Intrygujące!
„Cztery pory roku i cztery epoki w Książu”

Beata Lejman

nieistniejący obraz z Książa

Pod koniec drugiej wojny światowej te dwa potężne obrazy znajdowały się jeszcze na swoim pierwotnym miejscu. Zdobiły Salę Maksymiliana, wypełniając wielkie pola ponad drzwiami do sąsiednich pomieszczeń. Po wojnie malowidła padły łupem złodziei lub zostały zniszczone. Puste płyciny zasłonięto tkaninami maskującymi ten dotkliwy brak.

Twórcą obu dzieł sztuki opowiadających historie zaczerpnięte z antycznego poematu Owidiusza „Metamorfozy” był pracujący dla Hochbergów artysta Felix Anton Scheffler (1701–1760). Ten autor fresków Sali Maksymiliana i mauzoleum (dawny pawilon letni) pod okiem fundatora misternie opracował program treściowy wszystkich wymownych elementów barokowych dekoracji Książa.

Na obrazach widać kobiece personifikacje czterech pór roku i czterech epok. Nie trudno je zidentyfikować. Pory roku uosabiają jednocześnie etapy życia ludzkiego, a towarzyszy im Jowisz i Junona zasiadający na chmurze. Epoki (złota, srebrna, miedziana i żelazna) przedstawione zostały z gniewnym Jowiszem na chmurze, który strąca Saturna, boga czasu.

nieistniejący obraz z Książa

Ponieważ mamy już lato, możemy ciepło pomyśleć o wspaniałych dziełach zdobiących zamek Książ w Wałbrzychu. Wyobraźmy sobie obrazy Schefflera przywrócone pięknemu wnętrzu Sali Maksymiliana, w której każdy element wystroju wiąże się formą, barwą i treścią z pozostałymi.

Opis epok stworzony przez Owidiusza – poetę, który inspirował wiele pokoleń twórców, a wśród nich Szekspira i Schefflera układającego treści Książa, prezentuje się w „Metamorfozach” następująco:

Pierwszy nastał wiek złoty, który bez karzącej dłoni, z własnej woli, bez ustaw strzegł wierności i sprawiedliwości. Nie było lęku i nie było kary, nikt nie musiał czytać groźnych słów prawa rytych na tablicach z miedzi. Pokorny tłum nie drżał przed wyrokiem sędziów. Bez sądów wszyscy czuli się bezpieczni. Jeszcze z gór swych rodzimych nie zstąpiła na fale morza ścięta sosna, by ujrzeć inne kraje. Ludzie nie znali obcych, dalekich brzegów. Jeszcze nie opasały miast urwiste wały, nie znano prostych trąbit ni wygiętych miedzianych rogów, nie było hełmu i miecza, a nie znając broni ludzie beztrosko zażywali miłego odpoczynku. Ziemia sama z siebie, wolna od obowiązków, nie dotknięta pługiem, nie draśnięta lemieszem, wydawała plony. Ludzie zadowoleni z pożywienia zrodzonego przez ziemię nie zmuszaną przez nikogo zbierali owoce jeżówki, górskie poziomki, tarniny, jagody, jeżyny zwisające z ciernistych gałązek i żołędzie, które opadały z rozłożystego Jowiszowego drzewa.

Kwitła wieczna wiosna. Łagodne zefiry ciepłym tchnieniem muskały kwiaty samorodne. Śpiesznie z nie zaoranej ziemi wschodziło zboże, nie nawożone pole szumiało ciężkimi kłosami. Rzeki wzbierały mlekiem i winem. Z zielonego dębu ciekły płowe miody.

Kiedy Jowisz zepchnął Saturna w mroczny kraj Tartaru – nastał wiek srebrny, gorszy od złotego, wspanialszy niż wiek miedzi. Jowisz skrócił czas trwania starożytnej wiosny i rok podzielił na cztery pory: zimę, lato, zmienną jesień i krótkotrwałą wiosnę. Wówczas po raz pierwszy w dziejach świata rozprażone powietrze zawrzało upałem i po raz pierwszy ścięty mroźnym wiatrem grad zawisnął. Wtedy zaczęto szukać schronienia. Za domy służyły jaskinie, gęste zarośla, z gałęzi plecione szałasy. Po raz pierwszy rzucono ziarno w długie polne bruzdy, po raz pierwszy ryknęły woły jarzmem przygniecione.

Potem nadszedł wiek trzeci – miedziany. Gwałtowny, porywczy do broni. A jednak nie zbrodniczy.

Ostatni wiek – żelazny. Natychmiast w wiek ten, do najgorszego skłonny, całe zło się wdarło. Uszły odtąd prawda, wiara i na ich miejsce wtargnęły zdrada, podstęp, oszustwo, przemoc i zbrodnicza żądza posiadania. Żeglarz żagle podaje wiatrom, których nie znał dotąd. Sosny, które tak długo stały sobie na wysokich górach, dziś ociosane skaczą po nieznanych falach. A przezorny mierniczy ziemię pociął granicami, ziemię, co była dotąd wspólna jak samo światło słońca, jak powietrze. I nie tylko zmuszono ziemię, by dawała plony – potrzebne pokarmy, ale wdarto się w jej wnętrze i wydobyto skarby, które ukrywała w mrokach Styksu – zaród przyszłych nieszczęść. Zjawiło się na świecie okrutne żelazo i okrutniejsze od żelaza – złoto. Nadeszła wojna, która posługuje się jednym i drugim, i potrząsnęła mieczem w skrwawionej dłoni. Ludzie żyją z grabieży, gospodarz boi się gościa, teść lęka się zięcia, nawet brat rzadko kocha brata. Mąż grozi śmiercią żonie, a żona mężowi, okrutne macochy warzą żółte tojady, syn przyśpiesza zgon ojca. Miłość rodzinna legła w pyle, dziewicza Astrea [bogini sprawiedliwości] ostatnia opuszcza ziemię w krwi skąpaną.

Owidiusz, „Metamorfozy” (I 89–150, przeł. A. Kamieńska)

A jak wygląda nasz wiek i nasza epoka?

print