Praga to jedna z najbardziej lubianych przez Polaków europejskich stolic. Miasto, w którym zakochał się chyba każdy, kto choćby raz je zobaczył. Turyści, którzy odwiedzili stolicę Czech, z pewnością zachwyceni spacerowali po Moście Karola, Starym Mieście, Malej Stranie i Hradczanach. Poznali uroki Złotej Uliczki, zwiedzili „Starý židovský hřbitov” czy archikatedrę świętych Wita, Wacława i Wojciecha.
Powodowani chęcią powrotu do Miasta Stu Wież zastanawiają się teraz, co jeszcze trzeba tutaj zobaczyć i poznać. Dla tych, którzy lubią malarstwo barokowe odpowiedź może być tylko jedna: wędrówka śladami praskiej twórczości Michaela Leopolda Willmanna i jego uczniów: Jana Kryštofa Liški oraz Georga Wilhelma Neunhertza.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Barok to styl, który w ogromnym stopniu ukształtował obecny, niezwykle malowniczy charakter miasta nad Wełtawą. Nie jest natomiast rzeczą powszechnie znaną, jak znaczący był wkład w rozwój praskiego baroku trzech wyżej wymienionych artystów, związanych z dolnośląskim Lubiążem. Tymczasem dzieła o lubiąskiej proweniencji zdobią całkiem pokaźną liczbę praskich klasztorów oraz kościołów.
Nie od świątyń należy jednak zacząć wędrówkę przez Pragę w poszukiwaniu Willmanna i jego sukcesorów, ale od wizyty w czeskiej Galerii Narodowej. Praska „Narodni galerie” mieści się w kilku obiektach, ale nas powinien najbardziej zainteresować Pałac Schwarzenbergów (Schwarzenberský palác) – renesansowy pałac, zlokalizowany na Hradczanach. To tutaj właśnie prezentowana jest kolekcja malarstwa barokowego, w tym cztery obrazy (z dziewięciu posiadanych przez galerię) namalowane przez Śląskiego Apellesa.
W jednej z najbardziej reprezentacyjnych sal płótna „Św. Hieronim słucha trąby Sądu Ostatecznego” oraz „Uwolnienie Andromedy” sąsiadują ze wspaniałym „Męczeństwem św. Tomasza” Petera Paula Rubensa, a za ścianą eksponowany jest jedyny w Czechach obraz Rembrandta van Rijna („Učenec ve studovně”). To jedyne miejsce w Europie, w którym Michael Willmann „doczekał się” takiego sąsiedztwa.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Kolejne obrazy lubiąskiego mistrza pokazywane są na parterze galerii. Zobaczymy tu wielkoformatowy obraz „Chrystus niesiony przez anioły” oraz niezwykle kameralne, można powiedzieć osobiste przedstawienie „Św. Maria Magdalena jako pokutnica”.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Wszystkie cztery willmannowskie płótna prezentują wybitną artystyczną klasę, a „Uwolnienie Andromedy” to jedno z niezwykle rzadkich dzieł Willmanna o tematyce mitologicznej. Warto go skonfrontować z tymi wrocławskimi – „Porwaniem Persefony” oraz „Orfeuszem grającym zwierzętom”. Z wrocławskim Orfeuszem związana jest jeszcze jedna ciekawostka. W Galerii Narodowej należy zwrócić uwagę na obraz „Orfeus se zvířaty v krajině” (Krajobraz z Orfeuszem i zwierzętami), jednego z czołowych przedstawicieli czeskiego baroku Václava Vavřinca Reinera, ucznia m.in. Petera Brandla i Johanna Christopha Liški. Bardzo łatwo znajdziemy podobieństwa i analogie z willmannowskim pierwowzorem.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
W świątyni czeskiego malarstwa nie mogło również zabraknąć obrazów Jana Kryštofa Liški. Pasierb Willmanna jest tutaj reprezentowany przez cztery – trzeba dodać wybitne – prace: „Pieta z patronami Czech”, „Wniebowzięcie NMP”, „Apoteoza św. Benedykta” („Čeští patroni z benediktinského řádu se sv. Benediktem”) oraz „Hugo de Troys przeznacza św. Bernardowi miejsce na założenie klasztoru”. Na szczególną uwagę zasługuje „Pieta…”, która z jednej strony doskonale ukazuje charakterystyczny dla Liški subtelny styl malarski, wyniesiony z czasów jego pobytu i nauki w Italii, a z drugiej jednoznacznie przypomina o śląskich korzeniach tego czeskiego malarza. Bardzo podobny obraz Liški obejrzymy bowiem w położonej niedaleko Ścinawy dolnośląskiej wiosce Tymowa!
