Intrygujące!
Polski Willmann. Nieznane dzieło artysty w pałacowym korytarzu”

Piotr Oszczanowski

Opočno (Opoczno) to malownicze czeskie miasto w kraju hradeckim, w Górach Orlickich i nad doliną Złotego Potoku, którego największą atrakcją jest wspaniały barokowy pałac z wartościową kolekcją malarstwa włoskiego i niderlandzkiego, imponującą zbrojownią i unikatową biblioteką oraz kolekcją etnograficzną.

Czas zatrzymał się tu w miejscu, a świadectwem dawnej świetności pozostało to, co sprawia, iż do tego zamku podążają tłumnie turyści oraz ciekawi zbiorów historycy sztuki i muzealnicy.

Na spuściznę po szlacheckich i magnackich rodzinach czeskich Trčkov z Lípy (zwłaszcza Zdeněk i Vilém w XVI w.) oraz włoskiego pochodzenia Colloredo-Walsee-Mansfeld (Rudolf i Josef w XVII/XVIII) składają się dzieła sztuki wyeksponowane na pierwszym i drugim piętrze tego pałacu z włoskimi arkadowymi loggiami. W licznych salach znajdziemy tu nie tylko powszechnie znane epitafium Barbary z Bibrštejna i Jana Jetřicha z Žerotína z 1575 r. (z opoczańskiego kościoła parafialnego), ale przede wszystkim dzieła przypisywane m.in. Giuseppe Bartolomeo Chiari (Maria jako Opiekunka ze św. Stefanem), warsztatu Andrea del Sarto (Madonna z Dzieciątkiem Jezus i małym św. Janem Chrzcicielem), Giacomo del Po (Apoteoza Bohatera Wojny) czy też kreacje Maertena de Vos (Zwiastowanie), Fredericka van Valcekenborcha (Pożar Troi) oraz naśladowców Hieronima Boscha (Dwunastoletni Chrystus w świątyni) i Hugo van der Goes (Św. KatarzynaŚw. Klara z Asyżu).

W tej artystycznej obfitości ma prawo ujść uwadze – i uszedł! – zabytek dla nas Ślązaków i Polaków wyjątkowo cenny, niepowtarzalny, intrygujący! W jednym z korytarzy pałacowych na pierwszym piętrze – nieco w cieniu, poza uwagą i wzrokiem zwiedzających, zawieszone na ścianie i ponad podniszczonym parawanem – znajdziemy rycinę w częściowo pozłacanej ramie.

Jej niepozorność w konfrontacji z bogactwem zbiorów malarskich zamku w Opočnie uczyniła z niej dzieło enigmatyczne, niezidentyfikowane, a co za tym idzie nieznane. A wartość ryciny jest doprawdy trudna do przecenienia. Oto teza filozoficzna, specyficzna „ulotka” informująca o obronie pracy doktorskiej. Tego typu okazjonalne ryciny-plakaty, nieraz bardzo okazałe, były rodzajem anonsu informującego o publicznym wydarzeniu naukowym o charakterze akademickim, służyły obwieszczaniu i popularyzowaniu obrony rozpraw doktorskich lub uzyskaniu tytułu naukowego w katolickiej instytucji naukowej (gimnazjum, akademii lub uniwersytecie najczęściej jezuickim). Ten rodzaj zaproszenia przez osobę przystępującą do egzaminu dla patronów, profesorów i studentów zazwyczaj sporządzano w bardzo niskim nakładzie, część była wywieszana w budynkach sakralnych i z góry skazana na zniszczenie. Zatem mamy prawo przypuszczać, że ta, którą znaleźliśmy w pałacu w Opočnie, jest jedynym zachowanym jej egzemplarzem. Dlatego cennym, a dlaczego dla nas wyjątkowym? Z kilku powodów.

Po pierwsze: datowana na 1704 r. teza z Opočna to jedna z nielicznych znanych tez filozoficznych związanych z wrocławskim Gimnazjum i Akademią/Uniwersytetem jezuickim (ten drugi oficjalnie powołany do życia został dopiero w 1702 r.). Chociaż pierwsze z nich sporządzono już w 2. połowie XVII w. (autorstwa np. Philippa Kiliana według rysunku Hansa Usinga z 1663 r. oraz Johanna Oertela według wzoru Carla Gabriela Prevo z 1689 r.), to pod względem artystycznym były to jednak dzieła dość przeciętne. Stosowną rangę i wartość nadali im inni śląscy artyści.

I to jest drugi powód wartości tej ryciny: autorami tej tezy są „Śląski Apelles” – Michael Leopold Willmann (1630–1706) – oraz brzeski grafik Johannes Tscherning (1652–1732). Ten pierwszy wykonał wzór rysunkowy (M Willman delin:), ten drugi sporządził miedzioryt (J Tscherning sculp.). W przypadku Willmanna znanych jest kilkanaście tego typu realizacji. Są to m.in. tezy filozoficzne: z przedstawieniem Dwunastoletniego Chrystusa w świątyni z 1666 r. (rytował Philipp Kilian); dedykowane lubiąskiemu opatowi Bernhardowi Rosie z widokiem opactwa krzeszowskiego z ok. 1680 r. (rytował Johann Tscherning); dwie tezy willmannowskie autorstwa grafika augsburskiego Bartholomäusa II Kiliana z ok. 1700 r.; z przedstawieniem św. Bernarda zgłaszającego się ze swoimi towarzyszami do klasztoru zakonu Cystersów w Citeaux z 1701 r. dedykowane Ludwigowi Bauchowi, opatowi cysterskiemu w Lubiążu (rytował Johann Tscherning).

