Intrygujące!
„Śląski barok w Pekinie? Czemu nie!”

Barbara Andruszkiewicz

Brzmi niewiarygodnie, ale okazało się możliwe dzięki współpracy Muzeum Narodowego we Wrocławiu z Muzeum Stołecznym Chin w Pekinie. W ubiegłym roku od 12 grudnia 2017 do 11 marca 2018 w naszym mieście prezentowana była niezwykła ekspozycja „Życie mieszkańców Chin pod koniec panowania dynastii Ming” ze zbiorów chińskich. Teraz nadeszła pora na rewanż – i oto mamy wystawę śląskich dzieł w stolicy Państwa Środka!

Piotr Oszczanowski, kurator wystawy „Silesia rediviva. Barok na Śląsku – kolekcja sztuki i rzemiosła artystycznego z Muzeum Narodowego we Wrocławiu”, postanowił pokazać Chińczykom sztukę śląską z drugiej połowy XVII w., czyli okresu, gdy za Wielkim Murem do roku 1644 panowała dynastia Ming.

Na Śląsku był to szczególny czas, w którym po wyniszczającej wojnie trzydziestoletniej region powracał do dobrobytu. Jednocześnie kontrreformacyjny Kościół katolicki intensywnie zabiegał o powrót protestantów na swoje łono, używając sztuki jako jednego z narzędzi walki. Wszystko to razem tworzyło doskonałe warunki dla rozwoju artystycznego Śląska.

Prezentację dzieł sztuki w Pekinie poprzedziły prawie dwa lata przygotowań, na które złożyły się: stworzenie koncepcji ekspozycji i wybór zabytków, prace konserwatorskie przygotowujące dzieła do podróży, a także redagowanie podpisów i opisów oraz powstanie katalogu. Wszystko to wymagało ścisłej współpracy z chińską stroną, która dopytywała się o wszelkie szczegóły merytoryczne i techniczne oraz doradzała w kwestii odbioru dzieł przez Chińczyków.

Nadszedł wreszcie dzień, kiedy przybyliśmy do Pekinu jako pięcioosobowa delegacja Muzeum Narodowego we Wrocławiu odpowiedzialna za montaż wystawy. Muzeum Stołeczne Chin w Pekinie już z daleka robi wrażenie. Olbrzymia, częściowo przeszklona betonowa bryła przyciąga wzrok swoim elementem rozpoznawczym – potężnym pochylonym cylindrem ze spatynowanego brązu przebijającym się przez płaszczyzny fasady i dachu, a kryjącym w swoim wnętrzu największe skarby ze zbiorów Muzeum. Szare, surowe wnętrze całego budynku ożywia wpadające z przeszklonych elewacji światło oraz roślinność – prawdziwa i sztuczna – m.in. trawniki, gaje bambusowe, palmy i drzewa. Pokazywana w Muzeum wspaniała kolekcja sztuki chińskiej jest jednym z obowiązkowych punktów każdego wyjazdu do stolicy Chin, zaraz po Zakazanym Mieście. Co ciekawe, wstęp na wszystkie ekspozycje jest bezpłatny.

Drzwi prowadzące do przeznaczonej nam tzw. sali wystawowej A są bardzo niepozorne, ale już za nimi otwiera się przestrzeń aż 1200 metrów kwadratowych – eksterytorialne królestwo śląskiego baroku. Czy mogliśmy marzyć o lepszych warunkach do pokazywania naszych dzieł?

Kiedy przyjeżdżamy do Muzeum po raz pierwszy, prace nad scenografią jeszcze trwają, ale już widać jej najważniejsze elementy. Powierzchnia sali została podzielona na kilka mniejszych pomieszczeń, umożliwiając wyodrębnienie trzech części wystawy. Przedsionek ma przybliżyć Chińczykom Śląsk i jego historię, to tutaj większość z nich po raz pierwszy zapozna się z naszym regionem. W tym miejscu stoi również nieco zagadkowa ażurowa konstrukcja. Z początku braliśmy ją za oryginalną dekorację, dopiero nałożona na nią tuż przed otwarciem cyfrowa projekcja uświadomiła nam, że patrzymy na niecodzienną mapę wrocławskiego Starego Miasta, z zaznaczonym biegiem rzeki i układem ulic.

