Tajemnica żółtej koperty

Aż trudno uwierzyć, lecz ta niezwykła średniowieczna miniatura przyszła do Muzeum Narodowego we Wrocławiu pocztą – zwykłym listem poleconym.

Fot. A. Podstawka

Pewnego marcowego dnia wśród codziennej korespondencji dyrektor MNWr Piotr Oszczanowski znalazł żółtą kopertę. Jej nadawcą był Til Stricker z Bochym w Niemczech, a w środku znajdowały się „artystyczne pamiątki” po jego pradziadku Carlu Völkelu. Był też pamiętnik, w którym pradziadek opisywał, jak w 1945 r. podczas ucieczki z Wrocławia do Bawarii trafiły w jego ręce liczne artefakty:

„21 kwietnia [1945], sobota. Całkiem nieźle się zadomowiliśmy w muzeum [Śląskie Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności we Wrocławiu]. W każdej wolnej chwili przeszukujemy resztki pozostawionego tu ekwipunku. Jest tu wiele ciekawych rzeczy. Ale niestety wszędzie widoczne są zniszczenia spowodowane wojną”.

Wydarzenie to miało miejsce po ataku Armii Czerwonej. W niedzielę wielkanocną 1 kwietnia 1945 miasto zostało zbombardowane przez 750 samolotów radzieckich, które jednak nie zniszczyły budynku muzeum. Został on wysadzony wcześniej (6 marca 1945) przez saperów niemieckich na polecenie Karla Hankego. To właśnie do jego ruin trafił Carl Völkel i tam odnalazł m.in. średniowieczną miniaturę z przedstawieniem św. Marcina.

„Til Stricker znalazł te artefakty, a także atlas świata z 1933 r., w spuściźnie po swoim zmarłym dziadku i postanowił je zwrócić do Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Uczynił to, przesyłając na moje nazwisko żółtą kopertę wypełnioną tymi pamiątkami, która dotarła do mnie 7 marca 2022 r.” – wspomina dyrektor Piotr Oszczanowski.

Miniatura została poddana badaniom, oto fragmenty opinii specjalisty:

„Dar dla Muzeum Narodowego we Wrocławiu to pergaminowa karta wydarta z nieokreślonej księgi liturgicznej, zapewne z modlitewnika przeznaczonego dla osoby świeckiej. Niestety trudno określić rodzaj książki, z której pochodzi karta – mogła np. znajdować się w końcowej części jakichś luksusowych godzinek.

Dekoracja składa się z miniatury przedstawiającej św. Marcina na wspiętym koniu przecinającego mieczem swój płaszcz, którym już częściowo okryty jest żebrak poruszający się o kulach; scena ta przedstawiona jest w ogólnie zaznaczonym pejzażu, przed bramą miejską z opuszczonym mostem zwodzonym.

Miniatura utrzymana w stylu pracowni paryskich i północnofrancuskich 1. poł. XV w. powstała zapewne jeszcze przed 1450 r., może nawet bliżej roku 1400, za czym przemawia jej styl; mimo poważnych uszkodzeń wciąż zachowuje ona znaczne walory plastyczne, jest niewątpliwie dziełem dobrego mistrza.

Karta została wyrwana z jakiegoś kodeksu, być może nastąpiło to nawet w 1945 r.; została złożona na pół i w efekcie doznała dodatkowych uszkodzeń, ponieważ farba, czy może podkłady pod złoto odbiły się po złożonej stronie, przypuszczalnie wskutek zwiększonej wilgotności; pewne zużycie i wytarcie niektórych wierzchnich warstw malowidła, także przybrudzenie, mogły nastąpić też wcześniej, jej brzegi mają bowiem ślady pewnego zużycia”.

Miniatura obecnie pokazywana jest na wystawie „Utracone/Odzyskane. Z kolekcji wrocławskich” w warszawskiej Galerii Kordegarda. Po jej zakończeniu można ją będzie oglądać w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

■ Zoom na muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print