Kolejna strata wojenna wraca do właściciela

12 października 2021

Burzliwe dzieje Wrocławia, zwłaszcza dwudziestowieczne, są powszechnie znane i każdy, kto obcował kiedykolwiek z dziedzictwem kulturowym stolicy Śląska wie, że za nawet najdrobniejszym jego elementem kryje się jakaś zagadka lub problem czekający na rozwikłanie.

Tego typu zagadki wymagają często korzystania z wielu źródeł informacji oraz swego rodzaju heurystycznego wyczucia, bowiem proste algorytmy na nic się tutaj zdadzą. Tak było i tym razem. Wśród weryfikowanych zbiorów Działu Sztuki Wydawniczej Muzeum Narodowego we Wrocławiu odkryłem wolumin, który na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym. Tom został wydany między wojnami światowymi w języku niemieckim w Berlinie. Uwagę zwraca elegancja jego projektu graficznego, niebanalne liternictwo oraz solidna, a jednak masowa oprawa. Nie są to jednak ponadprzeciętne walory artystyczne, będące pierwszym kryterium uprawniającym włączenie obiektu do kolekcji muzealnej.

Tom kryje w sobie dzieło Stefana Georgego pt. Der siebente Ring, wydane przez Georga Bondiego w Berlinie w 1931 roku. S. George (ur. 12 lipca 1868 w Büdesheim, dziś część Bingen am Rhein – zm. 4 grudnia 1933 w Minusio koło Locarno) to poczytny, zwłaszcza na początku XX wieku, niemiecki poeta i filozof, przedstawiciel symbolizmu i estetyzmu. Jego poezja jest ważnym ogniwem łączącym XIX-wieczną tradycję literacką z niemieckim modernizmem, Siódmy krąg (pod takim tłumaczeniem tytuł ten występuje w języku polskim) jest jednym z najlepszych tego przykładów. O jego randze niech świadczy fakt, że tylko w latach 1907–1922 ukazało się pięć wydań, a następnie był wielokrotnie wznawiany i obszernie analizowany prze literaturoznawców. Toteż, choć twórczość Georgego jest ważnym punktem w dziejach literatury niemieckiej, to w przypadku odnalezionego tomu nie mamy do czynienia z rzadkością bibliofilską, co jest drugim kryterium umożliwiającym muzealizację obiektu.

Pozostało więc kryterium historyczne, które jako trzecie stanowiłoby podstawę do akcesjonowania obiektu. Analiza woluminu ujawniła znaki proweniencyjne, które zawsze są śladem losów danej książki. W tym przypadku jest to większa i mniejsza pieczęć własnościowa, numer akcesji wpisany ołówkiem i jej data wbita datownikiem oraz nalepka z sygnaturą. Większa pieczęć nie pozostawiała wątpliwości, co do pochodzenia woluminu – herb Wrocławia z napisem w otoku:

+ v. REHDIGERISCHE STADTBIBLIOTHEK + BRESLAU.

wskazuje, że książka stanowiła przed II wojną światową własność wrocławskiej Biblioteki Miejskiej, której spadkobierczynią współcześnie jest Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu. Potwierdza to opracowanie Weroniki Karlak pt. Główne zespoły proweniencyjne zbioru starych druków Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu odbiciem jego zawiłych losów, które jest przykładem jednego z wielu projektów i baz danych gromadzących wizerunki znaków własnościowych, łącząc je z informacją o właścicielach zbiorów lub obiektów historycznych. Stąd nawet jeśli sama pieczęć nic nam nie mówi, wciąż możemy dzięki niej ustalić losy danej książki.

Nasuwa się pytanie, czy książka nie została z jakiś powodów wycofana ze zbiorów bibliotecznych i ma dziś pełne prawo znajdować się poza murami Biblioteki Uniwersyteckiej? Tu również odpowiedź jest negatywna. Znaki własnościowe nie zostały w żaden sposób skasowane (czego wymaga technika biblioteczna ubytkowania zbiorów), nie nosi także znamion wykreślenia odpowiedni zapis w Tomowym katalogu alfabetycznym dawnej Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu. Katalog liczy 289 tomów dużego formatu, które powstawały w latach 1860–1879, tj. po scaleniu trzech księgozbiorów miejskich: przy kościele św. Elżbiety, której zalążek stanowił legat Tomasza Rehdigera, przy kościele św. Marii Magdaleny i przy kościele św. Bernardyna. Wprawdzie w 1930 r. katalog ten został zamknięty, ale do końca działalności Biblioteki Miejskiej dopisywano do niego kontynuacje i dzieła, które ukazały się przed rokiem 1900, a więc nasze dzieło mogło zostać w nim odnotowane. I zostało, choć odnalezienie go nie jest tak proste, jak mogłoby się zdawać: w katalogu rezerwowano osobną kartę dla każdego hasła (w naszym przypadku „George, Stefan”), ale w jednym ciągu wpisywano różne oboczności bez grupowania ich obok siebie (stąd wymieszane są różne formy i warianty nazwiska: „Georgii”, „Georgius”, „Georgy”, „Georges” itp.), a w miarę przyrastania zbiorów rezerwa często okazywała się niewystarczająca i nowe zapisy przenoszono na stronę verso poprzedniej karty lub w inne wolne miejsce w tomie z odsyłaczem. I tak w tomie Geo–Gesch na stronie 7v (verso strony 7) odnajdujemy zapis: „(1928)–(1934) George, Stefan Gesamt-Ausgabe der Werke. Endgült.Fassg. (Bd 1)–18) Bln 8n E 1547 p”.