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ciekawa jest również historia „Apoteozy św. Benedykta”. Obraz został namalowany dla jednego z praskich kościołów, a po kilku przeprowadzkach wiele lat był uznawany za bezpowrotnie stracony. Dopiero na początku lat 50. XX w. znany czeski historyk sztuki Jaromír Neumann odnalazł go i zidentyfikował w małym kościele w miejscowości Lužec nad Vltavou.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Na Hradczanach zlokalizowane są także dwa kościoły zdobione obrazami Jana Kryštofa Liški. W archikatedrze świętych Wita, Wacława i Wojciecha (nad drzwiami do zakrystii) wisi obraz przedstawiający męczeństwo św. Maurycego. Malowidło mocno nawiązuje do willmannowskiej wizji tego tematu z klasztoru w Oseku. Z kolei w kościele św. Jana Nepomucena (Vojenský kostel sv. Jana Nepomuckého) zlokalizowane są aż cztery, w dodatku bardzo ciekawe jego płótna. Są to: „Przesłuchanie św. Jana Nepomucena”, „Św. Jan Ewangelista na Patmos”, „Śmierć św. Wojciecha” oraz „Trójca Święta”. Niestety, kościół pełniący od początku XXI w. funkcję kościoła garnizonowego jest zwykle zamknięty na cztery spusty, a jedynym w miarę regularnym terminem nabożeństw są wtorki o godz. 12.00.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ewentualne niepowodzenie w odwiedzeniu tej świątyni łatwo powetujemy sobie po krótkim spacerze z Hradczan na wzgórze Strahov. Najważniejszym obiektem wzgórza jest Strahovský klaster, czyli klasztor zakonu norbertanów (premonstratensów), założony już w XII w. To jeden z najstarszych klasztorów w Czechach. Zobaczymy tu słynną Bibliotekę Strahovską z pięknymi barokowymi salami, bazylikę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, galerię obrazów oraz… klasztorny browar z niezłym wyborem piwa.
Biblioteka i galeria są zwykle dostępne przez cały dzień, natomiast kościół jest otwierany dla zwiedzających jedynie w określonych godzinach (zobaczymy go wtedy w asyście przewodnika) albo krótko przed i po nabożeństwach. Jak zwykle w Pradze warto sprawdzić aktualne godziny przed wejściem.
Z punktu widzenia naszych willmannowskich poszukiwań jest to miejsce niezwykłe. Znajdziemy tu bowiem dzieła całej trójki artystów należących do lubiąskiej rodziny Willmannów. Jako pierwsze rzucają się w oczy wspaniałe freski o tematyce teologicznej autorstwa Georga Wilhelma Neunhertza, pokrywające całe sklepienie oraz kaplice świątyni. Wnuk Willmanna namalował je w pierwszej połowie XVIII w., są datowane na lata 1730–1740.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Po wejściu do środka bazyliki rzucają się w oczy ołtarze boczne. Aż cztery z nich zawierają obrazy Jana Kryštofa Liški. Są to: „Święta rodzina ze św. Joachimem i św. Anną”, „Czescy patroni”, „Chrystus odwiedzający Marię i Martę” oraz „Serce Jezusa” – chyba najciekawszy z tego zestawu, bo zawierający dość nietypowe jak na tego artystę przedstawienie.
