Intrygujące!
„Moda 1926” [cz. I]

Małgorzata Możdżyńska-Nawotka

Choć zachowała się dokumentacja fotograficzna przygotowań do wystawy „Schlesische Malerei und Plastik des Mittelalters”, nie znamy jednak żadnych zdjęć z jej otwarcia ani pokazujących odwiedzających ją gości sto lat temu. Musimy zatem odwołać się do wyobraźni – i wiedzy o modzie tego czasu.

Zachowane licznie ubiory i akcesoria dostarczają tylko części informacji potrzebnych, by uchwycić tę ulotną jakość, jaką jest estetyczny wyraz stroju, na który składa się sposób jego noszenia i prezentacji, postawa i gestykulacja, makijaż i fryzury. Wskazówek szukać możemy w źródłach ikonograficznych i dziełach plastycznych. W zbiorach malarstwa Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajdziemy zarówno ubiory i akcesoria mody z tego okresu, jak i ciekawe dzieła przybliżające nam styl epoki.

Jak wyglądała publiczność na otwarciu wielkiej wystawy sztuki średniowiecznej we Wrocławiu w 1926 roku?

Zdjęcia z planu filmowego spotu „Zatrać się w średniowieczu”

Moda kobieca lat dwudziestych XX w.

Lato roku 1926 – bardzo interesującego w historii mody… Za moment, w październikowym wydaniu „Vogue”, Chanel zaprezentuje skromną i wielofunkcyjną sukienkę – „małą czarną”. Pierwsza wojna światowa zakończyła się osiem lat wcześniej. Przyniosła rewolucję obyczajową, w zasadniczy sposób zmieniającą styl życia oraz sytuację społeczną i ekonomiczną, zwłaszcza kobiet – i w konsekwencji modę kobiecą.

Podczas wojny wiele kobiet po raz pierwszy podjęło pracę zawodową, zastępując nieobecnych mężczyzn. Ubiory z konieczności stały się bardziej funkcjonalne – luźniejsze, o prostszym kroju, w ciemnych, praktycznych kolorach. Podejmowane przez wielkich krawców tuż po wojnie próby wskrzeszenia przedwojennej mody zakończyły się niepowodzeniem: kobiety odmówiły powrotu do krągłości modelowanych gorsetem i ubioru skomponowanego wokół ściśniętej talii.

Na początku lat dwudziestych utrzymywała się charakterystyczna dla czasów wojny luźność i obwisłość. Ubiory o prostej linii swobodnie spływały z ramion. Po okresie wahań i niepewności, w połowie dekady moda kobieca zdecydowanie wkroczyła w nowoczesność.

Patrząc na obraz Modelka Alfonsa Karpińskiego z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu widzimy kwintesencję pełnego wigoru stylu lat dwudziestych – letnia sukienka o prostym kroju, odsłonięte do kolan nogi w cienkich jedwabnych pończochach i nasunięty na oczy kapelusz „kask”. To, co uważamy za charakterystyczny nowoczesny „look” dekady, to właśnie moda jej środkowych lat. Sukienki i spódnice stawały się coraz krótsze, po raz pierwszy odsłaniając łydkę – była to prawdziwa rewolucja w damskiej modzie.

Kontrastujące aplikacje zdobiące prostą, krótką sukienkę nawiązują do stylu Art Deco. Asymetryczna fryzura odsłania szyję, co podkreślają długie wiszące kolczyki. Pantofle na obcasie mają owalne noski i charakterystyczny dla epoki przód z paskiem w kształcie litery „T”, dzięki czemu świetnie trzymają się na stopie podczas energicznego spaceru, a nawet tańca.

Dla wielu młodych kobiet wzorem stała się „chłopczyca”, spopularyzowana przez wydaną w 1922 r. poczytną powieść La garçonne autorstwa Victora Margueritta. Modna w połowie dekady chłopięca sylwetka o smukłych biodrach i małych piersiach oraz krótsza, uproszczona linia sukni-koszulki o obniżonym stanie harmonizowały z tym młodzieńczym wizerunkiem, którego dopełniała krótka fryzura i kapelusik w formie przylegającego kasku z niewielkim rondkiem. Kobieta bez kapelusza uchodziła bowiem nadal za niekompletnie ubraną.