Dalej znajduje się sala poświęcona pierwszej części wystawy, tj. portretom zleceniodawców, sponsorów, osobistości – jednym słowem wszystkich tych, dzięki których ambicjom i pragnieniom śląska sztuka baroku mogła w pełni rozwinąć skrzydła. Kotary z ciężkiego, czerwonego sukna nadają wnętrzu luksusowy i nieco kameralny charakter. Również już w tym pomieszczeniu czeka na zwiedzających niespodzianka – pieczołowicie zaaranżowane stanowisko do robienia selfie.

Dwie następne sale będą prezentować dorobek najwybitniejszych artystów ówczesnego Śląska – malarza Michaela Leopolda Willmanna oraz rzeźbiarza Matthiasa Steinla. Tutaj również zaskoczyła nas decyzja Chińczyków – zainspirowani wizytą we Wrocławiu przenieśli do Pekinu nasz muzealny hol, projektując przestrzeń wydzieloną białymi arkadami. Dodatkowo w sali poświęconej Steinlowi towarzyszą nam wielkoformatowe wydruki ukazujące wnętrze kościoła klasztornego w Lubiążu – zarówno w okresie największej chwały, z niezrównanymi tzw. Stallami Anielskimi autorstwa Steinla, których elementy rzeźbiarskie prezentujemy w Pekinie, jak i w obecnym stanie – puste, ogołocone ze wspaniałego niegdyś wyposażenia. Widocznie ten tak dobrze nam znany smutny widok okazał się równie szokujący dla chińskich muzealników, postanowili więc zapoznać z nim publiczność. Mało tego – w kuluarowych rozmowach z wrocławską dyrekcją podpytywali, czy mogliby zrekonstruować dla własnych potrzeb i satysfakcji fantastyczne lubiąskie Stalle Anielskie (te „kosmiczne akanty”, tę uroczą „Anielską Orkiestrę”) w technice i jakości, jaką dają najnowocześniejsze drukarki 3D. Znając skrupulatność Chińczyków – zapewne osiągnęliby niezły efekt!

Kolejna, czwarta już sala pozwala na chwilę oddechu – przypomina nasze rodzime skwery z fontanną na środku (w miejscu której na cokole pojawić się ma rzeźba św. Michała Archanioła) i ławeczkami. Na jednej ze ścian wyświetlany jest film promujący Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Pomieszczenie otwiera się arkadami na korytarz prowadzący do wyjścia, gdzie żegnają zwiedzających urocze miniaturowe wersje kamienic z wrocławskiego placu Solnego.

W ostatniej sali na ścianach prezentowane będą grafiki, natomiast w gablotach pokazane zostaną przykłady rzemiosła artystycznego – wszystko to wspólnie zobrazuje aspekty życia codziennego mieszkańców Śląska oraz działalności prężnie działających wówczas cechów rzemieślniczych. Pomieszczenie dodatkowo zdobią wychodzące na pierwszą salę okna, dzięki naklejonym wydrukom naśladujące pochodzące z naszych zbiorów XVII-wieczne witraże.

Nie pozostało nam nic innego, jak wypełnić tę imponująco zaaranżowaną przestrzeń najważniejszym – zabytkami. Skrzynie, dostarczone kilka dni wcześniej transportem lotniczym pod opieką naszego kuriera, należało komisyjnie otworzyć i zbadać stan wszystkich dzieł. Każdy wyciągany ze skrzyń zabytek był ponadto dokładnie fotografowany dla uzupełnienia dokumentacji i jednocześnie uwieczniany przez kilkanaście telefonów komórkowych wyraźnie podekscytowanych chińskich muzealników, dla których obcowanie z tak egzotyczną w ich mniemaniu sztuką musiało być nie lada wydarzeniem. Pomyśleć, ile razy zdjęcia naszych eksponatów trafiły wtedy na WeChata, chińskiego odpowiednika Facebooka. A to był dopiero początek!

