W białych rękawiczkach: Ewa Andrzejewska

Wszystkie muzea posiadają swoje tajemnice i zakątki, do których wstęp mają tylko nieliczni pracownicy. Jednymi z takich miejsc są magazyny, gdzie niczym w skarbcu przechowywane są dzieła sztuki. Oto kolejna część cyklu „W białych rękawiczkach”, w którym kustosze MNWr prezentują ukryte i niedostępne na co dzień skarby.

„Poetka fotografii” – tak określano niegdyś Ewę Andrzejewską, jedną z najważniejszych polskich fotografek XX wieku. Ciągle poszukując światła i wyjątkowego kadru, kolekcjonowała obrazy, tak jak „doświadczony etymolog zbiera ulubione okazy motyli”.

Wieloletni partner Andrzejewskiej – Wojciech Zawadzki – pisał: „Jej fotografia nie jest prostym oknem, przez które spoglądamy na rzeczywistość. Jest całym systemem krzywych zwierciadeł, który w niesłychanie szlachetny sposób odbija dla nas własny świat. Świat fantasmagorii. Sennych wyobrażeń. Marzeń. Czasem, być może lęków”.

Chyba nikt ani wcześniej, ani później tak trafnie nie opisał tego nieuchwytnego pierwiastka, który odnajdujemy w kadrach jej autorstwa.

Fot. Magdalena Lorek

Za pomocą aparatu Andrzejewska kreowała całkiem nowe światy, co szczególnie widoczne jest w ujęciach miasta. Fotografie Jeleniej Góry zdają się przedstawiać fantastyczną, oniryczną scenerię. Na pierwszy rzut oka rozpoznajemy przestawione miejsca, jednak nie przypominają one budynków, które codziennie mijamy. Jak zauważa Joanna Mielech – fotografie Ewy Andrzejewskiej przywołują na myśl holenderskie malarstwo XVII wieku – małoformatowe obrazy są niezwykle skondensowane i przypominają malarskie miniatury.

Te fantastyczne kadry sytuujące się gdzieś na granicy rzeczywistości i snu są owocem nie tylko ogromnego talentu i dużego artystycznego doświadczenia, ale również wyboru tradycyjnej i wymagającej aparatury. Od 2000 roku Ewa Andrzejewska, nie rezygnując z korzystania z najnowszych nowinek w dziedzinie fotografii, robiła zdjęcia starą mieszkową kamerą sprzed II wojny światowej, pozbawioną wszelkich udogodnień ułatwiających pracę. Używała błon ciętych 9 × 12 cm, sama zajmowała się obróbką chemiczną, nigdy nie będąc pewną rezultatu własnej pracy. Uszkodzenie miecha uniemożliwiało dobre naświetlenie obrazu, co zamiast wadą, stało się drogą do osiągnięcia całkiem nowych rezultatów.

Portretowana na zdjęciach Andrzejewska stoi w środku miasta lub na kamienistym wzgórzu w ukochanych Karkonoszach ze swoim starym sprzętem w oczekiwaniu na kolejną „pamiątkę”. Bo artystka fotograficzne medium nazywała właśnie „pamiątkowym”. To pozornie umniejszające określenie, odbierające fotografii walory artystyczne, było dla Andrzejewskiej kluczowe – zawierało pamięć i zapis wspomnień – czynników tworzących istotę tej sztuki.

Jak sama mówiła: „Tak naprawdę, to są moje pamiątkowe zdjęcia z samotnych spacerów. Nie szukam niczego nowego. Nie czuję potrzeby odkrywania czegokolwiek. Czuję jednak potrzebę fotografowania”.

Oprócz fotografii krajobrazowej ogromną część spuścizny Andrzejewskiej stanowią portrety. Już od najmłodszych lat robiła zdjęcia kolegom ze szkolnej ławki, rodzinie i przyjaciołom. Wyjątkowym przykładem tej portretowej działalności jest cykl „Artyści wiejscy”, realizowany w zamieszkanej przez nią kamienicy na jeleniogórskim rynku. W zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajduje się ponad 100 fotografii z tego wyjątkowego cyklu.

Aleksandra Szwedo, Dział Fotografii MNWr

■ Zoom na muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸
 

print