Intrygujące!
„Zabawa w detektywa, czyli o zespole rzeźb z cmentarza Hassego”

Barbara Andruszkiewicz

Figura Tanatosa
Figura Tanatosa
fot. M. Wyłupek

Praca historyka sztuki to głównie przesiadywanie w archiwach i bibliotekach, pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie. Rzadko kiedy przypomina przygody Pana Samochodzika – nie odkrywamy co rusz ukrytych skarbów i tajnych przejść w opuszczonych zamczyskach. Czasem jednak działamy jak detektywi – podążamy za strzępkami informacji i składamy je w całość, idziemy po nitce do kłębka – a kiedy już rozwiążemy zagadkę, mamy po prostu ogromną satysfakcję.

Tak było również i z moją historią – może nie tak sensacyjną jak u Nienackiego – jednak świadomość, że udało się uchylić rąbka tajemnicy – i to związanej z historią Dolnego Śląska – jest dla mnie bezcenna.

Figura Ilioneusa
Figura Ilioneusa
fot. A. Podstawka

Cofnijmy się jednak o kilka lat, gdy w czasie wizyty na Zamku Książ dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu Piotr Oszczanowski zwrócił moją uwagę na stojącą tam rzeźbę – odlaną z brązu figurę młodzieńca w typie efeba. Postać była pozbawiona lewego ramienia. Grecki podpis na plincie głosił, że jest to Tanatos – bóg śmierci. Zaintrygowała nas wtedy widniejąca obok sygnatura Haßse et. Schulz fec. 1913 – zwłaszcza mnie, ponieważ pracę magisterską pisałam o wrocławskim rzeźbiarzu Paulu Schulzu, o którym wciąż mało jeszcze wiemy.

Istniało duże prawdopodobieństwo, że prezentowana w Książu figura jest jego autorstwa. Nie miałam jednak pewności, czy był to „mój” Schulz, artysta działający w ubiegłym wieku na Dolnym Śląsku (ur. 1875, zm. 1945), czy może była to sygnatura odlewnika? Lecz takiego również nie kojarzyłam. W dodatku rzeźba mogła też przecież zostać sprowadzona z jakiegoś odległego zakątka Europy.

Wkrótce potem, znów dzięki spostrzeżeniu dyrektora Oszczanowskiego, moją uwagę przykuła inna rzeźba z brązu – była to postać klęczącego młodzieńca z uniesionymi rękami, podpis po prawej stronie plinty głosił, że jest to Ilioneus. Figura zdobiła hol szpitala „Wysoka Łąka” w Kowarach. Imię to z pewnością jest znane pasjonatom greckiej mitologii – Ilioneus był jednym z synów tebańskiej królowej Niobe zamordowanych przez Apolla i Artemidę.
I po raz kolejny intrygujące sygnatury – tym razem dwie. Po lewej stronie napis Hasse et Schulz / renov. 1908, a z przodu plinty wcześniejszy: Hasse et Haertel. / rest. 1890.

Uporządkujmy informacje. Po pierwsze – łacińskie skróty renov.rest. oznaczają, że wyżej wymienieni nie są jej autorami, a jedynie odnawiali rzeźbę. Po drugie – Haertel to nikt inny jak Robert Haertel (1831–1894), wrocławski rzeźbiarz, wykładowca w Królewskiej Szkole Sztuki i Rzemiosła Artystycznego (i autor doskonale wszystkim znanych rzeźb Michała Anioła i Albrechta Dürera stojących przy wejściu do Muzeum Narodowego we Wrocławiu). Figura musiała więc powstać w kręgu wrocławskich artystów, a tenże Schulz to być może nasz śląski rzeźbiarz. Skoro tak, to kim jest tajemniczy Hasse, towarzyszący zarówno jednemu, jak i drugiemu artyście? Może tylko pomocnik? Jeśli tak, to czemu wymieniony jest na pierwszym miejscu?

