Intrygujące!
„Nieoczywiste połączenia się sprawdzają”

Justyna Oleksy

Teatr Czterech.
Jest nas dużo więcej niż czworo. 
Nawet nie jesteśmy podzielni przez 4.
Teatr bez sceny. 
Teatr, który się nie kłania.
Chuligany.
„W słonie nie wierzą w ogóle”
[Mrożek].

„Gramy w dwa ognie z rzeźbami, brakuje nam piątej klepki i mamy kuku na muniu pod kopułami. Wy wolicie siedzieć? My wolimy stać!” Dominika, T4

Kurtyna!

…jest tu tylko symboliczna. Jest nią pierwsza etiuda, jest nią zgaszenie światła. Pierwszy dźwięk, ostatni znikający w oknie Pawilonu aktor. Założenie czy zdjęcie kostiumu. Staramy się wypracować wspólny z widownią system znaków, mrugnięciem oka umówić się na pewną konwencję, stając jednocześnie w poprzek zarówno tradycji teatralnej, jak i muzealnej.

Zaczęło się od „złodzieja cieni”. Odkąd pan Roland stworzył „Sen oddzielonego fragmentu”, było jasne, że trzeba podjąć wyzwanie. Że wystawa jest materią na teatralne działanie.

Pan Roland jest stałym bywalcem naszego Muzeum, uczestnikiem wykładów oraz warsztatów dla dorosłych. Tam właśnie się spotkaliśmy, na warsztatach teatralnych „Impro Moore”.

Urzeczona brzmieniem, estetyką słowa na pograniczu poezji konkretnej, minimalizmem genialnego pomysłu i intrygującego wykonania, utwierdziłam się w przekonaniu utworzenia stale działającego w Pawilonie Czterech Kopuł teatru. Wsparta entuzjazmem współpracowników, powołałam Teatr Czterech.

Nieoczywiste połączenia się sprawdzają.

Przesłuchania do zespołu. Widok zaludnionego holu Pawilonu Czterech Kopuł dziesiątego stycznia o osiemnastej był niezwykły. Zazwyczaj śpiące o tej porze Muzeum wypełniło się harmidrem teatralnych przygotowań, dźwiękami saksofonu, urywkami rozgrzewki dykcji.

Magia.

Teatr 4
fot. Paweł Widurski
Teatr 4
fot. Paweł Widurski
Teatr4
fot. Paweł Widurski

Scenariusz każdego wystąpienia jest efektem wspólnych poszukiwań, a nie punktem wyjścia. Zapraszając do Teatru Czterech, zaprosiłam do współ-tworzenia, a nie odtwarzania. Już charakter przesłuchań wskazał aktorom rodzaj praktyki, która wyznacza nasz proces twórczy. Bowiem prócz wcześniej przygotowanych tekstów, uczestnicy od razu zostali postawieni przed teatralnym zadaniem.

Po oprowadzaniu po wystawie rzeźb Moore’a trasą moich performatywnych intuicji dostali propozycje tematów etiud. Najlepsze z nich weszły w skład widowiska „odMOOREowywanie”. Jego treść zaczęła się więc wypełniać już w czasie tego pierwszego spotkania. Do zamknięcia wystawy, a tym samym premiery, mieliśmy bowiem jedynie 17 dni.

Wybrzmiały wtedy:
monolog oddzielonego fragmentu
monolog pępka
monolog grzeszny
monolog z dystansu
monolog gabloty
monolog zwierzęcej siły
monolog psi
monolog kąsający
monolog ba!
monolog kopuły
monolog „jeno wyjmij”
monolog torsu drzewa
monolog z wnętrza
monolog profilu
monolog słonia
monolog kobiety-krajobrazu
dialog zewnętrznego z wewnętrznym
monolog czujnego oka
monolog żądny spojrzenia
monolog otworu
monolog dionizyjski
monolog szczeliny

Obwąchiwanie. W słowniku Teatru Czterech to pierwsze wizyty na wystawie. Oprowadzanie, opowiadanie, dociekanie, oglądanie. Pierwsze improwizowane etiudy.

Miłość do Moore’a należała do tych od pierwszego wejrzenia. Miłość do wystawy I Grupy Krakowskiej potrzebowała trochę czasu.
Realizujemy te rozkochania nienaiwnie, gdyż nasze działanie poparte jest wielorakimi doświadczeniami każdego z członków kilkunastoosobowej ekipy Teatru Czterech oraz summą naszych wrażliwości, także estetycznych. Dyscyplinujemy się, a zarazem podsycamy nawzajem.

„Czy jest już obowiązek kochania tych rzeźb?” Spytał Lech podczas prób do „odMOOREowywania”. Oczywiście, że nie.

„Świetnie. To ja tę niemiłość zagram”.

