W białych rękawiczkach: Ewa Kuryluk

Wszystkie muzea posiadają swoje tajemnice i zakątki, do których wstęp mają tylko nieliczni pracownicy. Jednymi z takich miejsc są magazyny, gdzie niczym w skarbcu przechowywane są dzieła sztuki. Oto kolejna część cyklu „W białych rękawiczkach”, w którym kustosze MNWr prezentują ukryte i niedostępne na co dzień skarby.

Nie śnij o miłości, Kuryluk z 1977 roku to dzieło, które stoi niejako w kontraście do delikatnych i w pewnym sensie nieuchwytnych obrazów na tkaninach, które w 2020 roku były prezentowane w przestrzeni Pawilonu Czterech Kopuł na wystawie „Ewa Kuryluk. Białe fałdy czasu”.
Jest to akryl i kolaż na płótnie oraz jeden z ostatnich obrazów namalowanych przez artystkę w ten sposób. Ewa Kuryluk stworzyła go podczas pobytu w Londynie: od wiosny 1977 do jesieni 1978. Mieszkała wtedy u przyjaciółki Gjertrud Polonezer, intensywnie zajmując się malarstwem.

Obrazy z tego okresu zachwycają nasyconymi kolorami i odważnymi niebiesko-fioletowymi tłami. Pomimo płaskiej plamy barwnej, wyraźnie widać w nich cechy nurtu hiperrealistycznego propagowanego przez Galerię Fischer Fine Arts, z którą Ewa Kuryluk była wówczas związana.

Fot. Magdalena Lorek

Jednak ta dobra artystyczna passa stała w sprzeczności z wydarzeniami z życia rodzinnego artystki. Przed wyjazdem do Londynu jej ukochany młodszy brat Piotr doznał załamania nerwowego i podpalił się w łóżku. Zawodowe sukcesy przeplatały się więc z walką o życie jedynego brata.

Sama artystka tak wspomina ten okres: „Myślę, że to wszystko wzięło się z tego, że się Piotruś spalił… Miał potem transplantację skóry, był taką białą mumią. Wtedy to się zaczęło, załamał się u mnie kolor… Malowałam tak długo, że obraz wychodził czarny, zupełnie go zamalowywałam. To nie miało sensu… Bardzo trudno jest wyjaśnić wewnętrzne motywacje. Ale naprawdę, to był dla mnie okropny okres. Ludzie przekonywali mnie, abym malowała… że najlepiej sprzedają się obrazy niebieskie… a ja nie potrafiłam już nic namalować. I tak zaczęłam ni stąd, ni zowąd na małej serwetce, na szmatce coś sobie rysować…”.

Iwona D. Bigos, kierowniczka Pawilonu Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸
 

print