Po prostu Get

10 lat temu, 10 kwietnia 2011 roku odszedł w wieku zaledwie 69 lat Eugeniusz Get-Stankiewicz, wszechstronny artysta, barwna postać artystycznego Wrocławia. Grafik, scenograf, projektant teatralnych lalek, twórca medali, szyldów, kameralnych rzeźb, autokolaży, nauczyciel akademicki.

Pogodny, ciepły, skromny człowiek, we własnej opinii rzadko bywający artystą – Get często podkreślał rzemieślniczy charakter swojej pracy. Z wrodzonym dystansem do siebie w wielu pracach wykorzystywał niemal groteskowy autoportret, który stał się kluczowym motywem jego twórczości, a nawet swoistą sygnaturą. Get tłumaczył to „narracją własnego łba”.

Związany z kulturą studencką przystał wraz z Aleksiunem, Czerniawskim i Sawką do „wrocławskiej czwórki”, która dała początek wrocławskiej szkole plakatu. Plakatu, błyskotliwego, ironicznego, w sposób inteligentny skutecznie grającego na nosie ówczesnej cenzurze.

Get pozostawił po sobie ogromną liczbę prac, przede wszystkich wspaniałych miedziorytów, czym śmiało może zasługiwać na miano polskiego Dürera. W miejskiej przestrzeni Wrocławia umieścił dzieła ze wszech miar nietypowe. Do najbardziej spektakularnych należy bez wątpienia Marmurowa Tablica ku czci Prostych Działań, czyli manifestacja oczywistości, którą 20 grudnia 1978 roku artysta umieścił przy wejściu na Stare Jatki od ulicy Odrzańskiej.

Do marmurowej płyty przytwierdził odlane w brązie dwie jedynki i dwójkę oraz znaki: dodawania i równania. Ułożył z nich pozornie tylko proste działanie matematyczne: 1 + 1 = 2, o ponadczasowym wymiarze, niemalże symbolicznym, wynikającym z podstaw matematyki pitagorejskiej, zakładającej, że liczba jest istotą wszystkich rzeczy, czyli że wszystko jest liczbą, a wręcz, że wszystko jest piękne dzięki liczbie.

Ten numerologiczny pomnik, głoszący siłę prostego działania, okazał się sporym zagrożeniem dla status quo obowiązującego wówczas, jedynie słusznego, ustroju politycznego. Dlatego w roku 1984, niedługo po zniesieniu stanu wojennego, tablica została zniszczona przez tzw. wandali. Na pierwszy ogień poszła dwójka, czyli wynik „podstępnego” i wielce podejrzanego dodawania.

Wbrew oczekiwaniom sprawców nabrało ono jeszcze bardziej prowokacyjnego znaczenia. Zwłaszcza po domalowaniu przez kogoś brakującej cyfry. W rezultacie, niedługo później cała tablica została rozbita na osiem kawałków, z których siedem jakaś dobra dusza odniosła do pracowni Geta. Ósmy fragment, być może ktoś wziął sobie na pamiątkę. Przez dwa lata „szczątki” owego dzieła spoczywały w pudełku od butów, po czym trafiły, na tzw. przechowanie do przyjaznego artyście Muzeum Narodowego.

Dokładnie dziesięć lat po tym wielce spektakularnym akcie wandalizmu, 20 grudnia 1994 roku, posklejaną z zachowanych fragmentów Marmurową Tablicę ku czci Prostych Działań wraz z domalowaną sprayem dwójką ponownie umieszczono w przynależnym jej miejscu. Prewencyjnie, przed ponownym zniszczeniem wskutek ewentualnych zmian ustrojowych (sic!) chroni ją na złoty kolor pomalowana prosta, acz gustowna krata. Od tego czasu, w rocznicę jej odsłonięcia, przez siedem minut trwa pod nią uroczyste spotkanie zdeklarowanych zwolenników sztuki prostego dodawania. Po odejściu jej Autora służy ono również upamiętnianiu jego osoby i jego dzieła.

Przed paru laty do współczesnych zbiorów graficznych wrocławskiego Muzeum Narodowego trafił jako dar Geta wykonany przez niego własnoręcznie iście „architektoniczny” projekt Tablicy. Fachowo narysowany ołówkiem na kalce przy pomocy tzw. przymiaru liniowego przypomina o tym, że jego autor, zanim zaczął studiować sztuki piękne, przez pięć lat kształcił się na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej.

Częściowo naddarty, z kilkoma ubytkami kawałek zarysowanej kalki został przez artystę podpisany i sygnowany ołówkiem, wzdłuż jego dolnej krawędzi: Projekt […] marmurowej Tablicy ku czci prostych działań (1 + 1 = 2) w 1971. Get.

Autorsko został oprawiony w ramkę z pękniętym szkłem, które, czy to przypadkiem, czy umyślnie stanowi metaforę połamanej marmurowej płytki z prowokującym do abstrakcyjnego myślenia działaniem matematycznym.

