Intrygujące!
„Jajko – symbol i fenomen kultury”

Elżbieta Berendt

Symbolika jajka miała w sobie ambiwalencję właściwą wielu elementom chłopskiej kultury. Jajko kojarzy nam się z poczuciem bezpieczeństwa – w doskonałym środowisku, w osłonie skorupy, obłożeniu wyścielających je błon, odżywczych substancji – powstaje i rozwija się zarodek życia. Ale z czasem, gdy dojrzewa do wolności – to, co było gwarancją bezpieczeństwa, przeradza się w ucisk ograniczenia, zamknięcia. Rozbita skorupa oznacza wyzwolenie, życie zazwyczaj ulatuje ptakiem.

Fot. Wojciech Rogowicz

Pojęcie kultury ludowej już od dawna zastępowane jest – zdaniem etnologów bardziej uniwersalnym i właściwym – terminem „kultury typu zamkniętego”. Zamknięcie rozgraniczało świat na swoich i obcych, zapewniało przewidywalność pewnych okoliczności, trwanie wartości przekazywanych pokoleniowo, pewność wsparcia w sytuacjach trudnych. Ale z drugiej strony to swoiste bezpieczeństwo kulturowe i ekonomiczne warunkowane było rygorami i represjami, gdy życie z tego zamknięcia próbowało się wydostać. W czasach zapewniających przetrwanie kultury tradycyjnej podejmujących takie ryzyko śmiałków było niewielu. Zbiorowa samokontrola eliminowała także wszelkie nowości, bo i one mogły zniszczyć ów zamknięty i uświęcony tradycją system. Chłopi, którzy u schyłku XIX w. wracali z robót sezonowych z Budapesztu do Ochotnicy w Gorcach, zdejmowali przed granicami wsi kupione na obczyźnie buty i wdziewali kierpce. Łemkowie, którzy po II wojnie światowej zostali zmuszeni do zasiedlenia gospodarstw dolnośląskich, przyzwyczajeni do zamieszkiwania w drewnianych chyżach, usuwali na zewnątrz urządzenia kanalizacyjne, zgodnie z wcześniej zaakceptowanymi regułami higieny.

Dla kultur zamkniętych granica była pojęciem podstawowym. Oznaczała ona podział na to, co dobre i złe, izolację, a ta warunkowała trwanie kultury ludowej w jej modelowej postaci. Poza granicę wsi wyrzucano wszystko, co mogło zagrozić grupie: choroby w ludowych modlitewkach, zmarłych mogących stać się wampirami. Za tą linią bezpieczeństwa chowano samobójców i nie ochrzczone dzieci.

Badacze kultury twierdzą z przekonaniem, że świat dawnej kultury przestał już istnieć; trwa tylko w przypomnieniach, aluzjach, jest treścią naszej podświadomości. Ta zmiana i utrata tym bardziej widoczna jest na pograniczach, a na dolnośląskim, dotkniętym po II wojnie światowej wymianą ludności, objawia się wręcz spektakularnie.

Wystawa wielkanocnych palm i pisanek w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu jest najbardziej wyrazistym przykładem „kultury tradycyjnej po przejściach”. Spotykają się na niej pisanki wykonane technikami wypracowanymi przez lata, będące znakami regionalnej kultury: łowickie oklejane wycinanką, suwalskie oplecione rdzeniem sitowia, opoczyńskie wykonane metodą batikową, wyskrobywane opolskie. Ale są tu także – jakże liczne – pisanki, które są już emanacją kulturowego „zmieszania” wzorów i technik. I takie, które nawet nie próbują nawiązywać do pisankarskiej tradycji regionalnej – będące plastycznym popisem samodzielnych rękodzielników, którzy w kształcie i powierzchni jajka dostrzegli potencjał twórczy.

Jajko i żywioły

Jajko zmierzało się z żywiołami i samo było żywiołem, udzielało swoich właściwości miejscom, w których zostało umieszczone, wyciszało wzburzone morze i pobudzało płodność ziemi. Całe jajko lub skorupki poświęconych jaj zakopywano pod wbitym w ziemię krzyżykiem – ich witalna siła miała przenieść się na przyszłe plony; przy pierwszej wiosennej orce zawartością jajka smarowano pług. Gospodarze z Rzeszowszczyzny zabierali jaja na rezurekcję i obnosili je w wielkanocnej procesji, aby położyć je potem na zbożu przeznaczonym do wysiewu.

