Intrygujące!
„Tajemnice średzkiej korony”

Jacek Witecki

Ze wszystkich zabytków Skarbu Średzkiego najwięcej pytań i kontrowersji towarzyszy złotej koronie. Będąca bez wątpienia klejnotem kobiecym, lekka i delikatna korona segmentowa typu otwartego o niewielkiej średnicy, zwieńczona figurami orłów i kwiatonami, nie ma dziś odpowiedniczki wśród zachowanych koron europejskich. Symbolika w niej zawarta pozwala sądzić, że wykonana została jako insygnium ślubne. Osoba właścicielki tego niezwykłego dzieła średniowiecznego złotnictwa jest największą zagadką Skarbu ze Środy.

Z francuskich inwentarzy majątku przywiezionego do Pragi przez zaręczoną z Karolem IV Luksemburgiem Blankę de Valois wiemy, że przyszła czeska królowa posiadała m.in. koronę z diademem i drugą koronę, pochodzącą od ciotki Karola, Marii Luksemburskiej. Pamiętać należy, że ojcem Blanki był Karol de Valois (1270–1325), założyciel dynastii Walezjuszy i jeden z najbardziej wpływowych uczestników ówczesnej europejskiej polityki, walczący w południowych Włoszech i na Sycylii w imię interesów andegaweńskich przeciw Fryderykowi II. Uprawdopodabnia to hipotezę, że to właśnie dzięki Blance nawiązująca do sycylijskich wzorców korona znalazła się na praskim dworze.
Gęsta sieć politycznych sojuszy i królewskich mariaży pozwala wskazać wiele wątków mogących wiązać się z powstaniem i losami korony z orłami – arcydzieła średniowiecznego złotnictwa. Również motywy i treści zawarte w cesarskiej zaponie i stylistyka złotych zawieszek, która także kieruje uwagę ku południu Europy, pozwalają patrzeć na zabytki Skarbu Średzkiego w szerokim kontekście historii i kultury europejskiej.

Poza zagadkami historycznymi jednym z istotnych pytań, przed którymi stanęli pierwsi badacze, była kwestia pierwotnej liczby segmentów korony, a tym samym jej oryginalny rozmiar i wygląd. Odnalezione fragmenty tworzyły osiem niekompletnych segmentów, z których tylko trzy złączone były z wieńczącymi je orłami. Z pomocą przyszła tu prosta geometria. Zmierzono krzywiznę segmentów i uznano, że ich oryginalna liczba musiała wynosić dziesięć, albowiem tylko wtedy korona, po złożeniu w całość, tworzy regularny okrąg. Parzysta liczba segmentów zgadzała się ponadto z naprzemiennym rozmieszczeniem dekoracji w koronie. Pozwoliło to określić ilość ubytków i stało się punktem wyjścia dla rekonstrukcji zabytku. Sprecyzowało także oczekiwania wobec ewentualnych dalszych poszukiwań jego zaginionych części.

Rzeczywiście już w 1997 roku udało się odzyskać kolejnego orła z korony, który znajdował się w rękach prywatnych i po śmierci posiadacza przekazany został ostatecznie do zbiorów muzealnych (stało się to możliwe dzięki mecenatowi zewnętrznemu). Kolejną sensacją było zatrzymanie w 2005 roku dwóch osób przy próbie sprzedaży jubilerowi jednego z oryginalnych orłów, kwiatonu oraz pierścienia i srebrnej monety pochodzących ze średzkiego znaleziska.

Po zgromadzeniu tych elementów w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu podjęto decyzję o nowej rekonstrukcji korony, która zbliżyłaby nas do pierwotnego wyglądu zabytku. Należało wówczas rozważyć ponownie wszystkie możliwe aspekty podejmowanych działań. Będąca istotną wskazówką dekoracja oryginalnych elementów powtarza dwa wzory układu kamieni, pereł i emaliowanych plakiet. Niewielkie zaburzenia w tej regularności są wynikiem uszkodzeń i napraw korony, które miały miejsce już w średniowieczu. Wskazywałoby to na dość nieostrożne obchodzenie się z delikatnym klejnotem przez jego właścicieli.

