Intrygujące!
„Wyboiste drogi i kręte ścieżki osobistej kolekcji”

Marta Derejczyk

O każdej kolekcji można opowiedzieć na wiele sposobów. Inaczej na kolekcję sztuki spojrzą twórcy, inaczej historycy sztuki czy antropolodzy. Można przyglądać się zgromadzonym w niej obiektom, można też śledzić relacje łączące kolekcjonerów z artystami. Kolekcje mają swoje genezy, symbole, bohaterów, zakorzeniają się w miejscach i ludziach, którym zaczynają towarzyszyć. Kolekcjoner gromadzi rzeczy, ale również relacje i towarzyszące im emocje. Dokonuje wyboru, które fragmenty doświadczanego świata ocalić i zachować. Kieruje się przy tym wiedzą i umiejętnościami, ale niemal na równi z nimi – gustem, prywatnym wzruszeniem a czasem nawet przypadkiem.

Anna i Paweł Banasiowie określają swoje prywatne zbiory sztuki nieprofesjonalnej mianem „kolekcji drogi”, bo o jej kształcie nieraz decydował właśnie przypadek i otwarcie się na nowe spotkania w trakcie odbywanych wspólnie podróży.

Główna część zbioru pochodzi w przełomu lat 80. i 90. XX wieku, kiedy przy okazji wakacyjnych wyjazdów kolekcjonerzy – wrocławski historyk sztuki i lekarka – odwiedzali aktywnych w tym czasie nieprofesjonalnych rzeźbiarzy tworzących w stylu sztuki ludowej. Udało im się wówczas zgromadzić prace przedstawicieli głównych powojennych wiejskich ośrodków rzeźbiarskich w Polsce – łęczyckiego, sierpeckiego, łukowskiego, paszyńskiego, kutnowskiego, a także rzeźby autorstwa twórców osobnych, indywidualnych, takich jak Roman Śledź, Antoni Baran czy Jan Janiak.

Sztuka nieprofesjonalna stała się z czasem jednym z ważniejszych zbiorów w domu państwa Banasiów. Była wspólną pasją obojga małżonków, ale o jej wyjątkowym statusie decydowały przede wszystkim coraz bliższe, osobiste relacje z artystami i nabywanymi od nich pracami.

Zainteresowanie sztuką nieprofesjonalną może się wydawać nietypowe w przypadku profesora historii sztuki, jednak sam Paweł Banaś twierdzi, że ma „taką przekorną skłonność zajmowania się tym, czym się jeszcze inni koledzy nie zajmują”. Ponadto, w jego opinii, każda sztuka pomoże poruszać emocje, nie ma przy tym znaczenia, w jakim okresie powstała i kim był jej twórca. Wyznał kiedyś: „Ja nie hierarchizuję »sztuk«. Uważam, że każda z jakiegoś względu jest godna zastanowienia, wymaga skupienia”.

Współczesna rzeźba nazywana „ludową”, czyli tworzona przez wiejskich (a dziś czasem i miejskich) artystów samouków w nawiązaniu do dawnej ludowej sztuki sakralnej, to dziś zjawisko, które w kwestii terminologii budzi wiele kontrowersji. Jak określić tworzących ją artystów? I – przede wszystkim – kto ma tego dokonać? Powinni się sami określić, czy raczej w wyborze pojęcia należy kierować się głosem specjalistów? Najpowszechniejsza kategoria, przyjmowana też często przez samych twórców – „ludowy” – była przecież, tak jak całe złożone pojęcie „kultury ludowej”, definiowana z zewnątrz, poza środowiskiem, do którego miała się odnosić. Współcześni artyści do zjawiska „sztuki ludowej” odnoszą się natomiast często jak do nurtu kultury, w którym można uczestniczyć, podejmując ujętą w konkretne ramy stylistyczne aktywność plastyczną. Stąd pojawiające się nowe terminy, jak sztuka postludowa czy nurt albo styl ludowy w sztuce nieprofesjonalnej.

Na dzisiejszy obraz tego zjawiska dominujące znaczenie miał aktywny w okresie PRL-u mecenat państwa nad wiejską aktywnością artystyczną oraz działalność szeregu instytucji – z popularną Cepelią na czele. Ogólnopolskie i regionalne konkursy motywowały do podejmowania nowych tematów, nadzorując przy tym przestrzegania cech twórczości, które uznawano na najbardziej dla tej sztuki „typowe” i tym samym współtworząc rodzaj ich kanonu. Do ciekawych, tworzących bardziej indywidualnie rzeźbiarzy i malarzy docierali również muzealnicy i prywatni kolekcjonerzy. Sztuka wsi nie była już kierowana do własnych społeczności, tam podobała się i była potrzebna coraz mniej, znajdowała natomiast odbiorców w nowych, najczęściej inteligenckich, środowiskach.

