Intrygujące!
„Niezwykły obraz w kościele św. Elżbiety we Wrocławiu przedstawiający Bitwę Warszawską”

Anna Chmielarz

Późnogotycki kościół św. Elżbiety o skomplikowanej historii (katolickiej i protestanckiej) i wielowiekowej tradycji świątyni parafialnej wrocławskich patrycjuszy jest jednym z najważniejszych zabytków architektury miasta.

Bazylika słynie z bogatego zbioru wyjątkowych dzieł sztuki średniowiecznej i nowożytnej, m.in. późnogotyckich polichromii oraz wybitnych pomników nagrobnych oraz epitafiów – najlepszych przykładów śląskiej rzeźby sakralnej.
W ostatnich dwóch dekadach dekoracja kościoła wzbogaciła się o wiele współczesnych elementów wyposażenia, takich jak witraż z wizerunkiem Jana Pawła II zaprojektowany przez Barbarę Idzikowską i Eugeniusza Geta-Stankiewicza, witraż oraz wyposażenie Kaplicy Polskiego Państwa Podziemnego autorstwa Jerzego Kaliny i jego zespołu, rzeźba ukrzyżowanego Chrystusa Bronisława Chromego czy zespół witraży Anny Lamparskiej, przedstawiających patronkę kościoła i triumfy polskiego oręża (m.in. Bitwę Warszawską).
O budzących kontrowersje zmianach w aranżacji późnogotyckich kaplic i wyżej wymienionych pracach bardzo trafnie pisali dr Dariusz Galewski i dr Adam Organisty.

Mało kto jednak wie o tym, że elżbietańska fara skrywa w swoim wnętrzu bardzo interesujący zarówno pod względem historycznym, artystycznym, ikonograficznym, jak i kompozycyjnym obraz z przedstawieniem Świętego Jerzego walczącego ze smokiem oraz Cudu nad Wisłą w roku 1920, namalowany w 1938 roku przez znakomitego malarza kolorystę Juliusza Studnickiego (ur. 1906 w Kniażycach, zm. 1978 w Warszawie).

Fot. Dział Fotograficzny MNWr (Magdalena Wyłupek)

O obrazie tym wspominał w 2002 roku w przewodniku po kościele św. Elżbiety dr hab. Piotr Oszczanowski i wiele wskazuje na to, że nikt inny nie poświęcił mu jak dotąd większej uwagi – a szkoda.
Monumentalna, narracyjna w swym charakterze, bardzo malarska, pełna koloru, dynamiczna kompozycja Studnickiego w ciekawy sposób odwołuje się do patriotycznej i chrześcijańskiej ikonografii, która miała budować silną tożsamość narodową Polaków. Artysta nieprzypadkowo przywołuje postać Świętego Jerzego – patrona żołnierzy, harcerzy, skautów, wędrowców, a także wielu miast i krajów – dzielnego chrześcijańskiego rycerza, który według legendy, przeszywając włócznią smoka nękającego jego rodzinną Kapadocję, uratował ojczyznę i złożoną w ofierze księżniczkę przed okrutnym prześladowcą oraz pogaństwem.

U Studnickiego Święty Jerzy, walczący na przedpolach Warszawy u boku żołnierzy Wojska Polskiego i księdza Ignacego Skorupki, pokonuje smoka symbolizującego bolszewickiego potwora. W obrazie na uwagę zasługuje ikonograficzny wzór przedstawienia Świętego, zaczerpnięty z prawosławnych ikon. Kompozycja Studnickiego to również hołd złożony rodakom, zwykłym obywatelom, którzy masowo wstępowali w szeregi Armii Ochotniczej dowodzonej przez generała Józefa Hallera. Bohaterom takim jak ksiądz Ignacy Skorupka – kapelan batalionu piechoty, którego śmierć stała się jednym z symboli Bitwy Warszawskiej.

