Ja, biały Kangór

Gdy przyjrzeć się tryptykowi Ewy Kuryluk Ja, biały Kangór (1978–1979), wyraźnie widać na nim niezliczone ilości kangurów. Motyw ten pojawia się także na innej pracy. Skąd ten kangór?

Fot. Arkadiusz Podstawka

Jak wspomina artystka na swojej oficjalnej stronie internetowej: „Kto ty jesteś? Kangór mały. Jaki znak twój? Kangór biały” – to moja dewiza od ponad pół wieku. W wiosenną niedzielę 1950 roku odwiedziliśmy dyrektora ZOO, a tu awaria. Doktor Żabiński opatulił kołdrą zakatarzonego lewka, wręczył czterolatce, by go nakarmiła mlekiem z aspiryną, butelkę ze smoczkiem i mruknął do ojca: – Byłem wściekły na Australię, że nam żałują torbaczy, teraz przyznaję im rację: to nie kraj dla kangurów. – Nie dla Kuryluków? – przesłyszałam się. Ojciec parsknął śmiechem. – Karolku – Żabiński skarcił go wzrokiem – kto ma torbę – prztyknął w kieszonkę z przodu mojej sukienki – jest honorowym kangurem. – Jestem kangurem – pisnęłam i przytuliłam się do lewka, a gdy nauczyłam się pisać, u zmieniłam na ó, bo lubiłam góry. I stąd tryptyk na podszewce pokrytej kangurzym stempelkiem.

■ Wystawa czasowa „Ewa Kuryluk. Białe fałdy czasu. Instalacje 1980–2000” ➸
■ #zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print