O klasie strahovskich dzieł może świadczyć fakt, że przez wiele lat powszechnie uważano, że stanowią one zespół malarski autorstwa Michaela Leopolda Willmanna. Dopiero na początku XIX w. pojawiły się pierwsze wątpliwości i wzmianki o możliwym autorstwie Liški. Dyskusje trwały aż do połowy XX stulecia, kiedy to na konferencji polskich historyków sztuki w Warszawie wspomniany już Jaromír Neumann, opierając się na dogłębnej analizie technicznej płócien, ogłosił ich autorem Jana Kryštofa Liškę.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Samemu Willmannowi „zostały się” z tego zespołu jedynie dwa płótna w ołtarzach bocznych, zlokalizowanych najbliżej prezbiterium: „Pokłon pasterzy” oraz… skradzione przez nieustalonych do dziś sprawców w roku 1969 „Nawiedzenie NMP”.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ciekawostka, może szczególnie istotna dla miłośników Willmanna, którzy w najbliższym czasie do Pragi się nie wybierają: w kościele pw. Narodzenia NMP w podwrocławskich Dobrzykowicach znajdują się wierne kopie obu strahovskich płócien Willmanna (zarówno tego istniejącego, jak i tego skradzionego), autorstwa wrocławskiego artysty Johanna Melchiora Brandeisa.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Wizyta w galerii może być pewnym rozczarowaniem – z nieznanych powodów Strahovská galerie nie wystawia jedynego posiadanego dzieła Willmanna „Portret opata Arnolda Freibergera”. Również pozostali twórcy z jego otocznia jakby nie byli tutaj specjalnie doceniani. Z czterech obrazów J. K. Liški wystawiany jest zaledwie jeden – „Św. Augustyn”. Galeria nie pokazuje również „Ostatniej wieczerzy” G.W. Neunhertza (przynajmniej tak było w roku 2025). Mimo to na pewno warto ją odwiedzić, zwłaszcza w pakiecie ze wspomnianą wcześniej barokową biblioteką.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ostatnim obiektem lewobrzeżnej Pragi, w którym należy poszukać obrazów o lubiąskim rodowodzie, jest kościół św. Małgorzaty, będący częścią dość jednak peryferyjnego Klasztoru na Břevnovie. W zakrystii kościoła znajduje się obraz G. W. Neunhertza „Zwiastowanie Zachariaszowi”.
Z lewego brzegu stolicy Czech najlepiej wrócić na Stare Miasto Mostem Karola. Dlaczego? Otóż na prawym brzegu Wełtawy – zaraz po zejściu ze sławnego mostu – usytuowany jest piękny kościół pw. św. Franciszka z Asyżu (Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą). Świątynia zbudowana jest na planie krzyża – kwadratowa nawa z czterema kaplicami tworzy wielki krzyż, do którego przylega niewielkie prezbiterium.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
W takiej właśnie scenerii toczy się artystyczny dialog dwóch wybitnych twórców: mistrza Michaela Leopolda Willmanna i jego ucznia, Jana Kryštofa Liški. W swoistej rywalizacji z ojczymem i mistrzem J. K. Liška wystawił dwa wielkoformatowe przedstawienia, które przez wielu są uważane za opus magnum tego artysty. To „Stygmatyzacja św. Franciszka” z ołtarza głównego oraz przede wszystkim rewelacyjne „Wniebowzięcie NMP” z ołtarza bocznego.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Willmann z kolei reprezentowany jest przez „Znalezienie Krzyża Świętego” oraz zawieszony nad drzwiami wejściowymi fenomenalny obraz „Wypędzenie przekupniów z świątyni”. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć tę „rywalizację”. Lepiej skwitować sprawę stwierdzeniem, że obaj twórcy zaprezentowali tutaj wybitne umiejętności malarskie.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ołtarzowa realizacja Willmanna w praskim kościele pokazuje zresztą, jak bardzo przenikały się drogi twórcze ojczyma i pasierba i jak dużym autorytetem cieszył się Willmann u młodszego z artystów. Otóż praskie „Znalezienie Krzyża Świętego” było zarówno punktem wyjścia jak i punktem odniesienia do bardzo ważnego i niezwykle prestiżowego dzieła „Znalezienie Krzyża Świętego przez cesarzową Helenę z przedstawieniem Trójcy Świętej”, zrealizowano przez Liškę na rzecz wrocławskiej kolegiaty Świętego Krzyża (niegdyś jako obraz ołtarza głównego, dzisiaj to ołtarz boczny tej świątyni).