Trzecim powodem jest: śląskość tego dzieła, którą współtworzą jego bohaterowie. A jest nim broniący zawartych na rycinie 50 tez („zobowiązał się do publicznej obrony najwyższego stopnia filozofii”) młodziutki śląski szlachcic Johann Carl baron von Kesslitz (zm. ok. 1750) z głogowskiego Zalesia i Marcinowa, licencjat filozofii, słuchacz metafizyki i etyki, rezydujący w przyuniwersyteckim konwikcie św. Józefa. Był on późniejszym deputowanym dystryktu (weichbildu) zielonogórskiego, następnie zastępcą starosty ziemskiego księstwa żagańskiego i zarządcą dóbr księcia żagańskiego von Lobkowitza. W tym samym roku, w którym odbyła się wrocławska obrona (13 czerwca 1704 r.), jego rodzinie nadano tytuł baronów czeskich. Sama dysputa i egzamin uniwersytecki miały miejsce 16 lipca 1704 r. i odbyły się „pod łaskawym patronatem” Johanna Heinricha hrabiego von Nimptsch (1660–1726), barona w Olszanach (powiat świdnicki, gmina Strzegom), właściciela licznych majątków ziemskich w powiecie świdnickim w gminie Strzegom (Modlęcin i Stawiska) oraz w gminie Jaworzyna Śląska (Nowice, Miłkowice, Witków, Stary Jaworów) oraz w Łagoszowie (powiat głogowski, gmina Jerzmanowa) i Jakubowie koło Głogowa (powiat polkowicki, gmina Radwanice). Był on cesarskim radcą, starostą głogowskim (1697–1705), od 1699 r. posiadał tytuł czeskich baronów, człowiekiem wykształconym i obytym w świecie. Dla nas szczególnie ważne jest to, iż jako cesarski komisarz był obecny w latach 1696–1697 przy wyborze o. Dominika Geyera na 42. opata klasztoru cysterskiego w Krzeszowie. Od nowo powołanego opata po 19 lutego 1697 r. Nimptsch przyjął hołd potwierdzający jego oddanie się władzy cesarskiej. Zapewne to Nimptsch miał okazję zwrócić uwagę młodemu baronowi von Kesslitz na osobę Willmanna, od końca lat 70. XVII w. autora licznych dzieł malarskich i fresków dla krzeszowskich cystersów. Trzecią osobą wymienioną w dedykacji tez filozoficznych – jako przeprowadzająca obronę – jest pochodzący z czeskiego Mostu jezuita Julius Zwicker (1667–1738), pierwszy bibliotekarz Uniwersytetu Wrocławskiego (1702), doktor filozofii, religii i matematyki, nauczający w Nysie, Ołomuńcu, Pradze i Wrocławiu, przyszły rektor Uniwersytetu Wrocławskiego (1721–1724).

A czwartym powodem wyjątkowości naszych tez filozoficznych – i kto wie, czy nie najważniejszym – jest: jakże polska tematyka zawartego na niej przedstawienia. O niej zaświadcza obecność podobizny biskupa i męczennika św. Stanisława ze Szczepanowa, historia jego śmierci i „opieki” nad poćwiartowanym ciałem czterech orłów (trzy inne, unosząc się nad zwłokami, dzierżą w szponach banderolę Integer ex Aquilis oraz w dziobach atrybuty biskupa – mitrę i pastorał), personifikacji Rzeczpospolitej (subtelna postać kobieca w koronie na głowie i z tarczą u boku, na której heraldyczny orzeł) i rzeki Wisły (Vistula pod postacią postawnego mężczyzny trzymającego w dłoni wiosło oraz opartego o dzban, z którego strumieniem do rzeki wypływa woda z rybami).

Samo przedstawienie św. Stanisława ze Szczepanowa nawiązuje do ulubionego przez Willmanna w ostatniej dekadzie XVII w. typu podobizny biskupa – majestatycznej, ascetycznej sylwetki z mitrą na głowie i z uniesioną prawą ręką w geście błogosławieństwa (np. Św. Sacerdos z serii graficznej cysterskich świętych z lat 1694–1696; Św. Walenty uzdrawiający chorego z 1691/1692 r. z kościoła parafialnego w Lubiążu; Św. Benon z ok. 1700 r. w klasztorze Benedyktynów w czeskim Rajhardzie; Św. Mikołaj błogosławiący morskich rozbitków z 1696 r. w kościele parafialnym w Otmuchowie; Św. Ambroży z lat 1695–1696 i Św. Mikołaj z ok. 1700 r. z kościoła klasztornego w Lubiążu, a obecnie w Muzeum Narodowym we Wrocławiu).

