Bestiarium to barwny spektakl biomorficznych form – pozornie świetlisty i żywiołowy, a jednak podszyty niepokojem.
Plamy i linie układają się w zmienne, nieustannie przeobrażające się struktury: raz rozpływają się swobodnie, innym razem zasklepiają w kokonach. Część z nich przyjmuje kształty embrionalne, witalne; inne – rzadsze, lecz wyraziste – przywodzą na myśl rany i pęknięcia lub fragmenty kości i płomieni. Z górnej partii kompozycji napływa szarawa zawiesina, niczym groźba stłumienia barwnych form.
Erna Rosenstein należała do pokolenia artystów naznaczonych doświadczeniem wojny i Zagłady. Okres okupacji spędziła w ukryciu, tracąc w jej czasie rodziców.
Do własnych przeżyć wracała niechętnie i dopiero po latach, unikając ich bezpośredniego eksponowania. W jej wypowiedziach i postawie twórczej wyraźna była niechęć wobec nadmiernej dosłowności – jakby osobista tragedia nie mogła zostać w pełni wypowiedziana bez ryzyka jej spłycenia lub zamiany w niepotrzebny spektakl.
Być może właśnie dlatego język biomorficznej abstrakcji okazał się dla niej przestrzenią szczególnie adekwatną.
Jak pisał Kobena Mercer o innym obrazie artystki Po drugiej stronie ciszy: „[…] w biomorficznej abstrakcji znalazła malarka katalizator potrzebny, aby przekształcić milczenie otaczające nienazywalną stratę w estetyczne źródło tętniącego życia”.
Na twórczość artystki patrzy się obecnie również przez pryzmat globalnego surrealizmu, a także dostrzega się związki jej malarstwa z twórczością artystów, którzy podejmowali tematykę niewolnictwa, ludobójstwa i kolonialnego wywłaszczenia.
Obraz Erny Rosenstein można zobaczyć na wystawie „Mikroświaty. Obrazy w małych formatach ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu” – tylko do wtorku 31 marca.
Małgorzata Macura, współkuratorka wystawy
■ Zoom na muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