Rozmiłowaliśmy się i w tej niemiłości.

Są wszak wśród nas amatorzy działania zbiorowego, ale też „popsujzabawy”, twórcy osobni, indywidualiści. Dopiero w działaniu obie postawy mogą się w pełni wyrazić. Jedni i drudzy tworzą niepowtarzalny pejzaż Teatru Czterech. Są bardzo młodzi studenci artystycznych i nieartystycznych kierunków, są pracownicy firm, są muzealnicy i emerytowani urzędnicy państwowi, wykładowcy, działacze, nauczyciele.

Nieoczywiste połączenia się sprawdzają.

Za nami dwa zupełnie odmienne performanse.
„odMOOREowynie”, które prowadziło uwagę widzów kolejnymi przystankami monologów, w intymnej atmosferze bliskości rzeźb versus „Uważaj, o czym marzysz”, które dynamiczną siłą pozostających niemal w stałym kontakcie fizycznym wieloosobowej maszyny przetoczyło się przez wystawę, zmieniając charakter poszczególnych trybów i trybików, ewoluując, manifestując. Oddając sensy poszczególnych zakątków wystawy, akcentując jej kuratorski kunszt, maszyna przeszła fazy od industrialnego wycia syren i chrobotu trybików, przez demonstracyjne strajki i słowotwory (jak „antyfaszystracja”), poprzez klimat dotkliwej biedy ulicy, szeleszczenie precyzyjnej pracy bezwolnych wtedy kobiet, przez odwieczne dylematy: „albo tańczy, albo niańczy”, by na końcu zlicytować, w duchu międzywojennych rewolucjonistów, a także za słowami futurystów, „ńeświeże mumje mickiewiczuw i słowackih”.

„A cena ich czterdzieści i cztery”.

By wreszcie po Cricotowsku namalować na sobie asymetryczne kostiumy inspirowaną rzeźbą Leopolda Lewickiego „Kompozycja muzyczna”. Kolor dźwięku.

Nieoczywiste połączenia się sprawdzają.

Jest wśród nas mnóstwo wzajemnego entuzjazmu, wchodzenia sobie w słowo, by dokończyć czyjeś zdanie. Konglomerat głów twórczych. Role? Raczej wypracowane we wzajemnej czujności sensy. Jedno– lub wieloosobowe. Trafność najdziwniejszych pomysłów sprawdzana jest tu z próby na próbę.

Teatr4
fot. Wojciech Rogowicz

Działając teatralnie, pozostajemy wciąż w najwyższej muzealnej czujności, troskliwości muzealnika o obiekt — rzeźbę czy obraz. Oddajemy muzeum, co muzealne, rytualnie wypełniając obrządki oprowadzania po wystawie. Jest to nieodłączna część performansów Teatru Czterech. To one, pozornie niewinnie, rozpoczynają teatralne zakończenia wystaw. Niekiedy już w ich trakcie widzowie dają się zaskoczyć performatywną wstawką. Bo oto nagle troje śpiewa rzeźbę, by zaraz bezceremonialnie powrócił tok narracji oprowadzania.

A, tak! Śpiewamy rzeźby i tańczymy obrazy.

Nieoczywiste połączenia się sprawdzają.

Trudno oddać w słowach nastrój wieczornych prób. Spotykanie się w mroźne czy prędko ściemniające się (jak dotąd) popołudnia, teatralne rozgrzewki w półmroku dziedzińca, przywilej prób w mistycznej bliskości obrazu, rzeźby. Urok marznięcia w styczniowej aurze przy Moore’owej„Szczelinie” i „Owalu”, kiedy przygotowywaliśmy plenerową, finałową część widowiska, i starania, by konieczność próbowania na zewnątrz ograniczyć do minimum.

Teatr4
fot. Krzysztof Gandecki

Wszystko to pierwsze, ale już śmiałe i swoiście zuchwałe. Uwierzyliśmy, że publiczność pójdzie za naszym głosem, tą nieoczywistą trasą lakonicznych monologów. A potem za kapryśną maszyną i rytmicznym kolorem.

I poszła.

Idziemy tą drogą:

Elżbieta Dudź
Róża Gołubowska
Agata Iżykowska-Uszczyk
Anna Komsta
Karolina Kowalska
Łukasz Kwiliński
Anna Lorenc
Krystyna Łazowska
Katarzyna Łobaza
Maciej Makosch
Gustaw Małecki
Katarzyna Mazurkiewicz
Justyna Oleksy
Ariel Osiak
Barbara Przerwa
Agnieszka Przyborowska-Mitrosz
Michał Sękowski
Aleksandra Urbanek
Dominika Wesołowska
Lesław Zamaro

Więcej wpisów:
— Teatr Czterech ➸

 

print