Intrygujące!
„Willmann w tempie lento

Matúš Pius Niemiec

O dorobku artystycznym Śląskiego Rembrandta napisano wiele wspaniałych tekstów, nie czuję się zatem powołany, by cokolwiek dodać czy ująć z tej sumy wiedzy. Własna praktyka malarska pozwala mi jednak spojrzeć na dzieła Michaela Willmanna od innej strony. W opracowaniach często powtarza się zachwyt nad tym, z jaką wirtuozerią i szybkością artysta malował szczegóły na pierwszych planach swoich płócien. Tymczasem ja chcę opowiedzieć o mniej oczywistym i nieco spokojniejszym aspekcie mistrzostwa Willmanna, jakim wykazał się, komponując peryferyjne elementy obrazów z cyklu „Męczeństwa apostołów”.

Malarze barokowi jako punkt wyjścia do tworzonych obrazów chętnie stosowali ciemny podkład (tzw. imprimitura), który pozwalał na pewnego rodzaju oszczędność w ruchach pędzla. Nie chodziło tu o lenistwo, tylko o spotęgowanie wyrazu. Przedmioty, postacie, fragmenty krajobrazu wyłaniały się z ciemnego tła za pomocą kilku umiejętnie zaznaczonych kresek oraz plam, a w oku widza następowało ich dookreślenie.

Podobną technikę zastosował Michael Willmann w cyklu „Męczeństwa apostołów” – obrazach przeznaczonych do wnętrza kościoła klasztornego w Lubiążu. Olbrzymie płótna komponowane były do oglądania z dużej odległości. Stanowiły zatem dla Willmanna idealną okazję do popisania się znakomitym opanowaniem wspomnianej techniki sugestii.

Biorąc powyższe pod uwagę, przed obejrzeniem oryginalnych prac Willmanna spodziewałem się, że malarz skupił uwagę jedynie na doświetlonych partiach obrazu. Nastawiałem się więc na to, że jeśli przyjrzę się ciemnym fragmentom, zobaczę duże płaszczyzny zaledwie pokrytego farbą gruntu. Nie byłoby w tym nic złego – nie trzeba przecież malować tego, czego nie będzie można zobaczyć.

Jako absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, wychowanek spadkobierców kolorystów, którzy czczą niuanse barwne oraz dbają, by każdy centymetr płótna był kompozycyjnie dociągnięty, odczuwałem pewien dyskomfort. Moje zdziwienie i zachwyt były zatem tym większe, gdy pierwszy raz zobaczyłem „Męczeństwa apostołów” na żywo w Pawilonie Czterech Kopuł i przyjrzałem się tym ciemnym fragmentom. Szybko zweryfikowałem tkwiący w mojej głowie stereotyp o malarzu Willmannie, który tak szybko i sprawnie malował, że nie miał czasu martwic się o „jakiś tam” trzeci plan obrazu. Owszem, jego obrazy są pełne wolności i ruchu oraz sprezzatury. Bazują na mocnych kontrastach między światłem, uzyskanym za pomocą grubych warstw białej farby, i cieniem, w którego obrębie prześwituje ciemny kolor podobrazia.

Płaszczyzny peryferyjne są może odczuwalnie mniej aktywne w porównaniu do części doświetlonych, lecz nie są puste ani niezadbane! W tych fragmentach Willmann wykazał się taką samą, jeśli nie większą, wirtuozerią niż w miejscach, w których wszystko jest wyraźne. Porównując twórczość malarską artysty do sztuki muzycznej – w świetle Willmann gra mocno i głośno, ale w cieniu nie ma ciszy, jest co najwyżej mniej wyraźna melodia – lecz tak samo piękna.  

Skorzystajmy z wyjątkowej okazji, jaką daje wystawa „Willmann. Opus magnum”. Zbliżmy się do obrazów i podziwiajmy wspaniałe fragmenty płócien, pełne niuansów kolorystycznych, niemalże migoczących przed oczami, które z odległości byłyby zupełnie nieczytelne. Przyjrzyjmy się, jak namalowana została na przykład twarz apostoła Szymona (w scenie męki odwróconego do góry nogami) czy zbroja jeźdźca nadzorującego egzekucję św. Macieja. Zwróćmy uwagę na groźne spojrzenia oprawców św. Bartłomieja, chowających się w cieniu. Koniecznie też przyjrzyjmy się koszykowi przedstawionemu w dolnej części sceny męczeństwa św. Jana. Przepięknie, niezwykle precyzyjnie wymalowany kosz, przesłaniający rozpalone ognisko, jest dowodem na to, że Willmann potrafił zwolnić tempo i pochylić się nad detalem.

Skoro pewnym jest, że tak delikatne efekty zauważyć można dopiero z niewielkiej odległości, z której obserwować te dzieła w czasach Willmanna udało się tylko niewielu osobom, nasuwa się pytanie: dlaczego Willmann to malował i dla kogo? Narzuca się ta słynna anegdota o Michale Aniele, który zapytany, dlaczego maluje każdy szczegół, nawet na wysokościach uniemożliwiających oglądającym dostrzeżenie detalu, odpowiedział: ,,Przecież Bóg widzi”.

Może Willmann malował te niuanse dla oka opata Arnolda, który był w stanie dostrzec i docenić mistrzostwo artysty? A jeśli malował po prostu dla siebie, możemy jedynie domyślać się, jak niezwykłą przyjemność mu to sprawiało. Warto przekonać się samemu na wystawie.

Fot. Magdalena Wyłupek

Matúš Pius Niemiec (ur. w 1995 w Michalovcach na Słowacji artysta należący do grupy twórców związanych z krakowską ASP) – współczesny „willmannista”, inspirujący się malarstwem barokowym – a Michaelem Willmanem w szczególności. Jest autorem serii rysunków interpretujących najbardziej rozpoznawalny cykl Willmanna „Męczeństwa apostołów”. Stosując autorską technikę, nadał cyklowi zupełnie innego wyrazu – w nowej odsłonie sylwetki są pochłaniane przez czerń, a biała kreska delikatnie wydobywa zaledwie fragmenty kompozycji. Rozwiązanie to pozwala na dotarcie do esencji dramatyzmu lubiąskich płócien barokowego malarza. Wystawę „Matúš Pius Niemiec. »Męczeństwa apostołów« wg Michaela Willmanna” zaaranżowano w drewnianym kościółku pw. św. Jana Nepomucena we wrocławskim Parku Szczytnickim funkcjonującym jako Otwarta Przestrzeń Kultury.

 Matúš Pius Niemiec, „Męczeństwa apostołów” wg Michaela Willmanna

— Więcej wpisów z cyklu „Intrygujące!” ➸
— Fotorelacja ze spotkania z Matúšem Piusem Niemcem w Pawilonie Czterech Kopuł ➸
— Małgorzata Marczewska, Willmann na spotkaniu (wizualnych) światów ➸

 

 

print