Ciekawostki o Willmannie

Michael Willmann przyszedł na świat jako dziecko Christiana Petera Willmanna i Marii, córki szlachcica Fabiana Dirschowa. Początkowo kształcił się w pracowni swego ojca – miejscowego malarza. Około 1650 roku wyjechał do Amsterdamu w celu pogłębienia malarskiej edukacji. Wybór Holandii jako miejsca dalszego kształcenia był typowy dla malarzy głównie protestanckiego wyznania z basenu Morza Bałtyckiego.
W Amsterdamie nie zdołał przejść żadnej pełnej edukacji, ponieważ z powodu braku pieniędzy nie było go stać na naukę u Rembrandta (lub innego sławnego mistrza), a także zmuszony był zarabiać na życie własną pracą. Konieczność ta sprawiła, że musiał zrezygnować także z wyjazdu do Włoch – obowiązkowego elementu wykształcenia każdego „prawdziwego” malarza. Świadomość braków własnej artystycznej edukacji towarzyszyła Willmannowi do końca życia.

Po wyjeździe z Amsterdamu Michael Willmann przy nadarzających się okazjach próbował uzupełniać braki artystycznego wykształcenia. Starał się obejrzeć wszystkie sławne arcydzieła w Polsce i w Niemczech, a przebywając przez pewien czas w Pradze w latach 50. XVII wieku studiował obrazy z cesarskiej galerii malarstwa na Hradczanach.
Wiele skorzystał także kilka lat później, podczas pobytu na dworze Wielkiego Elektora brandenburskiego w Berlinie.
Jak podaje opat klasztoru Cystersów w Lubiążu Gabriel Otto, to właśnie tam kalwiński artysta miał przejść na katolicyzm. Sprawcą tej duchowej przemiany mógł być przysłany do Berlina przez cesarza „uczony jezuita Wolf”, z którym to młody malarz miał się zaprzyjaźnić. Friedrich Wolf von Lüdinghausen, o którym mowa, był zaufanym osobistym kapelanem cesarza Leopolda I, a także zasłużonym dla powstania uniwersytetu we Wrocławiu.

Willmann posiadał w Lubiążu dwie pracownie: na piętrze swego domu, w której malował obrazy o niewielkich rozmiarach i przechowywał najważniejsze rzeczy potrzebne do artystycznej działalności (zapas farb, księgi dotyczące sztuki, graficzne i rysunkowe wzorniki), oraz pracownię pozadomową w szopie lub stodole na posesji mistrza, w której powstawały wielkoformatowe płótna wymagające udziału całego zespołu „technicznych” współpracowników. Bez nich nie byłoby możliwe szybkie i profesjonalne przygotowywanie podobrazi o dużej powierzchni pod ich malarskie opracowanie.
To właśnie oni zajmowali się także całą „logistyką” produkcji malarskiej: dbali o zapewnienie odpowiedniej ilości materiałów i narzędzi do pracy (bele płótna, kleje, wapno, pigmenty, farby, igły, nici, nożyce, młotki, gwoździe czy pędzle), a także przygotowywali skończone już dzieła do transportu do miejsc ich przeznaczenia.
To drugie atelier przypominało wnętrze małej hali fabrycznej wypełnionej gwarem robotników działających pod kierunkiem mistrza.

Na początku lat 80. XX w. prof. Ivo Kořán dokonał odkrycia, które w znacznym stopniu przyczyniło się do pogłębienia wiedzy o życiu lubiąskiego mistrza Michaela Willmanna.
W zbiorach biblioteki klasztoru Premonstratensów na Strahovie w Pradze profesor odkrył kronikę rodzinną Willmanna. Została ona sporządzona na osobnej karcie papieru, dołączonej na końcu do posiadanego przez artystę egzemplarza trzeciej części dzieła Der furnembsten, notwendigsten, der gantzen Architectur… napisanego przez niemieckiego humanistę Gualterusa Hermeniusa Riviusa i wydanego w Norymberdze w 1547 roku.
Spisywana własnoręcznie przez samego Willmanna rodzinna relacja zawiera jedenaście dat i opisów wydarzeń, które miały miejsce w życiu artysty i jego rodziny. Na sukcesywne wpisy wskazują różnice w odległościach między wersami, grubości pisma, nasyceniu tuszu czy sposobie zapisywania dat.Choć prowadzona przez niego Kronika urywa się na 1675 roku, to i tak stanowi bezcenną relację o życiu artysty. Ujął on bowiem te wydarzenia, które sam uznał za najważniejsze w jego wczesnej biografii i zdecydował się na ich utrwalenie na piśmie.

Drugą datą odnotowaną w kronice rodzinnej Willmanna jest informacja o przybyciu artysty do Lubiąża. Wyruszył on w drogę z rodzinnego Królewca 19 września 1660 roku i po ponad miesięcznej podróży, najprawdopodobniej przez terytorium Rzeczypospolitej, w dniu 21 października dotarł do Lubiąża.
Mający wówczas trzydzieści lat malarz osiedlił się przy lubiąskim klasztorze cystersów zapewne na zaproszenie tamtejszego opata Arnolda Freibergera. Willmann najprawdopodobniej przybył do Lubiąża z całym swoim ówczesnym dobytkiem oraz rzeczami niezbędnymi do prowadzenia działalności artystycznej.

