Intrygujące!
„Co ma twaróg do janczara, czyli do czego mierzyli wrocławscy strzelcy?”

Robert Heś

Najpopularniejszym celem dla bractw strzeleckich w Europie był ptak (Vogel), w polskiej tradycji nazywany kurem. We Wrocławiu, jak i w całej zachodniej Europie, był to bliżej niesprecyzowany gatunkowo przedstawiciel awifauny, na ogół nie mający żadnych konotacji z drobiem.

Kur (Hahn) pojawiał się podczas wrocławskich zawodów strzeleckich, ale tylko przy okazji towarzyszącej im ludycznej zabawy zwanej „rzutem do kura”, strzelcy natomiast, rywalizując o tytuł króla strzeleckiego, zawsze strzelali do „ptaka”. Jeśli zdarzało się, niepotwierdzone jednak we Wrocławiu, obieranie za cel koguta, wówczas ów kur posiadał wyraźne, charakterystyczne dla koguta cechy. Przeważnie strzelania takie miały formę zabawy, podczas której za cel obierano różne gatunki ptactwa, np. papugi czy gęsi.

Przyjmuje się, że zwyczaj organizowania w miastach zawodów strzeleckich i ćwiczenia się mieszczan w strzelaniu wynikał z ich powinności związanych z obroną miast. Zastanawiające jest jednak, dlaczego za cel obierano wizerunek ptaka z rozpostartymi skrzydłami umieszczonego na bardzo wysokiej żerdzi, co przywodzi na myśl imitację polowania na ptactwo, a nie ćwiczenie się w strzelaniu do potencjalnego wroga. Takie żerdzie, ustawione na Wygonie Świdnickim, widoczne są na widokach Wrocławia z XVI–XVIII w., a na planie Georga Hayera z 1591 r. uwieczniono nawet strzelców mierzących do wysoko umocowanych ptasich celów. Te wysokie konstrukcje były bardzo niestabilne, często łamały się i przewracały przy silnym wietrze, co skutkowało odwołaniem rywalizacji o tytuł króla strzeleckiego (m.in. w latach 1592–1594, 1626 i 1636 r.).

W innych przedstawieniach – niekartograficznych – ptasią żerdź z powodów kompozycyjnych znacznie skracano. Widać ją m.in. na zawieszce króla strzeleckiego z Zwingeru (1627 r.) Paula Kocha juniora, akwaforcie Ch. Bücklinga (?) z 1733 r., ukazującej króla strzeleckiego z Zwingeru, oraz na grafice z pocz. XIX w. obrazującej zawody strzeleckie w poł. XVI w.

Podczas zawodów strzeleckich, zarówno tych miejskich jak i krajowych, często mierzono do trzech różnokolorowych ptaków o zróżnicowanym stopniu trudności trafienia. Podczas „wielkiego strzelania” zorganizowanego w 1518 r. we Wrocławiu strzelec, który strącił ptaka czerwonego, otrzymał 15 złotych florenów, za zielonego należała się nagroda w postaci 10, a za czarnego 5 florenów. Ptasie cele wykonywano z różnych materiałów – metalu, papieru, a najczęściej z drewna. W 1612 r. wrocławscy strzelcy na zawodach krajowych w Nysie mierzyli do czarnego ptaka z olchy, czerwonego z brzeziny i „w kolorze drewna” z osiki.

Równie popularnym celem dla wrocławskich mieszczan strzelających z kusz, rusznic, a później muszkietów były zwyczajne tarcze, o których wspomniano już w 1504 r., oraz większe od nich – „ściany”, do których strzelano z dział. W 1577 r. członkowie Bractwa z Wyspy mierzyli z falkonetów do czarnej, okrągłej, wysokiej na 4,5 m tarczy z odległości aż 460 m. Zaś w 1608 r. w zawodach o wielką, okazyjnie kupioną przez starszych bractwa, świnię konkurowano w strzelaniu z muszkietów do trzech tarcz – czerwonej, białej i czarnej. Do tarcz/ścian strzelano również z kusz w pozycji siedzącej, czym popisywał się wrocławianin Jeremias Sacket, trafiając na zawodach w Nysie w 1612 r. w zatknięty na ścianie liść aż 9 razy.