Nowoczesny makijaż staje się w latach dwudziestych podobny do farb, których używali awangardowi artyści nie w celu odtworzenia rzeczywistości, lecz dla stworzenia abstrakcyjnej kompozycji.

Nowej modzie na smukłe ciało sprzyjało to, że kobiety zaczęły uczestniczyć w życiu publicznym i pracować zawodowo, a także rosnąca popularność sportów. Ciało, którego wygląd sugerował aktywny styl życia, stało się nieodzownym warunkiem elegancji. Na upowszechnienie się krótszych spódnic wpływ wywarła moda tenisowa lansowana przez sławną zawodniczkę Susanne Lenglen, która ubierała się u francuskiego projektanta Jeana Patou. Lenglen występowała w białej sukience do kolan, z zapewniającą swobodę ruchów plisowaną spódniczką, i w opasce na włosach.

Sportowe fasony promowała także Chanel: w połowie dekady zaproponowała nową wersję kostiumu, która bardzo szybko zdobyła popularność ze względu na wygodę i wielofunkcyjność. Uszyty z miękkiej tkaniny lub dzianiny kostium składał się ze spódniczki plisowanej lub wąskiej z kontrafałdą z tyłu i luźnego żakietu-blezera bez kołnierza oraz jedwabnej bluzki-kasaka, noszonej na wierzch spódnicy i przepasanej na biodrach. Jego stonowany koloryt (na lato odcienie kremu, jasnego beżu i pasku) ożywiała noszona z nonszalancją biżuteria – prawdziwa lub sztuczna.

Typowy dla lat dwudziestych kapelusz „klosz”, nawiązujący do wojskowego hełmu, był ceniony za twarzowość, prostotę i wielofunkcyjność, tworzył idealną całość zarówno z okryciem, jak suknią.

Lata dwudzieste to okres prosperity i ekstrawaganckiej konsumpcji oraz nowych form rozrywki, co znalazło odzwierciedlenie w sukniach przeznaczonych na przyjęcia, dancingi i do klubów nocnych, gdzie grano jazz i tańczono nowe tańce: fokstrota, shimmy i charlestona.

Dynamiczne tańce wymagały sportowej kondycji i swobody ruchów, a dyktując stosunkowo proste fasony sukienek, sprzyjały wykorzystaniu luksusowych tkanin: metalicznych lam, barwnych koronek, szyfonów, atlasów. Preferowano gładkie materie, na których wspaniale prezentowały się motywy haftowane złotą lub srebrną nicią, cekinami, a także drżące w takt ruchów pióra i frędzle.

Najbardziej charakterystyczną suknią wieczorową była krótka koszulka, wydekoltowana, często tylko na cienkich ramiączkach, uszyta z szyfonu lub tiulu, haftowana koralikami lub cekinami i noszona na jedwabna halkę w tym samym lub kontrastującym kolorze (albo w kolorze skóry, co sugerowało nagość pod cienką materią). Typowym przykładem jest suknia-koszulka na ramiączkach, wyszywana czarnymi koralikami i cekinami.

Musimy jednak pamiętać, że radykalnie skróciły spódnice kobiety młodsze i odważniejsze, podczas gdy te starsze, mniej śmiałe czy niezainteresowane modą, pozostały przy sukienkach o prostym kroju, ale dłuższych, charakterystycznych dla mody pierwszej połowy lat dwudziestych. Dla pań usposobionych bardziej nostalgicznie, romantyczną alternatywą dla stylu „chłopczycy” były dłuższe, falbaniaste suknie-krynolinki i malownicze kapelusze o większym rondku, przybrane kwiatami.

W roku 1925 w Paryżu zorganizowano wystawę sztuki dekoracyjnej „L’exposition Internationale des Arts Decoratifs et Industriels Modernes”, która dała nazwę stylowi Art Deco. Zaprezentowano na niej także awangardowe kierunki w sztuce: kubizm, fowizm, futuryzm, dadaizm. Nowe formy oddziałują na modę, znajdując odbicie zarówno w geometryzacji fasonu sukni i jej dekoracji oraz wzorach tkanin.

Kreatorzy mody proponują modele o śmiałych zestawieniach kolorystycznych. Suknie codzienne, o prostej górze i obniżonym stanie, ze spódniczką plisowaną lub układaną w fałdy, są oparte na formie prostokąta o geometrycznych podziałach, podkreślających płaszczyznową kompozycję przodu i tyłu sylwetki. Obok stonowanych barw pojawiają się letnie sukienki w żywych kolorach i graficzne wzory tkanin.

