Od powietrza, głodu, ognia i wojny…

„Snadź powietrze było klęską nie lada, skoro postawiono je na czele wszystkich innych”*. Suplikacja z fragmentem „od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas, Panie” nabrała powagi. Od powietrza? Właśnie. Ale przecież nie czystego, wolnego od smogu, świeżego, którym lubimy głęboko odetchnąć, ale od „morowego”, „zarażonego”, „zachwyconego” (nie mylić z zachwycającym).

Kapliczki, krzyże przydrożne stawiane na granicach wsi, na rozstaju dróg miały chronić m.in. przed morem (zwanym też zarazą, łożnicą, pomarlicą, przymorkiem, chorobą łożną), który co jakiś czas dziesiątkował ludność. Czasem miały przypominać o skutkach epidemii. W obrzędowości dorocznej i rodzinnej jeszcze dziś znaleźć można elementy o charakterze apotropeicznym. To temat do innych rozważań; a w tym cyklu wracamy do dawnego lecznictwa.

Odsłona trzecia dzieła Aleksego Podemontanusa (XV/XVI w.) pt. „Medyka y Filozofa taiemnice; wszystkim Oboiey Płci, nie tylko ku leczeniu rozmaitych chorob, począwszy od głowy, aż do stóp, bardzo potrzebne…”

Przywołany już wcześniej rozdział V (na str. 147–150) „O truciznach, y morowym powietrzu” zawiera także przepisy na specyfiki profilaktyczne, które jak pisze autor „zażywając bezpieczen będziesz od zarazy jadowitej y powietrza zarażonego”.


„Weźmi listków rucianych ze cztery, czosnku szczyptę, jadro orzecha włoskiego, szczyptę soli, zmieszaj wespół, a tak na czczo jedz na każdy miesiąc. Pomaga przeciw powietrzu, glisty tez wypędza”.


„Weźmi orzechów włoskich dwa, fig dwie, ruty listków dwadzieścia, soli trochę, to wespół zwierciawszy, albo starłszy jedz na czczo”.


„Weźmi Aquavity kwartę, włóż w nie pszczelnika włoskiego, babki ogrodnej, każdego po funcie, także od potrzeby chowaj. Gdy tego używać chcesz, bierz tej wódki przez dwie dragmie przez trzeci dzień, a będziesz bezpieczny od zarazy powietrza morowego”.


„Jedz pokarmy które krew czyszczą, jako miodunka wielka, borak, podróżnik, sałata i inne podobne. Strzeż się pełności, czczym też nie bądź, mierność jest najlepsza”.


„Lekarstwo zachowujące od Powietrza morowego bardzo dobre, którego w Anglii w on mor wielki, Roku 1348 za poradą wszystkich Lekarzów używana z pożytkiem wielkim, bowiem żaden który go używał nie umarł. Weźmi dzikiego aloe, cynamonu dobrego, mirrhy, każdego z tych po trzy dragmy, gwoździków, muszkatowego kwiatu, drzewa rayskiego, mastyki, ormieńskiey glinki, każdego po pół uncji. Stłucz wszystko na miałki proch, którego na każdy dzień używany z rana w Winie białym wodą roztworzonym, a za Łaską Bożą będziesz zachowany od powietrza morowego”.

W ramach profilaktyki autor zalecał również branie „[…] przed obiadem ze dwie godziny ruty, fig z orzechem, albo sztuczkę cytryny, albo syropu z kwasu cytrynowego, którego w obiad, i wieczerzą dobrze za przysmak używać. Dobrze też używać przyprawionych jąder cytrynowych, które dobre są przeciw wszelkiemu jadowi”.
Zbawienną rolę soku cytrynowego (witaminy C?) Podemontanus wychwalał także w innym przepisie: „Weźmi soku ośrzodkow cytrynowych ile chcesz, a ile funtów soku będzie, przydajże każdego miodu odszumowanego dwie uncje, cukru dostatek, cynamonu miałko utartego trochę. To zmieszawszy powarz trochę, a potem schowaj. […] Bowiem to jest osobliwe lekarstwo, tak dla obrony od powietrza, jako ku odegnaniu, gdy kto będzie zarażon. Jest też bardzo pożyteczne tym, którzy w sobie jaką truciznę baczą, albo się jej obawiają”.

W opisach przyczyn pojawiania się „moru” pojawia się istota sprawcza – w postaci gęstej mgły, zaduchu, waporu, która to para dostawszy się z wciągniętym powietrzem do krwi „zapala ją i zaraża, a z krwią przedostawszy się do serca zabija człowieka”**.

W kolejnym (VI) rozdziale dzieła: „Jako zachwyconego powietrza pozbyć, póki serca nie zarazi”*** Pademontanus podaje kolejne medykamenty. Wspomnieć trzeba o miksturze, w skład której obok driakwi, „akwavity” był mocz chłopca, oseska („dziecięcia ssącego mężczyzny”).

Nam bliższy jest przepis (kolejny) na nalewkę z orzechów włoskich. Poza składem, okolicznościami jej zażywania, autor podaje też sposób działania takich mikstur: „Ta wódka jad wygania albo wierzchem albo spodkiem” (!). I ad rem: „Weźmi orzechów włoskich nieźrzałych co się zda, które gdy w occie przez osiem dni pomokną, wyjmij je a utłucz, po tym pal na wódkę, póki wilgoci stawa. A gdy kto tej wódki będzie potrzebował, niech jej weźmie trzy, albo cztery uncje, po kilka dni, niechże się w łożu dobrze przyodzieje i poci”.

W toku wieków zmieniała się forma podejścia w empirycznym lecznictwie, ale nigdy na znaczeniu nie straciło szukanie coraz to nowych środków, tkwiących w otaczającej przyrodzie. Wiele surowców bardzo popularnych w XV-wiecznych receptariuszach: przypraw korzennych: cynamonu, goździków oraz np. rozmarynu, szałwii ma potwierdzone działanie bakteriobójcze. W epidemiach dżumy najefektowniejszą postacią leków były zdecydowanie spirytusy lecznicze (umożliwiały dobre wytrawienie surowców z substancji aktywnych).

Nasi przodkowie zmagali się także z grypą; Franciszek Giedrojć w pracy pt. „Mór w Polsce” pisze o chorobie z marca 1788 r.: „pokazała się influenza, trwała miesiąc, ale zdążyła przez ten czas dotknąć 3-cią część mieszkańców Polski”****. O tej epidemii i o czarnej ospie we Wrocławiu w kolejnym tekście…

* F. Giedrojć, „Mór w Polsce w wiekach ubiegłych”, Warszawa 1899, s. 1.
** K.A. Smakosz, „Ocena farmakologiczna wybranych surowców i preparatów farmaceutycznych stosowanych w leczeniu dżumy według D. Alexii pedemontani De secretis libri septem (1563) w opracowaniu Marcina Siennika (1568)”, [w:] „Acta Uroboroi. – w kręgu epidemii”, red. M. Dąsal, Wrocław 2018, s. 11.
*** A. Podemontanus, „Alexego Podemontana medyka y filozofa taiemnice; Wszystkim Oboiey Płci, nie tylko ku leczeniu rozmáitych chorob począwszy od głowy, áż do stop…”, s. 153.
**** F. Giedrojć, op. cit., s.73.

Paulina Suchecka, edukatorka w Muzeum Etnograficznym

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print