Modlący się pod krzyżem

Na rozstajach dróg, z których jedna prowadzi do Dziemięrzyc (to ta odsadzona brzozami), a druga wiedzie do Janowiczek (ta w głębokim wąwozie) – ustawiono wysoki drewniany krzyż. Dla ochrony i podkreślenia sacrum otoczono go drewnianym płotkiem, widać dość dawno temu – mocowania sztachet i drągów poluzowały się, pokrzywiły. Pod krzyżem – niewielka grupka wieśniaków. Przybyli, by prosić Najwyższego o wspomożenie dla walczących w słusznej sprawie.

Najbliżej krzyża klęczy zatopiony w żarliwej modlitwie – ubrany w jasną kapotę, siwiuteńki i z rozwichrzoną brodą – dziad proszalny. W ramionach trzyma kostur podróżny, a na rzemiennym pasie przechodzącym przez pierś ma zwieszoną lirę korbową – z tego powodu postać zwana jest „lirnikiem”, a modlący się z nim „grupą lirnika”. Lirnik, przy wtórze instrumentu będzie opowiadał w każdej wsi na swojej drodze o bitwie racławickiej, której był świadkiem, o Naczelniku i dzielności kosynierów.

Obok klęczy inny starszy mężczyzna ubrany w białą sukmanę, pewnie mieszkaniec Dziemięrzyc. Dwie kobiety w czerwonych spódnicach i takich chustach, przybiegły pod krzyż z dziećmi. Niebożęta o płowych włoskach i anielskich twarzyczkach ubrane są jedynie w liche, białe koszuliny opadające poniżej kolan gołych i bosych nóg – serce się ściska, kiedy widzimy te małe, bose stópki stąpające po zimnym, kwietniowym błocie. Dołączył do nich stary wiarus – inwalida, który stracił lewą nogę kiedyś hen, na wojnie. Dziś, wsparty na kuli, jedynie modlitwą może wspomóc walczących rodaków.

W scenie tej – nasączonej liryzmem i dość natarczywą symboliką domyślamy się konceptu Jana Styki. Potwierdza to zresztą Kossak w piśmie z 1927 r.: „Jednej tylko grupy, nieco melodramatycznej, autorstwo przynależy śp. Janowi Styce, a to lirnika z dziećmi i babami pod krzyżem. I nie uwłacza to pamięci śp. Styki, bo tak jak ja batalista, nie miałbym nic odpowiedniego dla mojej sztuki do roboty, dajmy na to w panoramie „Golgoty”, tak śp. Styka, malarz tematów religijnych i alegorycznych, nie miał dla siebie pola w batalii”.

O umiejscowienie sceny modlitwy – której z pewnością jakaś grupa osób się oddawała w trakcie ekstremalnych, historycznych wydarzeń – Styka i Kossak mieli się posprzeczać, nie po raz pierwszy zresztą. Batalista miał alegoryście zarzucić nierealność umiejscowienia modlących się ludzi zaledwie 30 metrów od rosyjskich armat(!). O niebezpieczeństwie, w jakim znaleźli się wieśniacy świadczą choćby odbite zabłąkanymi kulami drzazgi w pionowej belce krzyża.

W trakcie rodzinnego „Zwiedzania z lekkim zawrotem głowy” Panoramy Racławickiej zaskoczyła mnie pięcioletnia dziewczynka, która natychmiast po wyjściu na platformę widokową dostrzegła krzyż i rozmodloną grupę, rozejrzała się po całości malowidła i bystro zapytała: „A ich tu nie zabiją?”.

Jak wspomina kierownik Panoramy Racławickiej dr Romuald Nowak, kiedy w 1997 r. papież Jan Paweł II zwiedzał rotundę, przy grupie lirnika zatrzymał się najdłużej, zamyślił i skomentował: „Typowa polska pobożność. Sam nieraz modliłem się przy takim krzyżu”.

Izabela Trembałowicz-Chęć, adiunkt w Dziale Oświatowym MNWr

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print