Jeden z orłów znaleziony w 1988 roku, różniący się wyraźnie od pozostałych, został zapewne wykonany rękami innego złotnika, aby zastąpić utracony czy zniszczony fragment. Fakt, że korona daje się dość łatwo rozłożyć na części, przyczyniać się mógł do takich wypadków. Wydaje się, że uzupełniano także niektóre z utraconych kamieni. Podczas napraw dokonywanych zapewne już podczas obecności korony w Pradze użyto lokalnego chryzoprazu moganitowego pochodzącego ze złóż w śląskich Szklarach. Czeskie pochodzenie mają także granaty, które były jednak w średniowieczu powszechnie wykorzystywane na terenie całej Europy ze względu na swą piękną głęboką barwę.

Podczas prac konserwatorskich przeprowadzonych w Pracowni Metali Muzeum Narodowego we Wrocławiu przez Mariusza Wierchowskiego wykonana została ze złota nowa replika podstawy jednego segmentu korony. Zdecydował o tym fakt, że wcześniejsza replika, przygotowana z cienko złoconego srebra podczas pierwszej rekonstrukcji dokonanej w Krakowie, po kilkunastu latach znacznie zmieniła kolor. Badania składu stopu użytego dla stworzenia korony, przeprowadzone przez zespół naukowców z Wrocławia i Krakowa, umożliwiły odtworzenie oryginalnego kruszcu, którego barwa okazała się identyczna z oryginalnym. Wysunięto zastrzeżenia pod względem techniki wykonania pierwszych replik – nie zapewniającej odpowiedniej precyzji łączenia segmentów, widocznej w oryginalnych elementach średniowiecznych. Ich blaszane struktury stworzono niegdyś, używając prawdopodobnie żelaznego kształtownika, który pozwalał uzyskać idealną powtarzalność wymiarów i dokładność kształtowania konturów. Taki kształtownik został obecnie odtworzony, nawiązując tym samym do technologii średniowiecznego warsztatu złotniczego.

Dokładne oczyszczenie tylnej powierzchni segmentów przyniosło też inne ważne odkrycie. Były to drobne, krótkie kreski, niekiedy słabo widoczne wskutek zatarcia, które brano początkowo za przypadkowe zarysowania. Ich liczba, miejsce umieszczenia i powtarzalność sugerowały jednak coś innego. Po mikroskopowej analizie okazało się, że są to wykonane rylcem oznaczenia będące wskazówkami dla kolejności łączenia segmentów korony. Pasująca do siebie liczba kresek oznaczała dwa sąsiadujące ze sobą i połączone zawiasem boki segmentów. Podobny system oznaczania elementów wyrobów złotniczych był stosowany także w późniejszych wiekach i można odnaleźć go na wielu dziełach. W tym wypadku mógł też służyć przyszłym opiekunom korony, którą można było przechowywać w postaci rozłożonej i zawsze łatwo przywrócić do zamierzonego kształtu. Identyfikacja tych oznaczeń pozwoliła zweryfikować prawidłowość układu korony. Ujrzenie owych drobnych śladów rylca było także pasjonującym zbliżeniem się do momentu powstawania dzieła, kiedy to pozostawiała je ręka zapobiegliwego średniowiecznego złotnika. Zdolność dostarczania nam takich emocji to jedna z wielu niezwykłych cech unikatowego zabytku jakim jest złota korona ze Środy Śląskiej.

Fot. Arkadiusz Podstawka, Mariusz Wierchowski


Jeszcze tylko do 29 grudnia 2019 można przyjrzeć się z bliska koronie królewskiej, która prezentowana jest na wystawie „Skarb Średzki. Tajemnice złotniczej pracowni”. Zapraszamy ➸

 

print