Intrygujące!
„Przyjaźń, śmierć i sanatorium”

Marta Derejczyk

Budynek sanatorium Bukowiec otacza ciemność. Kamienne ściany jaskini, w otchłani której się znalazł, zaciskają się, strasząc stalaktytami obrastającymi sklepienie. Przypominają ostre kły groźnych drapieżników. To nie tylko zwykłe złudzenie – po bliższym przyjrzeniu się dostrzegamy, że ściany jaskini tworzą nie skały, a cielska szczerzących zęby potworów.

Inna scena: sanatorium otacza egzotyczna dżungla, pełna owoców i barwnego ptactwa. Przed budynkiem za chwilę stoczą walkę trzy smoki, w tym jeden dwugłowy.
Kolejny obraz: sanatorium jest pod wodą, obrastają je wodorosty i koralowce. Wokół budynku pływają ogromne ryby, konik morski, spoglądający zza wielkiej muszli sięga głową na wysokość trzeciego piętra.

W taki fantastyczny sposób Bukowiec przedstawiał nieprofesjonalny twórca Brunon Podjaski. Przyszło mu spędzić w tym miejscu trzydzieści lat życia. Budynek i jego otoczenie stały się dla niego w tym okresie mikrokosmosem, w którym zamknąć się może cały świat. Tu spotyka człowieka szczęście, ale i ból oraz cierpienie, walczą ze sobą siły dobra i zła. Sanatorium to organizm, ciało które żyje, oddycha, choruje, umiera.

Brunon Podjaski urodził się w 1915 roku w Linowcu koło Stargardu Gdańskiego na Kociewiu. Po ukończeniu pięciu klas szkoły powszechnej rozpoczął naukę zawodu kaflarza, wolał jednak być ogrodnikiem. Rozpoczął więc pracę w gospodarstwie rolnym.
W 1938 roku zostaje powołany do wojska. Jego wojenne losy są bardzo burzliwe: uczestniczy w kampanii wrześniowej, po bitwie nad Bzurą jego dywizja próbuje się przebić na odsiecz Warszawie. Podjaski trafia do niewoli, z której ucieka. W 1941 roku zostaje wcielony do armii niemieckiej i wysłany do Francji a następnie na front wschodni. Nie chce walczyć, prosi więc kolegę, aby ten przestrzelił mu rękę. Po wyleczeniu zostaje jednak znów skierowany do walki, dezerteruje więc i oddaje się do niewoli radzieckiej. Pracuje między innymi w fabrykach w Zaporożu i to prawdopodobnie tam zaraża się gruźlicą płuc.

Na leczenie w sanatorium Bukowiec w Kowarach koło Jeleniej Góry zostaje skierowany w 1949 roku. Po dwóch operacjach zostaje uznany za wyleczonego. Zostaje jednak w sanatorium jako pracownik. Zimą jest palaczem, latem ogrodnikiem. W Bukowcu spotyka człowieka, który odmienia jego życie – w tym samym czasie przebywa tam Józef Gielniak, którego krótkie, lecz intensywne życie twórcze związało się z tym samym miejscem.

Pod wpływem przyjaźni z Gielniakiem Podjaski zaczął malować. Początkowo akwarele, później używa już głównie farb olejnych. Po śmierci przyjaciela w 1972 roku tworzy najbardziej mroczny i przejmujący cykl obrazów, w którym dominują motywy choroby i śmierci.

W obrazach Podjaskiego, podobnie jak w linorytach Józefa Gielniaka, sanatorium czasami przejmuje natura, zarastają je drzewa i coraz bujniejsza roślinność, innym razem budynek składa się z miękkich tkanek, jak ludzkie ciało, pod którego skórą przeprowadzane są procedury medyczne. Delikatne, misterne grafiki Gielniaka coraz bardziej odrealniały świat postrzegany ludzkimi zmysłami, rozbijając go na coraz mniejsze atomy, unosząc w nadmaterialny świat ducha. W obrazach Podjaskiego dominuje materia organiczna, fantastyczne wizje są zawsze cielesne, zmysłowe. Ból wyrażają walczące potwory, śmierć zabiera w otchłań ciemnej, wilgotnej jaskini.

Brunon Podjaski opuścił Bukowiec w 1977 roku. Zamieszkał w Lubinie, gdzie podjął pracę ogrodnika w zakładach górniczych. Maluje nadal, również po przejściu na emeryturę, jednak to obrazy z okresu, kiedy mieszkał w sanatorium, uznaje się za najważniejsze w jego twórczości. Umiera w 1988 roku, zostaje pochowany na starym cmentarzu w Lubinie.

Świat przypomniał sobie o Podjaskim 30 lat po śmierci artysty, kiedy w 2018 roku odnaleziono w jednej z piwnic w lubińskim bloku jego prace. Trzymała je tam przez prawie 20 lat nieświadoma ich wartości sąsiadka, która otrzymała je kiedyś od przyjaciółki Podjaskiego, ta z kolei pozbywała się niepotrzebnych jej już rzeczy, porządkując swoje sprawy przed śmiercią. Odnalezionymi obrazami zainteresowały się galerie i muzea z Amsterdamu, Londynu i Rzymu, a ich wartość wstępnie oszacowano na co najmniej 200 tys. zł. Obecnie toczy się sprawa sądowa mająca na celu ustalenie praw do własności odnalezionych dzieł.

Tymczasem, przebywając w domu, warto poszukać artysty w sobie. Dla chętnych zadanie, które przygotowała nie tylko dla dzieci moja muzealna koleżanka Olga Budzan – karta pracy do samodzielnego wykonania. Więcej wyzwań polecam tutaj ➸

Marta Derejczyk, adiunktka w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu
17 marca 2021

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print