Intrygujące!
„Wrocławskie obrazy Kokoschki”

Robert Heś

1 marca 1886 r. w austriackim Pöchlarn urodził się Oskar Kokoschka (1886-1980) – w tym roku przypada zatem 140. rocznica urodzin tego niepokornego artysty.

Ów wybitny malarz, ale też poeta i grafik, zaliczany jest do czołowych twórców ekspresjonizmu, a jego zasługi w tej dziedzinie uhonorowane zostały przez austriackie władze ustanowieniem w 1980 r. nagrody jego imienia za wybitne osiągnięcia w zakresie sztuk plastycznych. Przyznawana jest ona co dwa lata właśnie 1 marca, więc zapewne i w tym dniu jakiś szczęśliwy artysta stanie się jej laureatem.

Nie bez przyczyny warto, a nawet należy, przypomnieć tę postać we Wrocławiu. W przedwojennym Śląskim Muzeum Sztuk Pięknych znajdowało się 12 prac artysty, głównie grafiki i rysunki, ale także dwa olejne obrazy Trancespieler oraz Elblandschaft in Dresden.

Fot. Instytut Sztuki PAN w Warszawie

Pierwszy z nich jest portretem aktora-skandalisty Ernsta Reinholda (wł. Ernsta Hirscha), który wystąpił w sztuce Kokoschki Morderca, nadzieja kobiet, wystawionej w kwietniu 1909 r. na Międzynarodowym Pokazie Sztuki w Wiedniu (Internationale Kunstschau). Tam też zaprezentowany został rzeczony portret.

Fot. Gabinet Dokumentów MNWr

Po inscenizacji wybuchł ogromny skandal, a wydarzenie stało się brzemienne w skutki dla obu artystów. Grający w przedstawieniu główną rolę Ernst Reinhold stał się legendą teatru ekspresjonistycznego, a Oskara Kokoschkę… wyrzucono ze szkoły, w której pracował. Portret aktora trafił później do Galerie Caspari w Monachium, skąd w 1919 r. zakupiony został przez wrocławskie muzeum za niemałą sumę 10 tys. marek. Targi trwały dość długo, ponieważ sprzedawca początkowo oczekiwał trzykrotnie większej sumy.

Fot. Gabinet Dokumentów MNWr

Drugi z obrazów przedstawia ulubiony motyw niemieckich artystów końca XIX i początku XX w. – most na Łabie w Dreźnie. Zakupiono go w styczniu 1928 r. w Dreźnie za 7150 marek.

Okazuje się, że artysta związany był z Wrocławiem już wcześniej, na innym – choć też artystycznym – polu. W 1912 r. architekt miejski Max Berg (twórca Hali Stulecia) zaprosił młodego malarza-ekspresjonistę do współpracy przy projekcie planowanego krematorium na cmentarzu Osobowickim, największej nekropolii ówczesnego miasta. Kokoschka miał zadbać o dekoracje malarskie nowego obiektu.

Fot. archiwum autora

I faktycznie wywiązał się z zadania, tworząc kilkadziesiąt szkiców nawiązujących do tematyki eschatologicznej – na czele ze słynnym projektem fresku Taniec śmierci w labiryncie świata inspirowanym m.in. pismami Jana Amosa Komenskiego, XVII-wiecznego czeskiego, protestanckiego filozofa, pedagoga i myśliciela.

Dobrze zapowiadającą się współpracę przerwał wybuch Wielkiej Wojny. Kokoschka w styczniu 1915 r. trafił na front w Galicji, gdzie został poważnie ranny. Przetrwały jednak jego projekty, które obecnie znajdują się w zbiorach Kupferstich-Kabinett w Dreźnie oraz w Oskar Kokoschka Zentrum w Wiedniu.