Wróćmy jeszcze na chwilę do samego Ilioneusa. Szybki rekonesans w internecie wystarczy, by ustalić, że w gliptotece w Monachium znajduje się helleńska rzeźba klęczącego młodzieńca, pozbawiona głowy i rąk, którą identyfikuje się właśnie jako wizerunek Ilioneusa. Na początku XIX w. wiedeński artysta Johann Martin Fischer (1740–1820) podjął się rekonstrukcji rzeźby, doklejając oryginalnej marmurowej rzeźbie (sic!) głowę i ręce. Chociaż po jakimś czasie uzupełnione elementy usunięto, gotową kompozycję powielono w brązie, która stała się dość popularną ozdobą – dziś takie rzeźby możemy podziwiać m.in. w austriackim Heldenbergu, parku pałacu Oranienbaum koło Peterbsurga oraz w czeskim miasteczku Klatovy. Być może kowarski Ilioneus jest właśnie jedną z tych XIX-wiecznych rzeźb, konserwowanych na przełomie wieku przez obu wrocławskich artystów? Brzmi to rozsądnie.

Ilioneus – rysunki
Ilioneus – rysunki z Wiederherstellung antiker Bildwerke Hassego z 1886 r.

W międzyczasie, zbierając materiał do pracy doktorskiej (poświęconej zresztą rzeźbiarzom wrocławskim pierwszej połowy XX w.), przeglądałam przedwojenną śląską prasę udostępnioną w bibliotekach cyfrowych, niezwykle cenną jako materiał ikonograficzny – prezentującą artystów i ich dzieła, relacje z odsłonięć kolejnych pomników i wystaw.

Podczas kolejnej godziny przeglądania przysypiałam już przed komputerem, przeklikując kolejne strony, kiedy to w jednym z numerów ilustrowanego dodatku do gazety „Schlesische Zeitung” z 1926 r. ukazał mi się artykuł na prawie całą stronę zatytułowany Cmentarz Hassego w Bukowcu (Der Hasse–Friedhof in Buchwald), a w nim zaprezentowani nasi znajomi – zarówno Tanatos, jak i Ilioneus!

Z treści wynikało, że Karl Hasse był wrocławskim anatomem, profesorem uniwersyteckim, który założył dla siebie i swojej rodziny prywatny cmentarz w Bukowcu. Teren ten zdobiły rzeźby autorstwa Paula Schulza: Ilioneus stał przy wejściu do nekropolii, w głębi Tanatos, a całe założenie zamykał potężny krucyfiks z marmurową figurą Chrystusa.
W artykule był także zreprodukowany głaz z płaskorzeźbionym portretem lekarza. Hasse zmarł w 1922 r., lecz według artykułu cmentarz powstał około dekadę wcześniej – zresztą mniej więcej wtedy Schulz tworzył swoje dzieła.

Starodawny portret wąsatego pana z monoklem
Portret Carla Hassego

Część zagadki została zatem rozwikłana – wiemy, skąd pochodzą rzeźby z Książa i Kowar. Wiemy też, że Hasse nie był artystą, ale zleceniodawcą. Być może jako anatom udzielał wskazówek dotyczących odpowiedniego przedstawienia ciał, a może brał udział w procesie twórczym w jeszcze inny sposób?

Przygotowując materiał do wystawy „Wyrzeźbiony Wrocław”, musiałam odwiedzić zarówno Książ, jak i Kowary. Udałam się także do położonego nieopodal Bukowca.
Malowniczo położony na wzgórzu cmentarz Hassego został już niestety zlikwidowany, teren ten sąsiaduje z nowym cmentarzem – dla obecnych mieszkańców wsi. Z zespołu rzeźbiarskiego na miejscu pozostał jedynie krucyfiks, również sygnowany: Haßse, Schulz / fec. / 1910. Udało się też znaleźć pozostałość tablicy fundacyjnej cmentarza.

Jednak postać Hassego i jego udział w tworzeniu rzeźb nie dawał spokoju zarówno mi, jak i dyrektorowi Oszczanowskiemu, który skojarzył, że tak samo podwójnie atrybuowana była głowa Chrystusa z gipsu, umieszczona (niestety bez reprodukcji) w katalogu wrocławskiej wystawy sztuki kościelnej z 1909 r., zapewne model do bukowieckiego krzyża.

