„Wylinki”

Teatr Czterech w Dniu Teatru:
Energia przyjmuje kształt naczynia, w którym się znajduje.
Tym razem nasza energia przyjęła formę filmową.

Rok od ostatniego święta teatru upłynął pod znakiem wielu niemożności.
Niemożność czy ograniczenie możliwości spotkania człowieka na żywo staje w poprzek istoty teatru.
Już rok temu pozostawaliśmy w trybach niedokonanych, powstrzymani w ostatniej dosłownie chwili przed wyjazdem do gościnnego Krakowa z finisażem wystawy „I Grupa Krakowska 1932–1937”.
W pierwszym roku naszego funkcjonowania (2019) zrealizowaliśmy 5 inicjatyw teatralnych. W pandemicznym roku 2020 – udało nam się zagrać tylko jeden spektakl, tylko raz.
Wiele inspiracji, chęci, pomysłów, sytuacji musieliśmy pozostawić (choć, mamy nadzieję, nie: porzucić) w zalążkach. Wiele pomysłów jako embrionalne formy myśli tkwi w zawieszeniu, w blokach startowych. Jak gąsienica przed przemienieniem w motyla.

Nasz głód spotkania Widza pozostaje niezaspokojony.

By mieć choć namiastkę tego spotkania i nie porzucać rytuału finisaży wystaw, stworzyliśmy etiudę filmową inspirowaną wystawą „Marek Oberländer i Jan Lebenstein. Totemiczny znak figury ludzkiej”.

Niemoc. Robaczywość. Trzepotanie.
Bieg. Pragnienie.
Odbicie. Przemiana.

Byty pokraczne, kleksoidalne znaki malarskie, osiowe podziały. Znaki plastyczne i narracja kuratorki Magdaleny Szafkowskiej, uwypuklająca wyniszczające skutki wojny i jej bolesne pieczęcie na umysłach artystów – te hasła wywoławcze wiodły nas, kiedy myśleliśmy o wystawie.

Nasza wypowiedź rymuje się nam także ze współczesnością. Naznaczoną również niemocą, koniecznością wymuszonej przemiany, choćby dróg kontaktu, próbą odnajdywania się w nowej skórze nowej rzeczywistości, niemożnością dotknięcia, przeżycia tak intensywnego, tak zmysłowego, jak przed wielkim wirusowym oddzieleniem.

Silną inspiracją były skojarzenia Magdaleny Szafkowskiej zawarte w katalogu wystawy: „»Sylwetki« Marka Oberländera w latach 1961–1963 zaczęły przypominać groźne modliszki o niemal trójkątnych, nieproporcjonalnie małych głowach, z wielkimi, niewidzącymi oczami. Nerwowy, rozedrgany kontur przechodzi do ich wnętrza i jak sieć gorejących czerwienią naczyń krwionośnych na podobieństwo pajęczej sieci oplata zarys trzonu, kręgosłupa – osi całej kompozycji. Jakby chciał powtórzyć za Rilkem, że »życie postrzępione można pokazać tylko w strzępach«.
W tej niepokojącej materii, przypominającej preparaty anatomiczne, ukrywa się dramatyczne, wewnętrzne życie oraz podświadomość istot poddanych przerażającym transmutacjom. Wyobrażenia te przywodzą na myśl opowiadanie Franza Kafki Przemiana, którego główny bohater Gregor relacjonuje swoje przeżycia związane z przeobrażeniem się w ciągu jednej nocy w monstrualnego owada w chitynowym pancerzu”.

Motyw robaczy utkwił nam w głowach. Poczuliśmy spojrzenia wielu niepokojących oczu Oberländera i postanowiliśmy je odwzajemnić.

Etiuda powstała z inspiracji przede formami zaczerpniętymi z obrazów, kleksoidalnymi bytami, którym nadaliśmy ruch, własne emocje, a – idąc za skojarzeniem kuratorki wystawy – obdarzyliśmy „robaczym” tekstem i dźwiękiem własnym oraz fragmentem Przemiany Franza Kafki.

„Gdy Gregor Samsa zbudził się pewnego rana z niespokojnych snów…”

Teatr Czterech w składzie: Monika Ćma, Elżbieta Dudź, Agata Iżykowska-Uszczyk, Maciej Makosch, Katarzyna Mazurkiewicz, Justyna Oleksy, Barbara Przerwa, Lesław Zamaro  |  zdjęcia, montaż: Krzysztof Gandecki

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print