Jako że ćwiczenia strzeleckie miały przygotować mieszczan do wojny, nie mogło oczywiście zabraknąć celów przedstawiających ludzką sylwetkę – potencjalnego wroga. Najczęściej określano to mianem „strzelania do człowieka”, ale zdarzały się i precyzyjniejsze opisy celu. W 1566 r. strzelcy z Wyspy zainicjowali swą działalność strzelaniem z rusznic do „niemieckiego strzelca z hakownicą, szturmakiem i bronią boczną”.

Wizerunki takich tarcz strzeleckich szczęśliwie zachowały się do naszych czasów w dziele Georga Hayera z 1613 r. Dzięki niemu wiemy, że mierzono również, oprócz uzbrojonych w broń palną i miecze niemieckich landsknechtów, do ponad dwumetrowych sylwetek kirasjerów w zbrojach płytowych, a także przedstawicieli innych nacji. Jedna z tarcz bowiem, o wymiarach ok. 2,30 × 2,30 m, przedstawiała trzyosobową „rotę” janczarów. We Wrocławiu raczej nie widziano żadnego przedstawiciela elity osmańskiej armii, ale atmosfera ogólnego zagrożenia tureckim najazdem spowodowała, że skorzystano zapewne z graficznych wzorów ukazujących potencjalnego wroga.

Nie grzeszyły one jednak precyzją, skoro wrocławscy „janczarzy” bardziej niż osmańskich żołnierzy przypominają zbrojnych zza wschodniej granicy Śląska. A strzelano również i do wizerunków husarzy. W 1613 r. wrocławski ceglarz Matz Thiel wygrał konkurencję trafiając jednego z trzech husarzy prosto w serce.

Za cel mogły również służyć przedstawienia jeźdźców. W 1577 r. na Kępie Strzeleckiej strzelano do „jadącego niemieckiego kirasjera”. Być może faktycznie była to tarcza ruchoma, poruszana jakąś zmyślną sztuką za pomocą lin i bloczków, bo podobne wizerunki przemykały przed lufami wrocławskich strzelców podczas zawodów w 1611 i 1614 r. Trudno powiedzieć, jakiego sposobu użyli mieszczanie wrocławscy, aby wprawić w ruch postać (ok. 2,3 m), do której strzelano w formie rozrywki podczas zawodów krajowych w 1614 r. Cel bowiem wychylał się i błyskawicznie chował na różnych odcinkach rowu.

Z dział strzelano do większych celów i na większe dystanse. W 1609 r. strzelcy z Wyspy mierzyli z falkonetów z odległości ok. 430 m do „tureckiego namiotu”. Odległość była spora, ale i cel niemały – mierzył ok. 5 m wysokości i 4,6 m szerokości, dlatego – według relacji – wrocławianie bez trudu „podziurawili go jak rzeszoto”. G. Hayer, ukazując podobny namiot, odnotował, że wysokość takich tarcz mogła sięgać prawie 7 m. Jemu także zawdzięczamy wizerunek wielkiej tarczy w postaci fortalicji, z której ostrzeliwują się postacie w turbanach.

Osobliwe cele obierano podczas corocznych strzelań dla gawiedzi na strzelnicy Bractwa z Zwingeru. Na tarczy wymalowano bowiem pomarańczę, cytrynę i twaróg. Zwycięzca, który trafił w owoce, otrzymywał je w naturze wraz z wieńcem różanym i kielichem wina, a jego zwycięstwo ogłaszano przy akompaniamencie trąbek i bębnów. Pechowiec, który trafił w twaróg, dostawał ser na drewnianym talerzu, wieniec z pokrzyw, szklanicę piwa i uhonorowany był grą na dudach.

dr Robert Heś, kierownik Gabinetu Dokumentów w Muzeum Narodowym we Wrocławiu
20 grudnia 2021

■ Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 


logotypy Ministerstwa Kultury oraz Urzędu Marszałkowskiego Dolnego Śląska

Projekt „Precjoza wrocławskich Bractw Strzeleckich w dawnych zbiorach muzealnych – studium strat wojennych” dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych, w ramach programu „Badanie polskich strat wojennych”.
Zadanie jest współfinansowane ze środków otrzymanych z budżetu Województwa Dolnośląskiego.

 

print