Pieta

Waldemar Cwenarski, PietaTwórczość malarska Waldemara Cwenarskiego przypadła głównie na okres jego nauki w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, gdzie studiował malarstwo u prof. Stanisława Dawskiego i prof. Eugeniusza Gepperta. Próbując podporządkować się wymogom obowiązującego kanonu malarskiego (realizmu socjalistycznego), Cwenarski prowadził jednocześnie własne poszukiwania artystyczne, stając się jednym z najciekawszych indywidualności środowiska plastycznego w powojennym Wrocławiu.

Brak płócien sprawiał, że często malował wszystkie wersje tematu na jednym arkuszu lub też na odwrocie skończonego dzieła. Niedostatek farb i pędzli nie powstrzymywał jego pasji twórczej. Często używał emalii, farb klejowych, oleju jadalnego, malował jednym pędzlem albo nakładał na obraz farby po prostu palcami.

Zmarł tragicznie w wieku zaledwie 27 lat. Był wtedy studentem czwartego roku PWSSP. Odszedł, zagubiony w malarskim świecie. Pozostawił liczebnie skromną, ale jakże ważną, spuściznę w postaci obrazów namalowanych na marnym płótnie, najgorszą z możliwych farb.

Cwenarski należał do pokolenia dzieci doświadczającego wojny jako ofiary najboleśniej, pozostając już do końca naznaczony wojenną traumą. Uderzający jest w jego pracach humanizm i zdolność dogłębnego, malarskiego odczuwania świata. Działał, posługując się – niczym serią symbolicznych znaków – silnymi uproszczeniami i deformacją kształtu oraz agresywnymi zestawieniami barwnymi .

Spoglądając na Pietę, widzimy Chrystusa, przedstawionego zgodnie z konwencją wielkich mistrzów, spoczywającego na kolanach bolejącej Matki. Układ rozrzuconych rąk Marii sugeruje formę krzyża, a zastygłe ciało Syna spoczywające na jej kolanach zredukowano do zarysowania trzech boków prostokąta. Z prawej strony znajduje się wirujące słońce. Swoistą podstawą całej kompozycji są wyolbrzymione nagie stopy Matki, jedyny dopracowany element obrazu. Surowość kompozycji wzmagają – wyznaczające rytm pionów i poziomów – czarne kontury określające postacie. Brak linii horyzontu czyni obraz niezwykle płaskim.

Artysta zestawił tu silnie kontrastujące ze sobą kolory. Nieopisany dramat cierpiącej Matki malarz wyraził w formie krzyczącej, rozżarzonej czerwieni, której przeciwstawił sylwetkę Zmarłego, zatopionego w ciemnych tonach kobaltu, czerni i szarości.

Kiedy w czasie studiów przychodziłam oglądać ten obraz, a był on wtedy wyeksponowany na poddaszu Muzeum Narodowego we Wrocławiu, głównie koncentrowałam się na jego krzyczących ekspresją kolorach i formach.

Teraz widzę go inaczej.

Patrząc na tę scenę, nie słyszę krzyku. Słyszę wszechogarniającą ciszę – przerażającą ciszę. Czuję niewyobrażalną pustkę. Widzę niemy paraliż.

Justyna Chojnacka, Dział Reklamy i Marketingu

Waldemar Cwenarski, Pieta, 1951

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print