Dwa lata po osiedleniu się w Lubiążu Willmann wziął ślub z Heleną Lišką – jak głosi wpis w Kronice rodzinnej – w dniu 26 października 1662 roku.
Najprawdopodobniej przed ślubem Willmann wszedł w posiadanie własnego domu wraz z przyległymi gruntami. Posiadłość była określana mianem siedziby głównego ogrodnika i była usytuowana w części Lubiąża określanej jako wieś, która leży w bezpośrednim sąsiedztwie terenu zajmowanego przez zespół klasztorny, po obu stronach drogi łączącej opactwo z miasteczkiem i kościołem parafialnym pw. św. Walentego.
Wśród dawnych mieszkańców Lubiąża przetrwała pamięć o miejscu, w którym niegdyś stał dom „śląskiego Apellesa”. Jak możemy przeczytać w kompendium wiedzy o przedwojennym Lubiążu, dom ten był usytuowany na działce przy dawnej Willmannstrasse (dzisiejsza ul. Michała Leopolda Willmanna) pod numerem 14 według ówczesnej, zmienionej po wojnie numeracji posesji.

Dom rodziny Willmannów miał być piętrowym budynkiem, który wzniesiono w konstrukcji szachulcowej i pokryto gontem.
Na parterze usytuowane były trzy pokoje pełniące funkcje mieszkalne oraz pomieszczenia z przeznaczeniem gospodarczym.
Na piętrze mieścił się przestronny pokój gościnny oraz malarskie atelier Willmanna.
Pokój gościnny znajdował się naprzeciwko malarskiej pracowni, a do jego wnętrza światło wpadało przez parę prostokątnych okien na południowej ścianie. Dodatkowo pomieszczenie to miało dwie alkowy po lewej i prawej stronie, do których wchodziło się przez osobne drzwi. Ściany pokoju gościnnego były udekorowane malowanymi tapetami, których krańce przy posadzce, stropie i w narożnikach zdobiły złote listwy.
Poza tym w jednym z narożników pokoju gościnnego stał piec kaflowy. Co ciekawe, podczas remontu tego pieca na początku XIX wieku zostały odsłonięte namurowanym cokole trzy kafle z malarskimi przedstawieniami fauna, Bachusa i głowy filozofa.
Niestety, w czerwcu 1849 roku wybuchł pożar, który doszczętnie strawił dawny dom rodziny Willmannów wraz z pracownią artysty.

W rękach Willmanna i jego rodziny dom z ogrodem i zabudowaniami gospodarczymi oraz dokupiona później tzw. Mała Winnica pozostawały aż do roku 1723, kiedy to wnuk Willmanna, Georg Wilhelm Neunhertz, zdecydował się opuścić Lubiąż wraz z rodziną i osiedlić w Pradze.
Posiadłość najprawdopodobniej trafiła wtedy w ręce lubiąskich cystersów lub też za zgodą opata została sprzedana późniejszym właścicielom, którymi byli weterynarze pracujący dla opactwa, a po jego sekularyzacji w 1810 roku – dla powstałej w części poklasztornych zabudowań stadniny koni.
Następujący po sobie właściciele, wiedząc, kto był dawnym gospodarzem posiadłości, wyjątkowo troskliwie odnosili się do przejętej własności i dbali o zachowanie jej pierwotnego wyglądu. Dzięki temu w domu Willmanna przetrwała m.in. malarska paleta z czasów lubiąskiego warsztatu, która od roku 1809 prezentowana była w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze.
Ten wyjątkowy zabytek obejrzeć można oczywiście na wystawie „Willmann. Opus magnum”.

Była to wiosna 1955 roku, kiedy dyrektor naszego Muzeum Józef Gębczak polecił mi pojechać do Domu Kultury w Miliczu, skąd zgłoszono chęć przekazania nam jakiegoś starego mebla. Pojechaliśmy naszą ciężarówką, nazywaną przez kierowcę Tadeusza Semko z rosyjska doczką, choć był to samochód produkcji amerykańskiej firmy Dodge, z demobilu.
Po załadowaniu rzeczonego mebla pan kierownik spytał, czy nie zabralibyśmy też starych ram ze strychu. Kiedy spostrzegłam, że w tych dwóch ramach są jeszcze obrazy, całkowicie niewidoczne z powodu zmatowienia werniksów, po przetarciu zobaczyłam bardzo dobrze namalowane rośliny. Zdecydowałam więc przejąć dla Muzeum te ramy (czarne, gładkie), co ucieszyło pana kierownika „z pozbycia się gratów”.
Po regeneracji werniksów ukazały się dwa świetne obrazy, które udało się zidentyfikować – dzięki ilustracjom z monografii Ernsta Klossa – jako dzieła Michaela Willmanna z pałacu Maltzanów w Miliczu: „Porwanie Prozerpiny” i „Orfeusz grający zwierzętom”.
Bożena Steinborn, Zapamiętane (fragment), w: „Roczniki Sztuki Śląskiej”, XXV, Wrocław 2016.