Samo willmannowskie przedstawienie św. Stanisława ze Szczepanowa w sztuce, a w grafice śląskiej jest wręcz odosobnione. Znamy co prawda późną, bo z ok. 1750 r., jego graficzną podobiznę autorstwa Bartholomäusa Strachowsky’ego (zbiory Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu), czy też przedstawienie ścięcia św. Stanisława ze Szczepanowa znajdujące się na krakowskiej rycinie z alegorycznym wizerunkiem Kościoła atakowanego przez siedem występków autorstwa Davida Tscherninga z 1645 r., ale to są dość przypadkowe, by nie rzec – marginalne przedstawienia. Być może pewnym „tropem” prowadzącym do wyjaśnienia powodu pojawienia się na tej willmannowskiej tezie filozoficznej polskiego świętego jest fakt, iż na początku XVIII wieku nie gdzie indziej, tylko w Głogowie (miejscu, które było bliskie Johannowi Carlowi baronowi von Kesslitz) popularnością cieszyło się Bractwo św. Stanisława ze Szczepanowa. O tym mówią liczne druki głogowskie z początków XVIII wieku (Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu, Oddział Starych Druków, sygn. 369716–369718).

Skąd Willmann czerpał wzorce dla swojego przedstawienia św. Stanisława ze Szczepanowa? To wymaga oczywiście jeszcze dalszych badań. Niewątpliwie podstawę ikonograficzną przedstawień tego świętego „stworzył” w dobie nowożytnej Giacomo Lauro (czynny ok. 1582–1637) w swojej rzymskiej serii graficznej „Icones et miracula sanctorum Poloniæ” ok. 1600 r. (lub według jego późniejszych wydań np. autorstwa Augustina Brauna w kolońskiej oficynie Petera Overadta w 1605 r.).

W kontekście prezentowanej ryciny wyróżnia się także niezwykle sugestywna podobizna personifikacji Wisły. Otóż willmannowska Vistula przybrała postać antycznego bóstwa rzecznego. Co ciekawe – nie ukazano go pod postacią kobiety, co było i jest w dalszym ciągu pewną tradycją. Willmann odwołał się do wzorca prezentacji rzek, jakie zastosował w czasach nowożytnych w Fontannie Czterech Rzek na rzymskim placu Navona Gianlorenzo Bernini w latach 1650–1651. Nie zmienia to faktu, iż tę personifikację znamy przede wszystkim pod postacią kobiecych figur, które uwiecznili w przeszłości np. Tommaso Righi (1726–1802) w rzeźbie z roku 1793 wykonanej na zamówienie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i ustawionej pierwotnie przed Pałacem na Wodzie w Łazienkach Królewskich (obecnie przed Starą Pomarańczarnią), zastąpionej z czasem dziełem Ludwika Kaufmanna z 1855 r. przedstawiającym Wisłę i Bug. Takich kobiecych przedstawień królowej polskich rzek znajdziemy pod koniec XIX i w XX wieku jeszcze sporo – np. płaskorzeźba umieszczona na tympanonie Pałacu Zamoyskich (tzw. Dom Interesów) w Warszawie (Nowy Świat 69) obrazującą żeglugę wiślaną; personifikacja Wisły autorstwa Hipolita Marczewskiego na fasadzie warszawskiego gmach Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego (ul. Foksal 19) z lat 1895–1897; rzeźby Antoniego Kurzawy (1842–1898) pt. Wisła i Wawel z 1898 r. w zbiorach Muzeum Okręgowego w Sandomierzu oraz Artura Cienciały (1914–1985) Biała i Czarna Wisełka w Muzeum Beskidzkim w Wiśle, czy wreszcie warszawska kreacja Teresy Brzóskiewicz-Stefanowicz (1930–2020) przy ul. Marszałkowskiej. Także artyści obcy, kiedy chcieli przywołać wyobrażenie Wisły, posługiwali się kobiecymi personifikacjami (np. nieistniejący już pomnik cesarza Wilhelma I autorstwa Eugena Brömela z Królewca w Gdańsku z 1903 r.).

I wreszcie willmannowska Polonia – piękna, pełna gracji, subtelna acz majestatyczna postać w stroju koronacyjnym – w capa magni, z berłem w lewej dłoni i z koroną na głowie. Ma ona pełne prawo „wystartować” w castingu na najpiękniejszą naszą personifikację, która kiedykolwiek powstała. Świadomie nie szukamy dla niej wzorca. Pozostawiamy to innym.

Także i to, aby rozważyli, czy nie warto uznać nowo odkrytego dzieła Michaela Willmanna za istotny wkład w polską ikonografię? Do tej pory znaliśmy tego artystę jako autora znakomitych dzieł śląskiego barokowego malarstwa religijnego. Był w tym wybitny i mający ogromny wpływ na sztukę swoich czasów. Prezentowane tezy filozoficzne według jego rysunku pozwalają przyjrzeć mu się trochę pod innym kątem. Być może stwierdzić, że także dla nas Polaków jest kimś ważnym.

Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu
26 września 2022

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print