Porównanie tych danych z kartą tytułową i przytytułową woluminu oraz nalepką z sygnaturą potwierdza, że do roku 1945 Der siebente Ring, wydany przez wydawnictwo Georga Bondiego w Berlinie w 1931 roku stanowiło własność Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu. Wiadomo nawet od kiedy tę własność stanowiło – od 15 kwietnia 1931 roku, o czym zaświadcza wspomniana pieczęć akcesji. To na marginesie świadczy o szybkości pracy bibliotekarzy wrocławskich, bowiem według kolofonu książki Otto von Holten ukończył druk w lutym tegoż roku. Warto również dodać, że w tym celu użył specjalnie zaprojektowanego kroju pisma – St-G-Schrift (co jest skrótem od Stefan-George-Schrift – „krój pisma Stefan George”).

Zatem prawdopodobnie jest to strata wojenna Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Pozostało więc już tylko jedno pytanie: jak do tej straty doszło? Tu jesteśmy zdani wyłącznie na przypuszczenia. Stawiam hipotezę, że nie był to wynik niczyjej nieprawości czy niesumienności, a jedynie przedwojenne wypożyczenie, które nie zostało rozliczone, bowiem w 1945 roku mieszkańcy Wrocławia mieli większe zmartwienia niż przetrzymana książka z biblioteki.

Z odręcznej notatki dołączonej do woluminu wynika, że do Działu Sztuki Wydawniczej przekazał go Wojciech Gluziński (ur. 31 marca 1922 r. we Lwowie – zm. 26 marca 2017 r. we Wrocławiu), filozof i wybitny polski muzeolog, a przede wszystkim wieloletni pracownik Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Co ważne w tym kontekście – W. Gluziński był jednym z pionierów Wrocławia i być może już w pierwszym okresie swojego pobytu w mieście odnalazł Der siebente Ring i postanowił przechować. Warto dodać, że w pamięci jego współpracowników przechowało się wspomnienie W. Gluzińskiego o tym, jak w okresie służby w Straży Akademickiej spał na łóżku stworzonym ze stosu książek. Na zainteresowanie W. Gluzińskiego woluminem mógł też wpłynąć fakt, że biegle posługiwał się językiem niemieckim, stąd lektura Siódmego kręgu mogła dostarczać mu wytchnienia w trudnych, pionierskich dniach.

Pewnym jest, że przy przekatalogowywaniu dzieł stanowiących własność dawnej Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu, a więc po 1946 roku, dzieła zebrane Stefana Georgego były już uszczuplone o tom 6/7, który jest bohaterem dzisiejszego tekstu: potwierdza to stosowna luka pozostawiona na karcie katalogowej w Katalogu alfabetycznym Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu.

To ogromna satysfakcja i radość móc po 76 latach od zakończenia wojny przekazać odnaleziony wolumin Bibliotece Uniwersyteckiej. Ta historia napawa nadzieją na podobne odkrycia i odzyskanie strat, jakich wiele jeszcze odnotowują wykazy muzeów, bibliotek, archiwów i innych kolekcji na Śląsku. Toteż zarówno pracownicy Muzeum Narodowego we Wrocławiu, jak i wrocławskiej Biblioteki Uniwersyteckiej nie ustają w poszukiwaniach i podążają każdym śladem, który – tak jak w tym przypadku – może prowadzić do szczęśliwego zakończenia.

Jakub Maciej Łubocki, Dział Sztuki Wydawniczej w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

12 października 2021: Przekazanie publikacji do zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu

Fot. A. Podstawka

14 października 2021: Wspomnienie o dr. Wojciechu Gluzińskim

Pozwolę sobie uzupełnić domysły autora tekstu odnośnie do losów tej książki. Otóż, jak wiadomo, mój śp. Ojciec w 1945 r. przybył do Wrocławia z Krakowa w grupie ochotników, którym powierzono ochronę budynków tworzącego się ośrodka akademickiego. Tak powstała Straż Akademicka. Ojciec, zakwaterowany początkowo przy ul. Rozbrat, gdzie Straż była skoszarowana, później zamieszkał przy ul. Józefa Stalina (a dziś: Bolesława Drobnera), tuż przy moście Uniwersyteckim, skąd wyprawiał się z kolegami na „wycieczki” eksploracyjne w okoliczne ruiny. Wiem z bezpośrednich rozmów z nim, że w kościele św. Anny, dawnym augustianek, dzisiaj cerkwi pw. śś. Cyryla i Metodego przy ul. św. Jadwigi był w czasie wojny zmagazynowany (ewakuowany) duży księgozbiór wrocławskiej Biblioteki Miejskiej, w 1945 r. w dużej części spopielony. Do dziś, idąc za obrazami utrwalonymi we wspomnieniach mego Ojca, widzę przed oczyma stosy książek – szarych brył popiołu, nienaruszonych co do formy, które, po lekkim nawet dotknięciu, rozsypywały się w pył. To prawdopodobnie z tej książnicy, nie do końca przez ogień strawionej, pochodziły niemieckie wydania dzieł zapełniające półki regałów w naszym mieszkaniu przy ul. B. Drobnera i gabinecie Ojca w Muzeum Narodowym. 

Krzysztof Gluziński, emerytowany starszy kustosz w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu

■ #zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸
■ Aktualności i fotorelacje ➸
 

print