Bardzo modnym dodatkiem w latach dwudziestych były ożywiające proste sukienki duże barwne szale.

W 1926 r. prosta linia sukni-koszulki z obniżonym stanem została urozmaicona przez lekkie wyrzucenie góry i zbluzowanie jej na biodrach nad paskiem oraz leżące kołnierze, żaboty i plisowania. Zapowiadało to ewolucję ku miększej sylwetce drugiej połowy dekady.

Sztuka abstrakcyjna i spojrzenie filmowej kamery (to wszak okres burzliwego rozwoju kina) przyczyniają się do uczynienia z kosmetyki rodzaju dekoracyjnej sztuki graficznej. Najśmielsze panie zaczynają jawnie używać szminki, lakieru do paznokci, czarnego tuszu do rzęs i ołówka do oczu.

Palenie papierosów przez kobiety stało się modne w kręgach bohemy i choć nadal uchodziło za czynność skandalizującą, doczekało się atrakcyjnej oprawy w postaci eleganckich papierośnic i długich cygaretek.

Samochód stanowił rzadkość, a automobilowe ubiory i akcesoria były nie tylko modne, ale też stanowiły symbol nowoczesności i zamożności. „… każda z pań wybierających się w daleką, czy bliską podróż samochodową, otuli przede wszystkim główkę swoją w szczelnie przylegającą czapeczkę, zaopatrzoną w niewielkie boczne otworki, umieszczone na klapkach, spinanych pod brodą…” („Kobieta w Świecie i w Domu”, październik 1928).

Rewolucyjnym wynalazkiem była zaprezentowana przez Chanel w 1926 r. „mała czarna”: prosta, dopasowana sukienka z czarnej krepy, z długimi rękawami i małym wycięciem przy szyi. „Oto jest ford sygnowany przez Chanel” – obwieszcza „Vogue” (nawiązując do sławnego modelu T, dostępnego w fabryce Forda w każdym kolorze, pod warunkiem, że był czarny): model funkcjonalny, bezosobowy, o kroju i dekoracji maksymalnie uproszczonej. 

Chanel wydawała się wcielać w życie modernistyczny program, eliminując wszelkie marnotrawstwo i nadmiar, w samym centrum świata mody, z natury skłonnego do przesady. W wersji bardziej strojnej, koktajlowej, szytej z jedwabiu, szyfonu czy cienkiej żorżety wełnianej, sukienka ma większy dekolt i krótkie rękawki albo w ogóle jest ich pozbawiona.

Przy całej swej skromności „mała czarna” powinna oznaczać się znakomitym krojem i najwyższej jakości tkaniną. Stanowi prawdziwy test kunsztu projektanta i krawca. Ten „ubogi luksus” drogo kosztował, czemu dziwi się dziadek powieściowej skandalistki Marjorie Ferrar: „Twoja babka – powiedział – wydawała przeciętnie piątą część tego co ty na suknie, które wymagały przeciętnie pięć razy więcej materiału. Obecnie nic prawie na sobie nie macie, a kosztuje to Bóg wie ile. – Im mniej materiału, dziadku, tym lepiej musi być uszyte” (John Galsworthy, Saga rodu Forsyte’ów [Nowoczesna komedia. Srebrna łyżka], 1926).

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych dokonuje się ewolucja od mody podkreślającej płaszczyznową kompozycję przodu i tyłu sylwetki do ubioru modelującego figurę i akcentującego jej trójwymiarową kompozycję; od sukni swobodnie spływającej z ramion do skomplikowanego kroju uwydatniającego płynną artykulację sylwetki i wprowadzającego efekt spiralnego ruchu. Odwróceniu ulegają także proporcje między górą a dołem: spódnica wydłuża się, stan zaś skraca.

Charakterystyczne dla nowoczesnego podejścia było dopasowanie typu i fasonu bielizny do indywidualnych cech figury. W teorii gorset nie był już wymagany, ale panie, którym zależało na uwysmukleniu bioder uciekały się do półgorsetu sięgającego od talii do połowy uda, który dodatkowo pełnił funkcję pasa do pończoch.

