Pójdę boso…

W liście okólnym wydanym 25 marca 1794 r. przez Komisję Porządkową województwa krakowskiego nakazano, „ażeby każde miasto, miasteczko i wsie z 5 dymów jednego człowieka młodego, zdrowego i czerstwego (…) z bronią, to jest z karabinem z kilku ładunkami, albo piką 11 stóp długą i z siekierą, ubranego po wieśniacku, jak pospolicie wieśniacy na wsi chodzą dostawiło”. Dalej czytamy: „(…) Ażeby każdy z tychże uzbrojonych ludzi miał czapkę, koszul dwie, buty dobre, płachtę czyli grube prześcieradło z dwóch brytów”. Ponadto miał mieć sucharów „na dni 6 i (…) żołd w pieniądzach na jeden miesiąc, tj 15 złp”.

No właśnie: „buty dobre”… To dlaczego na pierwszym planie, i to zaraz po wejściu na platformę widokową, co bardziej spostrzegawczy zwiedzający dorośli i absolutnie wszystkie dzieci zauważają kosyniera biegnącego boso?! Czyżby butów nie dostał? Nie dopełniono względem niego obowiązku wyposażenia? Cała reszta ekwipunku jest: czapka, koszula, pewnie i płachta, a i broń zgodna z drugim zarządzeniem z 28 marca, w którym napisano, że może to być „kosa (…) osadzona wprost kija, długiego na 5 łokci” i że „każda kuźnia mogła ją przysposobić”. To dlaczego chłop butów nie ma?

Może ściągnął, bo go zwyczajnie cisnęły i już wolał biegać na bosaka, nawet w trakcie ataku na armaty wroga? A może jest jakieś inne wytłumaczenie?

Popatrzmy jeszcze raz na biegnącego uważnie. Ubrany w białą sukmanę i zszargane portki, przez plecy, na ukos, ma przewieszoną torbę z ekwipunkiem. I przy tej torbie dostrzec możemy… zelówkę buta. Tak, on przywiązał swoje nowe buty do torby. Z pewnością są to jego najlepsze buty, a w najlepszych rzeczach nie idzie się w zaorane pola. Przecież zaraz się zniszczą. Szkoda ich! A na lepsze czasy jak znalazł. Jeszcze w nich szyku zada we wsi rodzinnej.

Europejczyk XXI wieku na pierwszy rzut oka nie zrozumie jego racji. Przecież co znaczą buty w obliczu wydarzeń historycznych? Buty mają zabezpieczyć jego stopy przed zranieniem, owym stopom ma nie być zimno w mokrym wiosennym błocie.

Dopiero kiedy popatrzymy choćby na chatę na rozdrożu (opisaną w jednym z wcześniejszych moich postów) i wyobrazimy sobie warunki bytowania chłopów w owych czasach, pojmiemy, jak często ów chłop był z zimnem za pan brat, jak często znosił cierpienia fizyczne. Może wtedy uda nam się zrozumieć, dlaczego tak niedbale podchodził do swojej wygody i bezpieczeństwa, a jak wielkie znaczenie miał dla niego pozyskany właśnie przedmiot luksusowy.

Może niektórym z nas przypomni się, jak w latach 90. w domach traktowało się choćby pilota do TV czy odtwarzacza wideo – symbole nowo pozyskanego luksusu. Dziś na owo wspomnienie uśmiechniemy się z zażenowaniem i pewnie stwierdzimy, że to rzecz ma służyć nam, a nie my jej. Racja. Ale przecież nie zawsze tak myśleliśmy…

Izabela Trembałowicz-Chęć, adiunkt w Dziale Oświatowym MNWr

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print