Ze wspomnień o Janie Styce

Pierwszą miłością i zarazem pierwszą żoną Jana Styki była Maria Ochrymowicz. Jan poznał ją jeszcze za czasów szkolnych, w Brodach.

Takie zauroczenia koleżankami i kolegami ze szkolnych ław są zjawiskiem o tyle powszechnym, że nikt nie bierze ich na poważnie. W tym przypadku było inaczej – miłość przetrwała lata nauki, rozłąki podczas studiów i zwieńczona została ślubem.

„Poślubiłem Musię we Lwowie 3 czerwca 1884 roku. Urządziłem apartament i myślałem, że uścieliwszy sobie gniazdko, będę żył szczęśliwie. Tymczasem suchoty Musieczki zaczęły przybierać groźne rozmiary […]. W siódmym miesiącu po naszym ślubie nastąpił zgon – poetyczny jak całe jej życie, cichutki, jak ona sama”.

W takich chwilach wszechogarniającej rozpaczy, gdy serce pęka z żalu, wydaje się, że cierpienie nigdy się nie skończy. Czas jednak sprawia, że nawet najgłębsze rany powoli się zabliźniają.

Drugą żoną Jana Styki została jego była uczennica – Lucyna Olgiatti. 29 kwietnia 1886 roku w kieleckim kościele „wypełnionym po brzegi”, w swoim ukochanym stroju polskim, Jan Styka znów stanął przed ołtarzem.

Młodzi małżonkowie szybko wyjechali do Paryża, do urządzonej wcześniej pracowni przy Avenue de Villiers. Choć Lucyna początkowo dzieliła pasję do malarstwa wraz ze swoim mężem, po jej twórczości nie został niestety żaden ślad. Z pamiętników Jana wiemy, że wychowywanie dzieci – których Stykowie doczekali się pięcioro – oraz liczne obowiązki domowe z tym związane, nie pozwalały Lucynie na dalsze zajmowanie się sztuką.

Z okazji Światowego Dnia Małżeństwa oraz powszechnie obchodzonych walentynek zakochanym składamy życzenia długich lat w miłości i szczęściu!

Sylwia Błachowicz, Dział Promocji i Komunikacji MNWr

■ Zoom na muzeum – zapraszamy do lektury innych tekstów ➸

 

print