Intrygujące!
„O korzeniach sobótki”

Sylwia Błachowicz

Irena Jasińska-Dybowska w latach 1929–1930 stworzyła cykl „Sobótki”. Przedstawiła w nim nie tylko zwyczaje, które powszechnie wiąże się z obchodami przesilenia letniego, ale także osoby o niepowtarzalnych, czasami wręcz karykaturalnych rysach twarzy, czarownice lecące na miotłach, a nawet diabła.

W zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajduje się 19 prac z tego cyklu: 14 grafik, wykonanych w technikach takich jak akwaforta, sucha igła, litografia, mezzotinta i drzeworyt, oraz szkice przygotowawcze: 4 wykonane ołówkiem i 1 tuszem. Są to jedne z ostatnich prac tej niezwykle uzdolnionej polskiej graficzki i malarki, która została zamordowana w 1939 roku. 

Irena Teofilia Dybowska urodziła się 27 kwietnia 1905 roku w Warszawie. Wiemy, że ukończyła Gimnazjum im. E. Łobusiewicz-Majewskiej, a potem w latach 1924–1930 studiowała w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych u Miłosza Kotarbińskiego, Włodzimierza Skoczylasa i Edmunda Bartłomiejczyka. W 1935 roku uczestniczyła w Trzeciej Wystawie Objazdowej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Ruchomej Wystawy Sztuki, a w 1939 roku w wystawie Świat Kobiety w lokalu Resursy Obywatelskiej w Warszawie.

Prace Dybowskiej potwierdzają jej gruntowne przygotowanie warsztatowe i znajomość różnorodnych technik rysunkowych i malarskich, w szkicach widać dokładnie, w jaki sposób artystka budowała sylwetki z poszczególnych brył. Postaciom nadawała do tego stopnia osobliwe rysy, że wystarczy jedno spojrzenie, by wiedzieć, kto jest dobry, a kto zły, kto jest naiwny, a kto chciwy i podstępny. Jej Mefisto wcale nie musiałby mieć rogów, byśmy wiedzieli, że lepiej nie wchodzić z kimś o takiej aparycji w żadne konszachty.

Kreując baśniowe opowieści, w świadomy sposób dobierała technikę do danego tematu, podkreślając tym ostateczny efekt dzieła. Chętnie stosowała również efekty świetlne, które przywodzą na myśl malarstwo nokturnowe Georges’a de La Toura. U Dybowskiej nocna atmosfera ma ten sam ciepły i otulający płaszczem bezpieczeństwa charakter co kameralne sceny rodzajowe wspomnianego twórcy epoki baroku. Artystka osiągnęła mistrzostwo w podkreślaniu gry nielicznych świateł, osiągając w pracach graficznych niemalże malarski efekt przestrzeni rozświetlonej pojedynczą świecą; przestrzeni, do której chciałoby się wejść i zatopić się w jej magii, patrząc na świat oczami dziecka.

Z części grafik należących do cyklu „Sobótki” (Rzucanie wianków, Skok przez ogień, Kwiat paproci, Puszczanie wianków) wyłania się właśnie taki – zaczarowany i romantyczny – obraz celebracji święta związanego z letnim przesileniem, które zwykło się nazywać „słowiańskim” i powszechnie wiązać z tradycjami przedchrześcijańskimi. Czy jednak z całą pewnością możemy stwierdzić, jakie są jego korzenie?

Święto przypadające w okolicach 21–24 czerwca znamy pod wieloma nazwami: Noc Kupały (od słowa kǫpati – „kąpać”, wiązanego z rzekomym słowiańskim bóstwem – Kupałą), ang. Midsummer, szw. Midsommar czy norw. Midtsommer – oznaczające dosłownie „środek lata” lub „półlato”, i w końcu – Noc świętojańska – w jasny sposób nawiązująca do dnia narodzin św. Jana Chrzciciela, który według Ewangelii św. Łukasza przyszedł na świat pół roku przed Chrystusem. 

Myśl o starożytnym pochodzeniu tego święta zasiał w umysłach wielu badaczy szwedzki antropolog, historyk religii i filolog James George Frazer (1854–1941). W swojej publikacji Złota gałąź. Studia z magii i religii opisał wiele obchodów, które jak najbardziej mogły mieć związek z szeroko rozumianą symboliką słońca i ognia, jednak stwierdzenie, że najczęściej odbywały się one w czasie letniego przesilenia, przy jednoczesnym braku źródeł jest już subtelnym nagięciem rzeczywistości pod postawioną tezę. 

Frazer poświęcił wiele uwagi zwyczajowi toczenia płonącego koła ze wzgórza w dół do rzeki, który został wspomniany w żywocie św. Wincentego (IV w.). Hagiograf męczennika z Saragossy nie odnotował niestety czasu, w którym poganie z Akwitanii mieliby praktykować ten obyczaj, jednak nieco ponad tysiąc lat później obrządek taki ponownie opisał mnich z Winchcombe, przypisując go wigilii poprzedzającej dzień św. Jana Chrzciciela.