W okresie przejściowym (1929–1932) fantazyjne cięcia i stebnowania imitują obniżoną linię stanu, ale talia znajduje się już w naturalnym położeniu. Tak jakby moda nie mogła się zdecydować, sukienki miewają stan zaznaczony w dwóch miejscach jednocześnie przez cięcia w talii i na biodrach, poniżej linii bioder zaś doszyta jest spódnica.

Na fali japonizmu modnego w 2. połowie XIX w. japońskie kimono pojawiło się jako kobiecy negliż, początkowo w kręgach artystycznych, aby w okresie międzywojennym znaleźć miejsce w garderobie umiarkowanie modnej przeciętnej kobiety. „Letnie kimono – najładniejsze z wzorzystej satynki, o skomplikowanych kwietnych deseniach, podbite jednokolorową satyną, która służy jednocześnie za przybranie – wygląda nad wyraz efektownie, jeżeli zrobimy go z charakterystycznymi japońskimi rękawami, które tak ślicznie uwydatniają harmonijne ruchy rąk, a równocześnie służą za bardzo wygodne, przepaściste kieszenie” („Kobieta w Świecie i w Domu”, marzec 1929).

Zjawiskiem o długofalowych i rewolucyjnych konsekwencjach było zaadoptowanie przez kobiety spodni. W latach dwudziestych pojawiły się w formie rekreacyjnej pidżamy przeznaczonej do relaksowania się w domu lub sportowej pidżamy plażowej i spodni jachtingowych. „Negliż w całej swej kokieteryjnej krasie […] przeżył się wraz z przedwojennym typem pani, cierpiącej na nadmiar czasu. Dzisiejszy, koniecznością chwili i wskazaniami mody zmodernizowany, służy kobiecie, która wprowadziła w życie zasadę „czas – to pieniądz”. Dlatego też odpadły od negliżu koronki, wstążki, falbany, riusze i treny, a z powłóczystej szaty przedzierzgnął się w swobodną, nie tamującą ruchów, pyjamę […] typ egzotycznego negliżu, łączący w sobie wygodę i prostotę…” („Kobieta w Świecie i w Domu”, lipiec 1931).

Zmianom obyczajowym w latach dwudziestych towarzyszyło zmniejszenie się liczby typów sukien i uproszczenie odzieżowej etykiety: w miejsce strojów i dodatków o przeznaczeniu bardzo szczegółowym pojawiają się ubiory wielofunkcyjne, jak wspomniany wyżej kostium, oraz możliwość zmiany charakteru sukni z codziennej na wizytową przez odpowiedni dobór dodatków.

Ważną rolę odgrywała odpowiednia torebka – na dzień prostokątna skórzana kopertówka, na wieczór – ozdobna torebeczka na łańcuszku, z metalicznej skórki lub blaszek, z błyszczącej tkaniny albo zdobiona koralikami. „Torebka modna i dobrana do stroju jest koniecznym jego uzupełnieniem. Elegantki paryskie do każdej toalety noszą inną torebkę i inne rękawiczki; nie posuwając się tak daleko, trzeba jednak harmonizować krój torebki z krojem sukni i rękawiczek. Do sukni angielskiej [sportowej] i rękawiczek z mankietem muszkieterskim nie weźmiemy np. torebki z brokatu; na ogół rzadko ta sama torebka nadaje się zarówno przed, jak i po południu” („Kobieta w Świecie i w Domu”, wrzesień 1928).

Prostą geometryczną formę kopertówki ożywia wybór egzotycznej skóry i ozdoba zamka w korespondującym kształcie rzeźbionej jaszczurki. Wśród skór, używanych na torebki, „ostatnim krzykiem” jest skóra rekina: węże, krokodyle i jaszczurki tworzą śliczne efekty, są jednak kosztowne i nie dla każdego z nas dostępne, a w imitacji zatraca się łatwo cechy prawdziwego wykwintu” („Kobieta w Świecie i w Domu”, lipiec 1929).

Uproszczenie i standaryzacja form ubiorów, nadających się do szybkiego i taniego kopiowania, przyczyniają się do postępującej demokratyzacji mody. Ponieważ większość fasonów mogła być noszona zarówno przez kobiety młode, jak i starsze, zanikało zróżnicowanie ubioru w zależności od wieku i stanu cywilnego kobiety, tak charakterystyczne dla poprzedniego stulecia.

dr Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, kustoszka Działu Tkanin i Ubiorów MNWr
1 sierpnia 2026

Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸

 

print