To właśnie dyrektorowi wrocławskiego muzeum udało się odnaleźć kolejny kawałek nitki prowadzącej do kłębka – okazało się, że sztuka była tak wielką pasją Hassego, że nie wzbraniał się on przed publikacją swoich badań i spostrzeżeń w samodzielnie redagowanych pismach o sztuce, m.in. o średniowiecznej (w tym teksty o twórczości Rogera van der Weydena). Szczególnie interesowały go antyczne, niekompletne rzeźby, których rekonstrukcję szeroko omawiał razem ze szczegółowymi rysunkami.

strona z publikacji Antike Bildwerke

W jednej z takich publikacji prof. Hasse dokładnie opisał proces powstawania rzeźby Tanatosa, w mitologii greckiej boga i uosobienie śmierci, brata-bliźniaka boga snu Hypnosa, przedstawianego najczęściej ze skrzydłami i odwróconą, zgaszoną pochodnią.
Co ciekawe, Hasse nie dokonał tutaj uzupełnienia konkretnej rzeźby – jest to dzieło stworzone „od zera”. Sam brał czynny udział w pracach nad figurą, będąc odpowiedzialnym za koncepcję oraz udzielając Schulzowi wskazówek dotyczących anatomii.

Jako inspirację wskazał greckie malarstwo wazowe z przedstawieniami bliźniaczych bóstw, a także antyczne figury efebów. Zdecydował się na swobodną trawestację atrybutów braci – towarzyszące zwykle Hypnosowi maki zastąpił więdnącą różą (trzymaną w niezachowanej lewej ręce), której płatki opadają u stóp Tanatosa. Jego głowę zdobią małe skrzydełka, z którymi obaj bracia także często byli przedstawiani (w innych wariantach ze skrzydłami u ramion).

Hasse tłumaczył obecność tego atrybutu, tak charakterystycznego dla Hermesa, swoistym przetasowywaniem funkcji i ról wewnątrz greckiego panteonu – również boski posłaniec był odpowiedzialny za zsyłanie marzeń sennych i odprowadzanie dusz umarłych do Hadesu.

jasna rzeźba stojącego nagiego młodzieńca
Tanatos – zdjęcie archiwalne z Plastische Bildwerke Hassego z 1915 r.

Z kolei przy Ilioneusie mieliśmy do czynienia z kolejną niespodzianką – jeżeli wierzyć drukowanemu słowu, Hasse dokonał rekonstrukcji bezpośrednio w oparciu o oryginalną rzeźbę z monachijskiej gliptoteki, nie sugerując się w żaden sposób pracą Fischera, jak pierwotnie zakładaliśmy.

Wrocławski anatom, korzystając ze swojej wiedzy medycznej, drobiazgowo zaprojektował uzupełnienia, zrealizowane następnie przez Roberta Haertla, a po jego śmierci poprawione i dokończone przez Paula Schulza.

Faktycznie dzieło wiedeńskiego rzeźbiarza nieco różni się od śląskiej wersji, jednak podobieństwo między nimi jest uderzające. Przy okazji dowiedzieliśmy się czegoś o figurze ukrzyżowanego Chrystusa, której Hasse poświęcił osobny rozdział – bezpośrednią inspiracją był tutaj Chrystus z Ostatniej Wieczerzy Leonarda da Vinci.

Krok po kroku zdobywaliśmy te wszystkie informacje, w świetle których obecność nazwiska Hassego w sygnaturach rzeźb staje się w pełni uzasadniona i zasłużona. Bez wątpienia był prawdziwym pasjonatem, gotowym na odważne eksperymenty, do których zaangażował uznanych wrocławskich rzeźbiarzy.

Zarówno Tanatosa, jak i Ilioneusa będą mogli Państwo obejrzeć na wystawie „Wyrzeźbiony Wrocław. Rzeźbiarze wrocławscy pierwszej połowy XX w.” od 29 października br. w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Zapraszamy!

 

print