Intrygujące!
Racławice jadą do Budapesztu…”

Beata Stragierowicz

Czas jest taki, że marzymy o krótkim choć wyjeździe w plener. Tęsknimy za ukochanymi krajobrazami i ulubionymi miejscami.

Na taką tęsknotę odpowiadały kiedyś przynależące do świata widowisk panoramy. Proponowały one bowiem uczestnictwo w spektaklu złudzeń. W tym poszukiwaniu iluzji widoków, w chęci przeniesienia się w inną rzeczywistość – należy upatrywać przyczynę powodzenia tych płócien, z czasem wypartych przez obrazy filmowe, ruchome, a więc jeszcze bardziej łudzące.

W panoramie – oryginalnym XIX-wiecznym medium wizualnym – zachodzi ścisły związek pomiędzy obrazem, sztucznym terenem i pomieszczeniem wystawienniczym. Bez znakomicie harmonijnego współgrania malowidła ze scenograficznym przedpolem, bez urządzeń technicznych umożliwiających stworzenie wewnątrz rotundy idealnej iluzji (przede wszystkim zapewniających odpowiednie oświetlenie) – panorama nie istnieje.

Jej fenomen na szeroką skalę upowszechnił się w 2. połowie XIX w. Zapanowała swego rodzaju „panoramania” – jak pisał w 1850 r. „Illustrated London News”. Zjawisko to, inicjujące funkcjonowanie sztuki masowej, miało charakter komercyjny. W Berlinie, Paryżu czy Monachium powstawały specjalne studia panoramowe, w których kilkuosobowe zespoły malarzy pracowały jak na linii montażowej, realizując zamawiane malowidła.

Publiczna prezentacja panoram stała się przedsięwzięciem bardzo dochodowym i tworzyły się w tym celu rozmaite spółki, eksploatujące płótna tak długo, jak długo przynosiło to zyski. Początkowo bardziej popularne były widoki miast czy krajobrazy rozmaitych egzotycznych miejsc. Był to czas, kiedy jeszcze nie podróżowano masowo, a tylko nieliczni odwiedzali dalekie kraje i egzotyczne miejsca. „Proszę pomyśleć” – pisał pewien angielski entuzjasta panoram – „możemy zobaczyć wszystkie wspaniałości Pompei, przechodząc po prostu przez ulicę w Londynie, nie martwiąc się o złą żywność, brudne łóżka, zuchwałych przestępców i włoskich celników”.

Jedną z takich krajobrazowych panoram można podziwiać do dziś w Hadze. Malowidło – przedstawiające nadmorski kurort Scheveningen – to melancholijna wizja holenderskiego pejzażu namalowana przez Hendrika Willema Mesdaga. Wrażenie iluzji potęguje sztuczny teren wykonany z kamieni i piasku, na którym widzimy porozrzucane saboty i sieci rybackie.

Niezwykle popularne były również panoramy batalistyczne, pobudzające uczucia narodowe poprzez przywoływanie wspomnień o niedawno stoczonych zwycięskich bitwach. Taką panoramą są Racławice, które w latach 1894–1944 prezentowane były we Lwowie. Turyści przyjeżdżali do stolicy Galicji specjalnie dla tego malowidła, ówcześnie traktowanego podobnie do dzisiejszych historycznych superprodukcji filmowych.

Jesienią 1895 r. pojawiła się propozycja pokazania Panoramy Racławickiej w Budapeszcie. Pokaz płótna został przewidziany na czas trwania Wystawy Milenijnej, która miała być najważniejszym wydarzeniem podczas obchodów tysiąclecia Węgier. Właśnie w 1896 r. odbywały się bowiem główne uroczystości związane z rocznicą osiedlenia się ludności madziarskiej w Kotlinie Panońskiej.

Panorama Racławicka udostępniona została węgierskiej publiczności w dniu 29 maja 1896 r. , a eksponowana była w rotundzie na terenie Parku Városliget. Podczas półtorarocznej prezentacji, w okresie od 1896 do 1897 r., obejrzało ją 170 000 widzów. Spotkała się ze świetnym przyjęciem. Budapeszteńska prasa podkreślała wysoki poziom artystyczny malowidła oraz złudzenie uczestnictwa w przedstawionej na płótnie bitwie, które uzyskane zostało w sposób perfekcyjny. Lampérth Géza był pod tak wielkim wrażeniem dzieła Styki i Kossaka, że poświęcił bohaterowi spod Racławic wiersz pt. Kościuszko.

Malowidło będące szczególną syntezą wszystkiego co polskie i patriotyczne odniosło w stolicy Węgier spektakularny sukces.

Beata Stragierowicz, kustosz w Gabinecie Dokumentów MNWr
16 czerwca 2021

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print