Kim był Wojciech Bartosz?

„Malowało ją wielu. On na szczęście najmniej, dlatego panorama jest niezła” – tak wypunktował Jana Stykę znakomity Boy-Żeleński. Rzeczywiście pomysłodawca Panoramy Racławickiej w czasie tworzenia dzieła chętnie zostawiał malowanie współpracownikom i pomocnikom, a sam oprowadzał po terenie pracowni zainteresowanych przedstawicieli władz i urzędów. Wiemy jednak na pewno, że to on namalował racławickiego bohatera – Wojciecha Bartosza.

Kim był Wojciech Bartosz?
Pochodził ze wsi Rzędowice, był chłopem pańszczyźnianym Antoniego kniazia Szujskiego. Urodził się pomiędzy 1758 a 1765 r. Dokładnej daty nie da się ustalić z powodu spalenia ksiąg metrykalnych parafii w Koniuszy, do której należały Rzędowice. Od ok. 1783 r. był żonaty z Jadwigą Czernikową, z którą doczekał się trzech córek: Heleny, Cecylii i Justyny. Rodzina mieszkała w kurnej chacie i gospodarowała na zaledwie czterech morgach ziemi, nie mając żadnych zwierząt gospodarskich.

O jego wyglądzie nie wiemy za dużo, ale ze skromnych, współczesnych mu opisów wyłania się dobrze zbudowany, postawny mężczyzna z ciemnoblond czupryną i obfitym wąsem zdobiącym twarz o regularnych rysach. O charakterze i osobowości możemy wnioskować z faktu, że zarządca zgłosił go jako rekruta, gdyż ciągle sprzeciwiał się jego władzy.

Jak owego krnąbrnego, odważnego i zuchwałego przystojniaka sportretował Jan Styka? Otóż przedstawił go momencie niezwykle dramatycznym.

Wąsaty Wojciech w białej sukmanie, z szeroko rozłożonymi rękami dobiegł właśnie do pierwszej armaty. W uniesionej nad głową ręce trzyma kosę o złamanym drzewcu. Oczami wyobraźni widzimy, że wcześniej musiał z wielką siłą razić nią któregoś z przeciwników.
W drugiej dłoni trzyma czerwoną czapkę rogatywkę. Przed momentem zdarł ją z głowy, by stłumić ogień podkładany przez Rosjanina na panewkę. Zdobędzie działo i jednocześnie uratuje kolegów nacierających wraz z nim na artylerię wroga.

W wielkim niebezpieczeństwie są szczególnie dwaj kosynierzy, którzy właśnie obwiązują armatę powrozem. Ich głowy są na linii potencjalnego strzału. Jeśli Wojtkowi jego spontaniczny zamysł by się nie udał… Ale oni widać są przekonani, że Wojtek nie zawiedzie. Może przyzwyczaił ich, że jak coś robi to do końca i skutecznie? A może po prostu ślepo zaufali temu naturalnemu przywódcy, widać obdarzonemu przez naturę wielką charyzmą.

Tak, rzeczywiście udało się Styce oddać bohaterskiego Bartosza znakomicie. Świetnie dobrał rekwizyty i bardzo naturalnie osadził je w kompozycji. Wyszło „epicko” jak powiedzieliby młodsi uczestnicy lekcji w Panoramie. Być może po tak dobrze wykonanym zadaniu artysta uznał, że może odpocząć od pędzli i zająć się hmm… autopromocją?

A co dalej działo się z Wojciechem Bartoszem? Po bitwie Kościuszko mianował go chorążym Grenadierów Krakowskich, a więc przez nadanie stopnia oficerskiego zrównał go ze stanem szlacheckim. Ponadto Wojciech otrzymał wolność i nazwisko Głowacki. Kniaź Szujski zaś ofiarował rodzinie krowę i nierogaciznę. Wojciech Bartosz Głowacki zmarł zaledwie dwa miesiące później, pomiędzy 6 i 9 czerwca 1794 r., w wyniku ran odniesionych w bitwie pod Szczekocinami. Pochowany został na cmentarzu w Kielcach.

Izabela Trembałowicz-Chęć, adiunkt w Dziale Oświatowym MNWr

Na ilustracji powyżej – fragment Panoramy Racławickiej, 1893–1894; fot. Wojciech Rogowicz

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print