Niestety, żadne źródła historyczne nie potwierdzają wprost istnienia przed chrystianizacją święta letniego przesilenia, jakie znamy dziś i jakie znała Irena Dybowska w XX w. Dysponujemy tak naprawdę tylko dyskusyjnymi połączeniami pomiędzy symboliką a zwyczajami, które budzą skojarzenia z letnim świętem.

Wiemy, że w interesującym nas terminie Rzymianie obchodzili Fors Fortuna – święto ku czci bogini Fortuny, a przekazy o nim zawdzięczamy Cyceronowi (ok. 50 r. p.n.e.) oraz Owidiuszowi (ok. 15 r. n.e.).

Jedenastowieczny staroangielski tekst medyczny Lacnunga (Remedia) przypisuje szczególne właściwości lecznicze zebranej w tym dniu werbenie, co można zapewne wiązać z magicznym znaczeniem tego dnia.

Zwyczaj ​​rozpalania świątecznego ognia w wigilię św. Jana został odnotowany na początku XII w. przez Jeana Belethusa, teologa z Uniwersytetu Paryskiego. Na Rusi to „tradycyjne słowiańskie święto” zostało poświadczone dopiero w XIII wieku, a więc na długo po chrzcie tego kraju. Również z XIII w. pochodzą najwcześniejsze wzmianki o obchodach nocy świętojańskiej w Anglii oraz najstarszy skandynawski kalendarz runiczny (norw. primstav) – drewniana deseczka z miejscowości Nyköping w Szwecji. Kalendarze te były popularne w krajach nordyckich i do naszych czasów zachowało się kilka tysięcy egzemplarzy, jednak niemal wszystkie pochodzą z późniejszych wieków (przeważnie XVI–XIX). Istotne jest to, że wyróżniano na nich najważniejsze daty, w tym oznaczającą dzień letniego przesilenia (23–24 czerwca) oraz święto „półlata” (szw. Midsommar) w okolicach 14 lipca, często mylnie zrównywane z rzekomym świętem przesilenia. 

W późniejszym folklorze i literaturze z wieku na wiek pojawia się coraz więcej opisów, próżno jednak szukać potwierdzeń istnienia tego święta w starożytności. Zdumiewająca jest dysproporcja występująca we wczesnych źródłach, które wielokrotnie wymieniają inne święta przedchrześcijańskie, a te letnie wspominają jedynie epizodycznie. Zarówno Prokopiusz z Cezarei (VI w.), Beda Czcigodny (VIII w.), jak i autorzy sag staroislandzkich rozpisywali się o świętach zimowych, a o letnich, które równoważyłyby huczne obchody związane z przesileniem zimowym – praktycznie milczeli. Wyjątek stanowi wzmianka o miðsumarsblót organizowanym w miejscowości Maerin przy okazji wiecu zwołanego przez Olafa Tryggvasona. Pojawia się ona w trzynastowiecznej sadze Snorriego Sturlsona o tymże królu, który w X w. chrystianizował Norwegię.

Popularny pogląd mówiący o tym, że Kościół chrześcijański zaadaptował wcześniejsze święto przesilenia letniego, ustanawiając dzień 24 czerwca dniem św. Jana Chrzciciela, jest prawdopodobny, ale na pewno nie w każdym aspekcie. O ile trudno byłoby przypisać chrześcijański charakter zwyczajom takim jak skoki przez ogień, szukanie kwiatu paproci czy wiara w magiczną moc ziół zbieranych tego dnia, tak już na przykład przesąd mówiący o upiorach czających się w akwenach przed kupalnocką, czyli przed dniem, w którym Jan Chrzciciel symbolicznie „ochrzcił” wodę, przepędzając z niej wszelkie zło – jak najbardziej może mieć genezę chrześcijańską. Należy też wziąć pod rozwagę, że w starożytności zapewne istniało wiele wiosenno-letnich obrzędów o podobnym charakterze, a sobótka może być ich przetworzoną syntezą. 

Bez względu na to, czy w starożytności obchodzono święto związane z letnim przesileniem Słońca, w obecnych czasach bez wątpienia ma to miejsce, jak opisywał to Frazer: „na całej naszej ćwierć kuli ziemskiej, od Irlandii na zachodzie, do Rosji na wschodzie, od Norwegii i Szwecji na północy, do Hiszpanii i Grecji na południu”. Dlatego w ten najdłuższy dzień w roku – radujmy się, skaczmy przez ogniska, zbierajmy zioła, plećmy wianki, szukajmy szczęścia po lasach i – wzorem Ireny Dybowskiej – czerpmy z przebogatych źródeł folkloru!

Sylwia Błachowicz, Dział Promocji i Komunikacji Muzeum Narodowego we Wrocławiu
21 czerwca 2022

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print