Artysta nie poprzestał na tych dwóch, funkcjonujących we wrocławskiej przestrzeni (jeden w sposób utajniony, do odkrycia przez potomnych), nazwijmy to, pomnikach. Z odlewu jego ciała wrocławski rzeźbiarz wykonał figurę Masaja, czyli „Black Geta”, zdobiącego kamienicę przy placu Solnym, na parterze której ongiś prosperowała apteka „Pod Murzynem”, a obecnie mieści się redakcja „Gazety Wyborczej”.

Wiąże się z tym zabawna historia, opowiadana przez samego „modela”. Mianowicie przechodzący przez plac Solny znajomy lekarz na podstawie rzeźby zdiagnozował u Geta przepuklinę pępkową. Po operacji wracający do zdrowia artysta sfotografował szew, w którym dojrzał jego rysunkowe walory, po czym stwierdził, że „rysunek jest wszędzie”.

Dostrzegał go nawet w małych, ręcznie lepionych z gliny główkach, których całe sterty wykonała jego dyplomantka. Przez kilka lat zdobiły „kazamaty” Domku Miedziorytnika, a tuż przed swoim odejściem Get przekazał je do zbiorów tzw. obiektów pomocniczych w Dziale Grafiki i Rysunku XX–XXI wieku w naszym muzeum.

Ostatnie etapy jego „lenistwa przez pracę” obfitowały w bardzo różnorodne działania artystyczne. Zwłaszcza we współpracy ze świetną twórczynią sztuki szklarskiej Barbarą Idzikowską. W oknie Kaplicy Rady Miejskiej kościoła garnizonowego pw. św. Elżbiety Węgierskiej został umieszczony autorstwa ich obojga ogromny witraż z rysunkiem głowy Jana Pawła II, którego Get sfotografował z okna swego Domku Miedziorytnika w pamiętnym roku 1997.

Zapoczątkowane w 1993 r. spotkania z Tadeuszem Różewiczem, początkowo w pracowni Geta na Powstańców Śląskich, później już w Domku Miedziorytnika, zaowocowały między innymi „Zabawami przyjemnymi i pożytecznymi”. Te z kolei, w 2003 roku – wystawą w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, zainaugurowaną jedyną w swoim rodzaju publiczną rozmową dwóch wybitnych twórców, sprawców owego zdarzenia.

Ów dialog utrzymany był w surrealistycznym tonie, godnym filmów Monty Pythona, podobnie jak sama wystawa, na którą złożyło się 15 najróżniejszych przedmiotów. Pośród nich znalazła się plastikowa figurka żabki ze sklepiku w Ogrodzie Botanicznym, która stała się Pomnikiem (ostatniej) Żaby w Parku Południowym, umieszczonym tamże pod warunkiem znacznego oddalenia od pomnika Chopina (sic!).

Przyniesiona przez Różewicza szyszka, pomalowana na czarno i ozdobiona kolorowymi plamkami przez Geta jako „jajko Gaudiego” była odzwierciedleniem wcześniejszej rozmowy poświęconej hiszpańskiemu architektowi. Z kolei kamień, a właściwie kamyczek, z pracowni Nowosielskiego nawiązywał do równie niezwykłej postaci tego artysty, a także, zapewne, do przyjaźni między nim a Tadeuszem Różewiczem. Po wystawie przedmioty te, zapakowane do małego pudełka, trafiły do zasobów współczesnej grafiki i rysunku w Muzeum Narodowym we Wrocławiu jako „obiekty pomocnicze”.

W wyniku wielu rozmów i rozmaitych działań wespół w zespół z Różewiczem powstał cykl dwudziestu grafik, wykonanych różnymi technikami, pt. „Nauka chodzenia c.d.”. Ofiarowany w Wigilię Bożego Narodzenia 2008 roku, w roku następnym został udostępniony w naszym Muzeum wraz z płytami miedziorytniczymi. Jego motywem przewodnim stał się rysunek projektowy Jana Jaromira Aleksiuna do niezrealizowanej scenografii inscenizacji sztuki Różewicza Pułapka.

8 marca 2011 roku (na krótko przed swoim odejściem) Get-Stankiewicz ofiarował naszemu Muzeum zespół miedziorytów wykonanych na podstawie reprodukcji rysunków Dürera, zrabowanych w 1941 roku przez Niemców z Muzeum Lubomirskich we Lwowie.

Przekładając je na płyty miedziorytnicze, bazował na publikacji z 1929 roku autorstwa Mieczysława Gębarowicza i Hansa Tietzego Rysunki Albrechta Dürera w Muzeum im. Lubomirskich we Lwowie. Cyklem tym artysta uświadomił ogrom strat poniesionych w czasie ostatniej wojny przez naszą kulturę, po trosze je rekompensując. Zbyt szybką śmierć Geta niestety nie da się niczym zrekompensować – jest to olbrzymia strata nie do zastąpienia!

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print