Bezsprzecznie największe zainteresowanie wzbudzały Steinlowskie putta, owinięte w zabezpieczające je materiały niczym niemowlęta w powijakach – pracownicy firmy transportowej towarzyszącej nam przez cały proces rozpakowywania obchodzili się z nimi z ostrożnością przypominającą trzymanie noworodka, co wywoływało komiczny efekt.

Jednocześnie sprawdzone już zabytki można było przygotować do umieszczania na swoich miejscach – tutaj decydujący głos miało doświadczenie naszej Sekcji Montażu Wystaw, która udzielała wskazówek stronie chińskiej co do mocowań i sposobów wieszania. Na samym końcu, przy montowaniu ostatniego z elementów – zwieńczenia stalli w formie muszli – usłyszeliśmy głośny trzask. Chwila grozy nie trwała długo: pracownik trzymający rzeźbę niefortunnie stanął na podeście, który załamał się pod jego ciężarem. Utrzymał jednak równowagę i na szczęście nie stało się nic ani jemu, ani zabytkowi. Szkodę błyskawicznie naprawiono.

Mimo z początku irytującej nas wyjątkowo długiej przerwy obiadowej (od godz. 11:00 do 13:30), podczas której absolutnie nie można było pracować i przez którą obawialiśmy się opóźnień, montaż przeprowadzono szybko i sprawnie – zabytki zostały bezpiecznie rozmieszczone, podpisy i dodatkowe teksty naklejone, a światła prawidłowo ustawione. Wystawa była gotowa.

Jeśli chodzi o wernisaże, Muzeum Stołeczne Chin ma trochę inne niż my zwyczaje – odbywają się one w godzinach otwarcia, więc wszyscy zwiedzający mogą w nich uczestniczyć (i na próżno szukać na nich poczęstunku). Po kwiecistych, zapewniających o przyjaźni polsko-chińskiej przemówieniach w głównym holu z udziałem dyrektorów obu Muzeów oraz przedstawicieli dyplomacji udaliśmy się na wystawę, gdzie zainteresowanie wzbudzał robot zapraszający na ekspozycję, dzielący się wiedzą na temat poszczególnych eksponatów. Tam też miało miejsce oprowadzanie w języku chińskim.

Nikogo nie zdziwi, że w każdej możliwej wolnej chwili zwiedzaliśmy Pekin – próbowaliśmy lokalnych specjałów i uczyliśmy się jeść pałeczkami (bądź dyskretnie przemycaliśmy widelce), zachwycaliśmy się Zakazanym Miastem i Świątynią Lamy. Po paru dniach pobytu znaliśmy metro niemalże jak rodowici Pekińczycy, wędrowaliśmy po uliczkach turystycznych i tych mniej reprezentacyjnych. Dzięki uprzejmości Muzeum Stołecznego zostaliśmy zawiezieni na Wielki Mur Chiński, którego wspaniałości nie sposób opisać (mimo całorocznego oblężenia przez turystów).

Nie da się ukryć, jesteśmy bardzo dumni z całego przedsięwzięcia. Pierwszy raz tak duża liczba naszych nowożytnych zbiorów pojechała w tak daleką podróż. Co by pomyślał Willmann, gdyby wiedział, że jego płótna będą kiedyś wzbudzały zachwyt w tym egzotycznym miejscu?

Więcej o wystawie ➸

Fotografie: Piotr Ziółek, Barbara Andruszkiewicz, Artur Błaszczyk, Daria Kordowska

 

print