspomnienia istot jakby nie z tego świata. Czy kochają nas, bo po prostu jesteśmy, a może również dlatego, że przy nas ponownie są dziećmi?
Wszystkim Babciom i Dziadkom życzę dziecięcych szaleństw z okazji ich święta!

W roli potencjalnych babci i dziadka postaci z dwóch naszych obrazów. Portret starszej kobiety w czepku z około 1830 i Portret rajcy świdnickiego z pierwszej ćwierci XVIII w. Wybrałem ich, bo wydają się niebanalni. Chcę myśleć, że przebywanie z nimi byłoby przyjemnością. Nacechowane niekonwencjonalnymi dialogami, poglądami na świat wykraczającymi poza obiegowe, nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, czyli byłoby tak jak lubię.

Sławomir Ortyl, kustosz w Dziale Edukacji MNWr

■ Zoom na muzeum – zapraszamy do lektury ➸
 

print