Intrygujące!
„Burzliwe dzieje wrocławskiego Neptuna”

Tomasz Sielicki

Kto by przypuszczał, że zobaczymy jeszcze słynnego „Jurka z widłami”, jak nazywali dawni wrocławianie Neptuna wieńczącego barokową fontannę zdobiącą do 1945 r. pl. Nowy Targ. No właśnie, czy na pewno barokową? Niekiedy małe odkrycie – ot, wzmianka w prasie – potrafi wywrócić do góry nogami całą wiedzę na temat jakiegoś obiektu. Tak było i tym razem.

Na zlecenie wrocławskiej rady miejskiej na środku pl. Nowy Targ w 1732 r. stanęła imponująca fontanna, która zastąpiła wcześniejszą studnię. Prace powierzono Johannowi Adamowi Karingerowi, który przy wykonaniu tego dzieła współpracował z kamieniarzem Johannem Baptistą Lembergerem oraz rzeźbiarzem Johannem Jakobem Bauerem. Ten ostatni uchodzi za twórcę samego posągu mitologicznego boga mórz, rzek i jezior – Neptuna.

Fontanna składała się z ośmiobocznej niecki, pośrodku której cztery legendarne morskie stworzenia – dwie syreny i dwóch trytonów – wznosiło ku górze muszle, tworzące razem czaszę. Ponad czaszą umieszczono kapitel, na którym znajdowały się cztery delfiny. Z ich pysków wypływała woda. Na samym szczycie stał odkuty z piaskowca Neptun – mężczyzna o bujnej brodzie oraz surowym spojrzeniu. W prawicy trzymał trójząb, z którego również tryskała woda. Postać Neptuna była półnaga, częściowo tylko okryta zwiewną szatą.

Zbyt skromne odzienie gorszyło XVIII-wiecznych wrocławian. Neptuna mieli za grzesznego i bezbożnego, a nawet utożsamiali z samym diabłem. Monument był regularnie dewastowany, pomimo ogrodzenia. Władze miejskie musiały zatrudnić specjalnie stróża do pilnowania wodotrysku. Wspomniany atrybut boga mórz – trójząb – stał się z kolei tematem niewybrednych żartów. Wrocławianom skojarzył się z widłami do przerzucania gnoju. Właśnie z tego względu Neptun znany był również pod imieniem „Jurek z widłami” (Gabeljürge).

Pomimo początkowej wrogości antyczne bóstwo szybko zadomowiło się we Wrocławiu, stając się jednym z najważniejszych symboli miejskiej kultury i tradycji. W wieczory sylwestrowe wokół fontanny Neptuna gromadzili się tłumnie wrocławianie, by o północy wykrzyczeć w jego kierunku głośne życzenia noworoczne. Wodotrysk pełnił też rolę publicznej mównicy, na którą śmiałkowie wdrapywali się, by przemówić do zgromadzonych na Nowym Targu. Tak było w niespokojnych czasach Wiosny Ludu. Po utarczkach z policją w sylwestrową noc 1850 r. marsze sylwestrowe pod Neptunem zostały zakazane, ale i w późniejszych latach ta tradycja się utrzymała.

Wspinaczki na monument upodobała sobie również okoliczna dziatwa oraz studenci. Niekiedy ich łupem padał trójząb, który wielokrotnie znikał z pomnika. Warto zaznaczyć, że podczas renowacji w 1838 r. stary, pozbawiony smaku trójząb, który przypominał wrocławianom pospolite widły, został wymieniony na całkiem nowy, złocony o antycznej stylistyce. Wspomniana renowacja zmieniła jeszcze jeden element – barokową ośmioboczną nieckę basenu zastąpiła dwunastoboczna o prostszej formie.