święty BernardWillmannowskie przedstawienie ukazuje historyczną scenę wstąpienia w 1112 roku do klasztoru w Cîteaux św. Bernarda z Clairvaux wraz z trzydziestoma krewnymi, wśród których było czterech młodszych braci św. Bernarda oraz jego wuj Gauldry de Trouillon.
Kandydatów na cysterskich zakonników przyjął ówczesny opat klasztoru w Cîteaux św. Stefan Harding. Scena ta była często ukazywana w cysterskich kościołach ze względu na osobę św. Bernarda, uznawanego za patrona zakonu cystersów oraz jako wyraz ścisłych związków między cystersami a wspierającymi ich książęcymi i szlacheckimi rodami.

Na ilustracji: Michael Willmann, Św. Bernard z przyjaciółmi przed opatem Cîteaux, po 1701.

 

Ołtarz w LubiążuNa zdjęciu po prawej (kliknij, by powiększyć) widać wschodnią część lubiąskiego kościoła klasztornego Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, należącą do klauzury, czyli dostępną tylko dla zakonników cysterskich. Oddzielona została kutą kratą, znajdującą się między ołtarzami św. Ludgardy i św. Scholastyki, z której zachowała się partia centralna.
Znajdujący się w prezbiterium monumentalny ołtarz główny – uznawany za jedno z najważniejszych dzieł w historii śląskiej sztuki barokowej – wykonany został na zamówienie opata Johanna Reicha w 1681 roku i nawiązywał do wezwania świątyni. W zwieńczeniu znajdował się obraz Oczekiwanie na Marię, centralną część nastawy wypełniało zaś Wniebowzięcie NMP.
Przedstawienia boczne, będące jednocześnie drzwiami prowadzącymi za ołtarz,
ukazywały starotestamentowe postaci Aarona i Melchizedeka.

prezetnacja obrazu Śmierć św. Bernarda – miniaturkaArchiwalna fotografia dokumentuje, jak pierwotnie prezentował się obraz Michaela Willmanna Śmierć św. Benedykta (ok. 1862), wypełniający centralną część ołtarza w kaplicy św. Benedykta w kościele klasztornym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Lubiążu.
Na potrzeby wystawy w Pawilonie Czterech Kopuł udostępniły go benedyktynki sakramentki z zakonu w Warszawie. Obraz, który dotąd był niedostępny dla zwiedzających, a na co dzień towarzyszy modlitwie sióstr, przebył jednak bardzo długą drogę…
W roku 1943 dzieło Willmanna wraz z całym wyposażeniem lubiąskiego kościoła zostało wywiezione do kościoła benedyktynek w Lubomierzu. Dwa lata później obraz został przewieziony do tymczasowej składnicy muzealnej w Szklarskiej Porębie, później do składnicy na zamku Paulinum w Jeleniej Górze. W latach 50. XX wieku znajdował się w kaplicy Matki Boskiej Różańcowej przy klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Boskiej Loretańskiej reguły św. Benedykta, aż w końcu przed 1994 rokiem został przeniesiony do kaplicy klasztoru sióstr sakramentek w Warszawie.
Obraz przedstawia moment śmierci Benedykta, który zmarł w założonej przez siebie wspólnocie. W dniu śmierci przyszły święty poprosił, aby go przeniesiono do oratorium klasztornego. Przyjął Eucharystię, po czym podtrzymywany przez uczniów wydał ostatnie tchnienie.

Śmierć św. Urszuli i Wizja św. Franciszka KsaweregoJedna z córek Michaela Willmanna – Anna Elisabeth (ur. w 1665 r.) przejawiała wyjątkowy talent malarski. Jej ojciec zanotował w kronice rodzinnej, że w wieku 4 lat dziewczyna wpadła do studni z wodą. Odnaleziono ją i wyciągnięto „po trzech pacierzach” prawie nieżywą, na szczęście udało się ją uratować. Ojciec przyuczał Annę do profesji malarskiej, przez kilka lat pomagała w pracowni, specjalizując się w obrazach małego formatu.
Do naszych czasów zachowały się trzy dzieła przypisywane młodej artystce, znajdują się obecnie w Pradze, Tymowej i Ziębicach. Jej działalność artystyczna nie trwała niestety długo, gdyż Anna Elisabeth zdecydowała się wstąpić do klasztoru Dominikanek pw. św. Katarzyny we Wrocławiu. Jako posag Michael Willmann przekazał klasztorowi 1000 talarów oraz dwa obrazy: Święta KatarzynaŚwięta Apolonia, które niestety nie zachowały się do naszych czasów.
Zachowały się natomiast dwa obrazy, które artysta podarował klasztorowi Dominikanek jako posag dla kolejnej córki – Heleny Reginy, która poszła w ślady starszej siostry. Dzieła Śmierć św. UrszuliWizja św. Franciszka Ksawerego obecnie można oglądać na wystawie „Willmann. Opus magnum”.

 

print