Fot. Gabinet Dokumentów MNWr

W okresie międzywojennym prace awangardowego artysty święciły tryumfy, w czym swój własny wkład miał Erich Wiese, kustosz wrocławskiego muzeum, a od 1929 r. jego dyrektor. Jeszcze jako członek lipskiego Towarzystwa Artystycznego zorganizował tamże wystawę nowoczesnej sztuki z prywatnych kolekcji (Moderne Kunst aus Privatbesitz. April-Mai 1922), na której zaprezentował 8 prac artysty. Promował również zakupy jego prac do zbiorów muzeum we Wrocławiu, a o łączącej ich więzi może świadczyć wspólne zdjęcie wykonane w Szwajcarii w 1954 r., na którym uwiecznieni zostali Erich Wiese i Oskar Kokoschka z żoną Oldą.

Wrocławska, ale też i niemiecka, przygoda ze sztuką nowoczesną zakończyła się wraz z dojściem do władzy nazistów w 1933 r. Populistyczni, narodowo-socjalistyczni funkcjonariusze partyjni postanowili „oczyścić” narodową sztukę z awangardowych, nowoczesnych dzieł, do których zaliczyli wszystko, czego nie rozumieli i nie pojmowali, i przez to uważali za „zdegenerowane” i „wynaturzone”. Przekaz propagandowy, bo do tego sprowadzili sztukę, miał być czysty i klarowny, łatwy w percepcji dla społeczeństwa i przekonujący je do słuszności obranej przez partię drogi. We Wrocławiu pierwszą ofiarą populistycznego wykorzystania sztuki stał się Erich Wiese, przyjaciel Kokoschki i propagator sztuki nowoczesnej. W 1933 r. zwolniono go „w trybie natychmiastowym”.

Kolejnymi ofiarami reżimu stały się dzieła awangardowych twórców. Zaraz po zwolnieniu Wiesego usunięto z galerii prace niechcianych artystów, na razie chowając je w magazynach. Sytuacja ta zmieniła się wraz rozporządzeniem władz z 30 czerwca 1937 r. o nakazie zinwentaryzowania i zabezpieczenia dzieł sztuki „wynaturzonej” znajdujących się w zborach państwowych i komunalnych. Celem tego działania była organizacja wystawy „Sztuki wynaturzonej” (Entartete Kunst) w Monachium, ale de facto oznaczało to konfiskatę tych dzieł, które nigdy nie powróciły do swoich właścicieli.

Fot. Gabinet Dokumentów MNWr

Ofiarą owych działań padło również 12 prac Oskara Kokoschki znajdujących się w zbiorach wrocławskiego muzeum. Dnia 10 lipca 1937 r. skrzynie ze skonfiskowanymi pracami wyruszyły z Wrocławia do Monachium na wielką wystawę „Entartete Kunst” (19 VII–30 XI 1937). Wśród nich, w skrzyni nr S.M.2 znajdował się obraz Elblandschaft in Dresden, zaś w skrzyni oznaczonej S.M.4 – Trancespieler.

Pejzaż z mostem na Łabie trafił później w ręce współpracującego z nazistami handlarza dzieł sztuki Hildebranda Gurlitta (1895–1956) z Berlina. Obecnie znajduje się w Folkwang Museum w Essen.

Fot. Gabinet Dokumentów MNWr

Portret Ernsta Reinholda pod koniec lat 30. znalazł się w posiadaniu szwajcarskiego handlarza dzieł sztuki Theodora Fischera (1878–1957), który wystawił go na aukcji w Lucernie 30 czerwca 1939 r., wraz z ośmioma innymi obrazami artysty. Zakupiły je Musées royaux des beaux-arts de Belgique z Brukseli, gdzie znajduje się do dzisiaj.

Przykład dzieł Oskara Kokoschki pokazuje, że w przedwojennym Wrocławiu także w publicznych kolekcjach muzealnych znajdowały się arcydzieła sztuki awangardy XX w. Z przyczyn politycznych zostały usunięte i potem rozproszone na całym świecie, stając się ozdobami współczesnych kolekcji muzealnych i prywatnych. Kolejny raz zatem przekonujemy się, że dzieła sztuki nawet w czasie wojny i skrajnych opresji nie giną, tylko… zmieniają właścicieli.

dr Robert Heś, kierownik Gabinetu Dokumentów Muzeum Narodowego we Wrocławiu
1 marca 2026

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print