Po 1989 roku, wraz z załamaniem się państwowego mecenatu, na zjawisko zaczęły wpływać również reguły wolnego rynku, dotyczącego również obiegu idei i ekspresji artystycznej. Stosunki władzy kształtujące relacje między miastem i wsią oraz reguły rynku, preferującego konkretny, zwykle wyidealizowany i sielankowy obraz wsi i mającej się z niej wywozić szeroko rozumianej kultury ludowej sprawiły jednak, że wielu artystów decyduje się też na stylizację swoich wyrobów i własnego wizerunku, co za Ewą Klekot moglibyśmy określić mianem „samofolkloryzacji”.

Wszystko to sprawiło, że o współczesnej rzeźbie nawiązującej do ludowych wzorów możemy mówić w kategoriach pewnej konwencji. Ciekawie podsumował tę sytuację antropolog kultury Czesław Robotycki:

„Oto więc można stwierdzić dalej kolejny paradoks. Sztuka »wysoka« przez wieki operowała kanonem i konwencją. Odrzucając konwencję, nowa sztuka preferuje dowolność, przedkłada siłę wyrazu ponad formę, jest wielowątkowa, ironiczna, pełna cytatów i autointerpretacji. Dlatego też zwróciła się u swych początków w stronę sztuki ludowej i naiwnej, dostrzegając w niej elementy twórczej wolności, wyobraźni i odmienności formalnych. I gdy z czasem konwencja w sztuce rozmyła się i zrelatywizowała, twórczość ludowa skostniała w kanonie, który określili dla niej etnografowie, entuzjaści i instruktorzy. Zamknięta w ramie normy i tradycji sztuka ludowa nieodwracalnie osiadła już tylko w muzeach, w których od zawsze panowały norma i konwencja”. (Cz. Robotycki, Współczesna plastyka ludowa jako konwencja – uzupełnienia po latach).

Czy zatem w pracach z kolekcji Anny i Pawła Banasiów znajdujemy wyłącznie konwencję, konteksty kulturowe i gęste sieci zależności? Wydaje się, że nawet w przykładach konwencjonalnych i stylizowanych można odnaleźć cechy świadczące o oryginalności i twórczej autonomii wiejskich rzeźbiarzy. Obok twórców zaliczanych do ośrodków rzeźbiarskich z okolic Sierpca, Łukowa czy Kutna zawsze funkcjonowali outsiderzy, artyści zupełnie w swojej wypowiedzi artystycznej i życiowych wyborach wolni i niezależni, jak Józef Lurka, Stanisław Zagajewski czy wspominany już Roman Śledź.

Pisanie o twórczości nieprofesjonalnej i ludowej (czy też jakimi innymi kategoriami zdecydujemy się ją określić) niesie ze sobą ryzyko popadnięcia w konwencję. Łatwo o – często nawet nieświadomy – protekcjonalny ton, nietrudno wpaść w pułapkę mityzacji lub uproszczeń i banalizacji. Warto więc wsłuchiwać się w różne głosy – przede wszystkim samych artystów. W przypadku autorskiej kolekcji niezbędne są również relacje kolekcjonerów. W oparciu o te właśnie głosy powstał scenariusz ekspozycji „Kolekcja osobista. Wystawa z prywatnych zbiorów sztuki nieprofesjonalnej Anny i Pawła Banasiów”, której narracja została poprowadzona wokół kilku bohaterów – samych artystów i opowiadających o nich kolekcjonerów, ale również kolekcji, jako autonomicznego dzieła, którego tożsamość tworzy się w wyniku zwielokrotnionego spotkania, porozumienia i towarzyszących im emocji.

Warto odwiedzić Muzeum Etnograficzne i samemu poznać te ścieżki.

(Tekst jest skrótem artykułu opublikowanego w „Spotkaniach z Zabytkami” nr 5–6, 2020, s. 68)

— „Kolekcja osobista. Sztuka nieprofesjonalna z prywatnych zbiorów Anny i Pawła Banasiów” ➸
— Więcej wpisów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

 

print