Dla społeczności chłopskich ziemia ojców – żywicielka – była jednym z podstawowych znaków ich kultury. Otaczano ją szczególnym szacunkiem jako podstawę utrzymania całej rodziny. Traktowano w kategoriach niemal sakralnych, zabierano w każdą podróż w nieznane jako zaczyn życiodajnej mocy, symbol bezpiecznej swojskości. Osadnicy przybywający po II wojnie światowej na Dolny Śląsk przewozili ziemię ze sobą, podobnie jak ziarno zebrane w czasie ostatnich żniw w rodzinnych stronach, aby użyć do pierwszego zasiewu w nowym miejscu. W tej roli służyła do kreacji swoistego, kulturowego pomostu łączącego stare z nowym. W obcym, zasiedlanym dopiero i oswajanym miejscu należało się symbolicznie zakorzenić. Johan Fleid – przywódca Tyrolczyków, którzy ze względu na religijne prześladowania zmuszeni byli do opuszczenia doliny rzeki Zill i w roku 1837 przybyli do Mysłakowic oraz Sosnówki k. Jeleniej Góry, przed swoim domem wzniesionym w tyrolskim stylu na dolnośląskiej ziemi posadził zabraną z rodzinnej ziemi sadzonkę limby. W latach 90. XX w. mieszkaniec dolnośląskiego Bagna, przybyły tu z tarnopolskiej wsi Wolica, zapytany przez etnografkę Jadwigę Pawłowską, czy czuje się u siebie – odpowiadał, że nie – jest na ziemi, która nie wydała i nie nosi niczego, co jest jemu bliskie.

Dla pierwszych dolnośląskich osadników tutejsza, obca ziemia stawała się swojską od momentu, kiedy wydała pierwsze plony lub przykryła zwłoki najbliższych.

Jajko i przenikanie kultur

Magia jajka wykraczała poza kulturę chłopską i przenikała do kultury elitarnej. Włosi wręczali swoim damom jajka z malowanymi miniaturowymi portretami, a w arystokratycznych kręgach Rosji do dobrego tonu należało obdarowywanie się świątecznymi jajami ze złota, emalii i drogocennych kamieni. Niedoścignionym mistrzem w tej dziedzinie był rosyjski jubiler francuskiego pochodzenia Peter Carl Fabergé, który u schyłku XIX w. dla carskiego dworu wykonał 57 jubilerskich jajek wielkanocnych; wśród nich najcenniejsze – koronacyjne, które car Mikołaj II ofiarował swojej żonie Aleksandrze na Wielkanoc 1897 r.

Antropolodzy kultury wysuwają tezę, że kultura chłopska i świadomość mityczna w czystej postaci nigdy nie istniały – tak jak nie istniały im przeciwne: kultura elitarna i naukowy światopogląd. To stwierdzenie nie powinno budzić kontrowersji, bowiem oczywistym jest, że typy kultur – nawet przy próbach ich izolacji – wzajemnie się przenikają. Etnografowi działającemu na kulturowym pograniczu ta konstatacja – relatywizująca lansowane niekiedy nienaukowe poglądy na temat odrębności kultur różnych warstw społecznych i grup etnicznych – szczególnie odpowiada. Dokumentujemy i opisujemy kulturę przenikania się różnych wzorów kultury i dynamicznych zmian. Przedwojenną – nie tylko niemiecką, ale też polską, czeską, serbołużycką, żydowską, tyrolską. Powojenną – nie tylko zabużańską, kresową, ale też kielecką, rzeszowską, polskich reemigrantów z Bukowiny rumuńskiej i Bośni, Francji, Belgii; mniejszości narodowych i etnicznych: Żydów, Greków, Ormian, Karaimów, Łemków, Ukraińców, Tatarów, Romów.

Na ekspozycjach, w publikacjach, w codziennej pracy dolnośląskiego etnografa prezentujemy swoją fascynację tutejszą regionalną kulturą – wielobarwną, niezwykle bogatą różnorodnością wątków – niczym batikowa pisanka.

W okresie wielkanocnym zapraszam do obejrzenia filmu przygotowanego na wystawę „Pisanki i palmy wielkanocne”, w którym Artur Pędziwiatr opisuje pisanki i techniki ich wykonywania.

Elżbieta Berendt, kierownik Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego we Wrocławiu
8 kwietnia 2020

Więcej wpisów:
— Jajko w kulturze ➸
— Intrygujące! ➸

 

print