Czterostrunowa berda

berdaPrzemierzając muzealne sale, zawsze zastanawiam się, jakie dzieje mają poszczególne prezentowane tam eksponaty. Wyobrażam sobie, ile kilometrów przejechały, komu i do czego służyły?

Muzyka zawsze była mi bliska, przez lata grałam w zespołach muzycznych. Moim ulubionym instrumentem jest viola da gamba, wydająca przyjemne, kojące, miękkie dźwięki. Najwspanialej gra na niej mistrz Jordi Savall.
Viola da gamba jest instrumentem strunowym (obecnie najczęściej siedmiostrunowym), kształtem przypominającym wiolonczelę. Często ma ozdobną główkę wyrzeźbioną w zwierzęcą formę czy kobiecą twarz.

I tak, przechadzając się przez muzealne sale, natrafiłam na instrument większy, bardziej majestatyczny, ale w jakiś sposób przypominający ukochaną violę.
Niedawno instrumenty zgromadzone w zbiorach Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu można było podziwiać na ekspozycji „Instrumentarium tradycyjne”. Prezentowane były: przedwojenna dolnośląska pozytywka, trombity (z okolic Jeleniej Góry), przywiezione z okolic Wilna cymbały, a także gliniane okaryny, gwizdki w kształcie ptaszków i innych zabawnych figurek.
Obok stały popularne na Bałkanach strunowe instrumenty szarpane, zaliczane do tzw. tamburic: bulgaria, prim i, wspomniana przeze mnie, okazała berda, która trafiła do Polski w 1946 r.

Po II wojnie światowej z terenów dzisiejszej Bośni i Hercegowiny na mocy międzypaństwowych porozumień na Dolny Śląsk przyjechało prawie 15 tysięcy Polaków, którzy osiedlili się głównie w powiecie bolesławieckim i w wybranych gminach powiatów z nim sąsiadujących (lwóweckim, złotoryjskim, szprotawskim). Do niedawna te instrumenty były jeszcze używane właśnie w okolicy Bolesławca.

Czterostrunowa wielka berda zawsze przywodzi mi na myśl violę da gamba. Wyobrażam sobie, ile pięknych dźwięków musiała wydać berda zanim trafiła do Muzeum.

Paulina Popiół, Dział Reklamy i Marketingu Muzeum Narodowego we Wrocławiu

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸

 

print