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Jan Kryštof Liška jest również autorem części fresków zdobiących świątynię, w szczególności tych z prezbiterium. Problemem jest jednak to, że z uwagi na zły stan zachowania malowidła zostały już dawno przemalowane, zapewne z ogromną szkodą dla ich klasy artystycznej.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ostatnim dziełem Liški z kościoła pw. św. Franciszka jest obraz przedstawiający św. Hieronima.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Barokowa świątynia Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą jest jednym z aż trzech kościołów zlokalizowanych na prawym brzegu Wełtawy, dla których Jan Kryštof Liška otrzymał prestiżowe zlecenie namalowania obrazu do ołtarza głównego.
Kolejnym jest kościół św. Gawła (kostel svatého Havla), w czasach Liški będący świątynią karmelicką. Urodzony we Wrocławiu artysta namalował tutaj monumentalny obraz „Patroni karmelitańscy z Matką Boską i cesarzem Leopoldem I” (inny tytuł: „Chwała Karmelu”). To wizja artystyczna, w której centralną rolę odgrywa św. Gaweł otoczony świętymi zakonu karmelitańskiego, a na dole ukazani są jako protektorzy tego zakonu cesarz Leopold I z rodziną.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Z praskiej starówki udajemy się na Nowe Miasto. Następnym celem spaceru jest bowiem położony w pobliżu Teatru Narodowego kościół św. Urszuli (Kostel svaté Voršily). W ołtarzu głównym jest tu wielkoformatowy obraz dedykowany oczywiście patronce świątyni św. Urszuli. Namalowane w roku 1704 płótno ufundował słynny założyciel szpitala Kuks hrabia František Antonín Špork.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Oprócz obrazu w ołtarzu głównym u urszulanek zobaczymy również liškowe przedstawienie św. Anny w ołtarzu bocznym. Niestety dość topornie obraz został przemalowany w 1883 r. przez malarza Josefa Scheiwla…
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Znacznie lepiej prezentują się natomiast dwa kolejne płótna Liški (funkcjonujące w źródłach również jako prace warsztatowe) zawieszone obok drzwi wejściowych: „Biczowanie Chrystusa” oraz „Chrystus po biczowaniu” (również: „Naśmiewanie się z Chrystusa”).
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Na marginesie: w kościele św. Urszuli nie można również pominąć pięknej pracy Petra Brandla „Wniebowzięcie NMP” w ołtarzu bocznym.
Wracamy na praską starówkę. Czas na kościół Matki Bożej Śnieżnej. To najwyższa gotycka budowla sakralna w Pradze. Jest tu w ołtarzu bocznym poświęconym św. Katarzynie obraz „Dysputa św. Katarzyny”, namalowany w 1727 r. przez Georga Wilhelma Neunhertza. Ciekawie mogą wypaść porównania przedstawienia z tym samym tematem zrealizowanym przez Neunhertza w kościele pw. Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja w Bolesławcu oraz jego willmannowskim ujęciem z Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Ten niezwykle intensywny spacer po Pradze kończymy w kościele pw. św. Jakuba Większego Apostoła (Kostel svatého Jakuba Většího). Niektóre źródła lokalizują tutaj jeszcze jedno dzieło J. K. Liški. Warto zatem sprawdzić, czy obraz z przedstawieniem św. Teresy z Avili w ołtarzu św. Walburgi ma rzeczywiście wszystkie cechy twórczości tego artysty. Jeśli nie, to rozczarowanie wynagrodzi nam z pewnością kilka zlokalizowanych tutaj wybitnych dzieł Petra Brandla.
Fot. P. Kołowrotkiewicz
Spacer po Pradze w zaproponowanej tu formule pokazuje, że malarstwo lubiąskich mistrzów – Michaela Leopolda Willmanna i jego uczniów – ma ponadregionalną wartość. Choć wychodzi się ze Śląska, to odwołując się do europejskich kanonów sztuki, pokazuje też silny związek tego regionu z Czechami z XVII i XVIII w. I część tego właśnie dawnego Śląska możemy spotkać również dzisiaj, spacerując po praskich ulicach.
Piotr Kołowrotkiewicz, Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Narodowego we Wrocławiu
16 maja 2026
Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