Warto tu wspomnieć również o pokrewnym historycznie i ikonograficznie przedstawieniu figury ułana, walczącego ze smokiem – symbolem bolszewizmu, z pomnika 15. Pułku Ułanów Poznańskich (biorącego udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku), zaprojektowanym w 1927 roku przez ucznia Xawerego Dunikowskiego – Mieczysława Lubelskiego (rzeźba) i architekta Adama Ballenstaedta (cokół).

Obraz Studnickiego posiada wszystkie cechy charakterystyczne wczesnego stylu zafascynowanego postimpresjonizmem kolorysty, który w późniejszych latach otarł się w swoim malarstwie o socrealizm, następnie podążył w kierunku abstrakcji, aby w latach sześćdziesiątych XX w. zwrócić się w stronę wyrafinowanej kolorystycznie, przesyconej groteską uproszczonej figuracji o dużym ładunku metaforycznym. Jest to widoczne zarówno w bardzo ciekawej malarsko, sztafażowej warstwie tła, jak i w światłocieniowym modelunku form. W sposobie organizowania kompozycji zaś, jak i w sposobie przedstawienia postaci żołnierzy, widać doświadczenie zdobyte w pracowni malarstwa monumentalnego Felicjana Szczęsnego Kowarskiego.

Praca ciekawie wpisuje się także w artystyczną biografię Studnickiego, który w latach 1924–1929 studiował w krakowskiej ASP u  Józefa Mehoffera, Wojciecha Weissa, Karola Frycza oraz Felicjana Szczęsnego Kowarskiego, a potem, wraz z tym ostatnim, przeniósł się w 1929 roku na warszawską ASP. Data powstania obrazu razem z sygnaturą artysty umieszczona jest na dole kompozycji. Najprawdopodobniej Studnicki namalował go w Krzemieńcu lub w Wiśniowcu, gdzie przebywał razem z grupą przyjaciół artystów i prowadził w 1938 roku kursy rysunku. Działo się to zaraz po powrocie z jego półrocznego stypendium w Paryżu.

W 1940 roku razem z żoną Krystyną Ładą przedostał się do Krakowa. Pracował m.in. w Kawiarni Plastyków, gdzie w kwietniu 1942 roku został aresztowany i trafił do obozu Auschwitz, skąd po tygodniu udało mu się wydostać dzięki staraniom rodziny, która poświęciła na ten cel większą część swego majątku. Jesienią 1945 roku wyjechał na Pomorze, aby współtworzyć razem z Januszem Strzałeckim, Józefą i Marianem Wnukami, Hanną i Jackiem Żuławskimi oraz żoną Krystyna Ładą-Studnicką PWSSP w Gdańsku.

W 1946 roku ewangelicko-augsburski wówczas kościół św. Elżbiety przekazano katolickiemu ordynariatowi polowemu i ustanowiono kościołem garnizonowym. Nie wiadomo kiedy i jak obraz trafił do Wrocławia, ale można przypuszczać, że trafił do niego razem z ekspatriantami z Kresów Wschodnich, a dzięki swej tematyce doskonale pasował do nowego statusu kościoła.
Juliusz Studnicki uprawiał malarstwo sztalugowe, ścienne, rysunek, malował akwarele, gwasze, projektował tkaniny ścienne (tzw. kołtryny), był współtwórcą Grupy Pryzmat, współzałożycielem tzw. Szkoły Sopockiej, animatorem życia artystycznego w Trójmieście, cenionym pedagogiem PWSSP w Gdańsku (1945–1963) oraz ASP w Warszawie (1966–1969).
Reprezentował Polskę w 1952 i 1966 roku na Biennale w Wenecji, wystawiał w Paryżu, brał udział w wystawach w Nowym Jorku, Tokio, Berlinie, Budapeszcie, a jego liczne prace znajdują się w polskich i zagranicznych muzeach oraz w kolekcjach prywatnych.

Więcej wpisów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print