Intrygujące!
Ar ferourez – ginący zawód Bretanii”

Wioletta Cerkiewicz

Przy stole siedzi starsza kobieta. W skupieniu dobiera kolejne słomki, rozmieszczając je starannie na białym nasączonym krochmalem płótnie. Jej dłonie niestrudzenie powtarzają wyuczone przed wieloma latami gesty. Ponad 500 słomek ułożonych promieniście jedna obok drugiej, na przemian od góry i od dołu, w idealnie równych odstępach tworzą na materiale drobne plisy. Za kilka dni w pobliskim Pont-Aven – niewielkiej miejscowości położonej w zachodnio-południowej części Bretanii, odbędzie się coroczny odpust. Ar ferourez ma więc sporo zamówień na uprasowanie czepców oraz uplisowanie kołnierzy, będących nieodzowną częścią stroju tamtejszych kobiet.

Czepiec – tradycyjne nakrycie głowy mieszkanek Bretanii – poza podstawową funkcją ochrony przed warunkami klimatycznymi tworzył rodzaj wysublimowanego kodu, który zawierał informacje o miejscu pochodzenia, stanie cywilnym oraz zamożności właścicielki. Noszono go na co dzień, jak i w czasie uroczystości rodzinnych czy kościelnych. Był on wyrazem internalizacji wartości i norm społecznych, oznaką elegancji, godności i religijnej skromności nakazującej okrywać włosy.

fot. Wioletta Cerkiewicz

Bretonki nosiły czepce do początku XX wieku, potem stopniowo ulegały wpływom mody miejskiej, gdy religia jako wyznacznik sposobu ubierania się utraciła swoją dotychczasową rolę. Czepce zaczęto postrzegać jako mało praktyczne, nietrwałe i kosztowne w utrzymaniu ze względu na delikatność kształtów i plisowań, które deformowały się w wilgotnym klimacie – tak charakterystycznym dla tego regionu Francji. Po II wojnie światowej tradycyjne nakrycia głowy ubierały niemal już tylko wyłącznie starsze kobiety.

Wraz ze zmierzchem tradycyjnych nakryć głowy zaczęły zanikać umiejętności ich prasowania. Niegdyś praniem, krochmaleniem, prasowaniem czepców zajmowały się prasowaczki (bret. ar ferourez). Było to zajęcie zastrzeżone dla kobiet, które na odpowiednie uformowanie jednego czepca i kołnierza poświęcały niekiedy kilka godzin pracy. Nakrycia głowy zanim powierzono prasowaczce oznaczano haftowanymi monogramami, tak by przy odbiorze zlecenia nie doszło do pomyłki. Wskazówki dotyczące prania, przepis na krochmal, tajniki prasowania były zazwyczaj przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nauka gestów niezbędnych do opanowania zawodu, wymagała dużych umiejętności manualnych, dokładności oraz cierpliwości.

Czepce krochmalono, nasycając tkaninę rozpuszczoną w gorącej wodzie skrobią pszenną lub ryżową, z dodatkiem wosku i ultramaryny. Proporcje tej mieszanki były dostosowane do rodzaju tkaniny i finezyjnego kształtu, który chciano uzyskać. Niezbędnymi narzędziami prasowaczki były różnych rozmiarów żelazka żeliwne na węgiel drzewny oraz płytkowe nagrzewane bezpośrednio nad paleniskiem. Innym rodzajem żelazka przydatnego podczas formowania czepców było żelazko w kształcie jajka umieszczonego na długim trzonku zakończonym drewnianą rękojeścią, którą umieszczano w stabilnym stojaku. Technika prasowania polegała na pocieraniu materiału o rozgrzaną, eliptyczną główkę żelazka. Do układania ozdobnych falban przyszytych po bokach czepców służyło narzędzie będące rodzajem szczypiec-nożyczek, w których ostrza zastąpiono dwoma cylindrycznymi prętami o zaokrąglonych końcach. W zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajdują się tego typu szczypce pochodzące z Niemiec.

fot. Arkadiusz Podstawka

W niektórych regionach plisy wykonywano za pomocą słomek. Rosnące w wilgotnych rejonach rośliny z rodziny wielichowatych (kostrzewa, trzęślica modra) zbierano po pierwszych przymrozkach, gdy nie miały już dużo soków, które mogłyby zabarwić tkaninę. Oczyszczone, wyselekcjonowane pod względem jednakowej grubości części roślin, przycinano na długość. ok. 40 cm, uważając aby nie miały nierówności czy załamań. Słomki suszono i przechowywano w przewiewnym miejscu przez ponad rok zanim mogły być użyte przez ar ferourez.

Ta pracochłonna technika plisowań była znana m.in. w Pont-Aven (departament Finister) oraz w okolicach Nantes (region Loary Atlantyckiej; dawna stolica Księstwa Bretanii, która obecnie znajduje się poza granicami administracyjnymi Bretanii).

Umiejętność układania bretońskich czepców i kołnierzy uległa niemal zapomnieniu. Do dzisiejszych czasów przetrwała jedynie dzięki pasjonatom kultury bretońskiej, którzy pragną wskrzesić ją na nowo poprzez organizowanie warsztatów oraz pokazów prasowania. W jednym z nich mogłam uczestniczyć kilka lat temu w czasie podróży po Bretanii.

Słomki kostrzewy zostały zastąpione przez pręty ze stali nierdzewnej, które nie odbarwią materiału. Żelazko na węgiel zastąpiło żelazko elektryczne – lekkie, poręczne, z możliwością regulowania temperatury. I tylko gesty, ruchy dłoni pozostają niezmienne. W każdym czepcu, kołnierzu przechowywana jest pamięć tych ruchów, które nadawały im niepowtarzalny, finalny kształt.

Dziś misterne materiałowe dzieła sztuki możemy oglądać w kolekcjach muzealnych, prywatnych zbiorach, podczas występów zespołów tanecznych i festiwali folklorystycznych, z których największe obchodzone są w Lorient i w Quimper. Czepiec stał się jednym z emblematów Bretanii. Czepiec – widzialny efekt pracy niewidzialnych dłoni ar ferourez.

Wioletta Cerkiewicz, Pracownia Digitalizacji MNWr
29 czerwca 2022

PS
Inspiracją do napisania tego krótkiego literackiego szkicu o czepcach bretońskich i rzemiośle ar ferourez był obraz Anny Bilińskiej Bretonka na progu domu znajdujący się na wystawie „Sztuka polska XVII–XIX w.” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Tradycyjne stroje, a zwłaszcza czepce, stanowiły rodzaj dowodu osobistego kulturowej tożsamości. Nurtowało mnie więc pytanie: z jakiego rejonu Bretanii pochodzi dziewczyna w czepcu? I czy pochodzi rzeczywiście z Bretanii? Podobnie jak współczesna ar ferourez mogłaby na podstawie kształtu czepca, rodzaju tkaniny z jakiego był uszyty, koronki, haftu, miejsca i sposobu upięcia wstążek pokusić się o etnograficzne dochodzenie na temat właścicielki prasowanego czepca, tak ja chciałam dowiedzieć się więcej o dziewczynie z obrazu. Mając kilka tropów – miejsce powstania obrazu, kształt czepca, krój i kolor ubioru, charakterystyczny kształt koszyka oraz kolor podwójnych drzwi (na ościeżnicy widoczne są zawiasy okiennicy drzwiowej otwartej na zewnątrz) nabrałam przekonania, że dziewczyna nie jest tytułową Bretonką. Ale to już początek innej intrygującej historii…

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print