Prawdziwą rewolucją była jednak renowacja przeprowadzona w 1874 r. W zasadzie należałoby ją nazwać remontem generalnym. Wówczas to rzeźbiarz Albert Rachner wykonał całkiem nowe dzieło, niemal identyczną kopię barokowego. Program artystyczny był taki sam, ale figura Neptuna różniła się od poprzedniej. Nowy posąg był bardziej dynamiczny. Prawicę z trójzębem wznosił ku górze, głowę także kierując w tę stronę. Lewe kolano miał wyraźnie zgięte.

Dlaczego władze miejskie postanowiły wykonać całkiem nowy monument? Starszy składał się z 15 fragmentów, a przez pionowe łączenia do wnętrza dostawała się woda, stopniowo niszcząc pomnik. Zadaniem Rachnera było stworzenie monumentu składającego się tylko z pięciu kawałków – w dodatku połączonych wyłącznie poziomymi spoinami. Na Nowym Targu stanęła zatem całkiem nowa fontanna, chociaż z czasem wszyscy o tym fakcie zapomnieli, traktując dzieło jako barokowe.

W 1945 r. podczas oblężenia Festung Breslau plac został znacznie zniszczony. W gruzach legły otaczające go kamienice. Ich los podzieliła także sławna fontanna. Jej relikty odnaleziono podczas budowy podziemnego parkingu w 2011 r.

Tymczasem pierwotna, barokowa fontanna z 1732 r. została zdemontowana przez Rachnera. Artysta zamierzał przekazać figurę Neptuna do wrocławskiego Muzeum Starożytności, ale ten fakt nie został potwierdzony w źródłach.

Gazeta „Breslauer Zeitung” podała za to, że po demontażu rzeźba znajdowała się przez dłuższy czas na posesji przy ul. Świętokrzyskiej (Kreuzstraße), a w 1889 r. została zainstalowana w prywatnym ogrodzie w majątku Wielowieś (Langendorf). Ten właśnie trop zapoczątkował fascynujące i trzymujące w napięciu poszukiwania we wrocławskich archiwach i bibliotekach.

Z każdą nową informacją emocje rosły. Okazało się bowiem, że obie podane lokalizacje łączy ta sama postać. Posesja przy ul. Świętokrzyskiej należała do radnego miejskiego, emerytowanego porucznika Carla Müllera, który od 1889 r. był nowym właścicielem majątku w Wielowsi Średniej w powiecie sycowskim (Mittel-Langendorf, Kreis Groß Wartenberg). A zatem radny przeprowadził się kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia, zabierając ze sobą starego Neptuna oraz inne fragmenty fontanny, którą zaaranżowano w nowy sposób w przydworskim parku.

Wodotrysk szczęśliwie przetrwał wojnę i dotrwał do naszych czasów, chociaż doznał niemałych uszkodzeń. Okoliczni mieszkańcy szukali rzekomych skarbów ukrytych wewnątrz figury, utrącili zatem Neptunowi ręce oraz znaczną część głowy.

Fot. T. Sielicki

Nawałnica, jaka przeszła przez Dolny Śląsk w latach 60. ubiegłego wieku, dopełniła dzieła. Spadający konar potłukł kamienną fontannę. Jej fragmenty przeleżały pod pechowym drzewem następnych kilkadziesiąt lat.

Fot. R. Rudnicki

Ostatecznej identyfikacji dzieła dokonali pracownicy Muzeum Narodowego we Wrocławiu – Barbara Andruszkiewicz oraz Romuald Nowak. Prócz zachowanej w większości figury antycznego bóstwa w Wielowsi odnaleziono m.in. kapitel, na którym stał posąg, a także fragmenty delfinów oraz jedną muszlę, podtrzymywaną przez syrenę bądź trytona.

Choć okaleczony, barokowy Neptun – ten sam, który swą nagością gorszył wrocławian niemal 300 lat temu – został zabezpieczony przez Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i przewieziony z powrotem do miasta rodzinnego. Trafił do pracownicy kamieniarskiej przy Muzeum Miejskim Wrocławia, gdzie czeka go renowacja.

dr Tomasz Sielicki, Wrocławskie Towarzystwo Miłośników Historii
14 grudnia 2022

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print