Bez kleju ani rusz…

Wystawa czasowa „Naprawiacze” ➸ w Muzeum Etnograficznym to inspiracja i przyszłe pole do popisu dla tych wszystkich, którym nieobojętny jest ekologiczny tryb życia. W drugiej części cyklu poświęconego współczesnym naprawiaczom słów kilka o „bohaterach zlepiania”.

Bez kleju ani rusz. Oprócz preparatu WD-40 to jedna z najbardziej niezbędnych rzeczy w garażu, składziku czy pawlaczu każdej naprawiaczki i naprawiacza.

Dawniej do wytworzenia kleju używano gotowanych skór i kości zwierzęcych, smoły, żywic, mąki oraz innych substancji pochodzenia naturalnego. Warto tu wspomnieć, że wieloelementowe wielobarwne wycinanki łowickie były klejone klajstrem zrobionym z gotowanej mąki żytniej wymieszanej z wodą.

Oprócz dobrego kleju, jeśli chcemy naprawić potłuczone naczynie, potrzebujemy także stabilnych rąk i cierpliwości. Talerz prezentowany na poniższym zdjęciu został sklejony przez mojego ukochanego dziadka Andrzeja Nieczajewa.

Pamiętam go nachylonego nad skorupami wazonów, kawałkami talerzy, połamanymi oprawkami okularów i innymi mniej lub bardziej praktycznymi potłuczonymi przedmiotami. Dziadek kleił każdy w wielkim skupieniu, powolutku łącząc fragmenty. Traktował tę pracę bardzo poważnie. Jej owoce nie były zachwycające i na pewno nieproporcjonalne do stopnia zaangażowania. Talerz z alpejskim widoczkiem przedstawia jego ulubiony rodzaj pejzażu. Wisiał obok innych, równie „ważnych” talerzy, przedstawiających m.in. rodzinne miasteczko, bramę Wersalu, aleję porośniętą drzewami. Po latach widzę w tym przedmiocie i w całej jego niedoskonałości pamiątkę po człowieku, który miał ogromny szacunek do wspomnień i rzeczy.

Jeśli chcecie skleić talerz, uwydatniając szlachetną bliznę, jaka się na nim odcisnęła po przebytej „przygodzie”, możecie skorzystać z tradycyjnej techniki naprawiania porcelany – kintsugi.

Kintsugi (z jap. dosł. „złote łączenie”) to japońska sztuka naprawiania potłuczonych naczyń ceramicznych przy pomocy laki, czyli żywicy pozyskiwanej z sumaka lakowego, zmieszanej ze sproszkowanymi metalami, takimi jak złoto, srebro, platyna, miedź lub brąz. Jest to technika pracochłonna i kosztowna, dlatego jej wykorzystanie nigdy nie było powszechne. Dawniej naprawiano przy jej pomocy jedynie najcenniejsze przedmioty, mające również dla właściciela znaczenie sentymentalne. W technice kintsugi kryje się idea filozofii wabi-sabi, czyli „szlachetnego ubóstwa”. Estetyka na niej oparta akceptuje przemijalność i niedoskonałość przedmiotu, czego kintsugi jest jednym z ucieleśnień.

Praca nad reperacją ceramiki metodą kintsugi jest kilkuetapowa i może trwać nawet parę tygodni. Jeśli nie ma się tyle czasu, nie ma się laki i sproszkowanego złota, a chce się naprawić rozbite naczynie, można ułatwić sobie pracę, kupując dwuskładnikowy klej epoksydowy oraz złotą farbę.

Przed rozpoczęciem pracy pamiętajcie o odtłuszczeniu naczynia, szczególnie jego brzegów, gdzie nakładany będzie klej. Następnie przy pomocy drewnianej szpatułki, np. patyczka po lodzie, wymieszajcie ze sobą oba składniki kleju wedle instrukcji umieszczonej na opakowaniu.

Jeśli naczynie, które kleisz, jest przeznaczone do serwowania jedzenia, użyj kleju i farby posiadających stosowne atesty. Pomału sklejaj ze sobą odłamki. Gdy klej wyschnie, można pokryć go złotą farbą.

Na wystawie „Naprawiacze” zobaczyć można prace wykonane w takiej technice przez Emilę Musiał. Artystka wraz z katalończykiem Sergi Pahissą tworzą projekt CrashRaku – jest to twórcze przerobienie klasycznej techniki naprawczej.

Tymi słowami autorka opisuje proces twórczy: „Początek jest prosty. Na kole garncarskim powstaje klasyczna forma dużego dzbana. Wypalamy go w nietypowym piecu, często przygotowanym specjalnie na tę okazję. Taki elegancki biały biskwit idzie pod młot. Zostaje rozbity na wiele kawałków, zmienia się w gruz.
Normalnie byłby to jego koniec. My natomiast odzyskujemy wszystkie części naczynia i każdą z nich traktujemy jako osobną pracę. Każda rozpoczyna swoją indywidualną przygodę i przechodzi przez wypał dekoracyjny. Różne techniki, różne temperatury, różne materiały…, niektóre ja, niektóre on. Dzięki temu każdy fragment zyskuje swój niepowtarzalny charakter. Zebrane razem z pozoru tworzą chaos. Lecz gdy zaczynamy proces rekonstrukcji, gdy łączymy ze sobą kolejne elementy i powoli ujawnia się pierwotna forma, wszystko nabiera sensu.
Dzban powstaje na nowo. Połączenia między poszczególnymi fragmentami dekorujemy złotem, by podkreślić i uszlachetnić ich zjednoczenie. Znów powracamy do jedności. Tym razem bogatej i urozmaiconej”.

W niedoskonałości można dostrzec piękno. ↡ Oto ściana naprawiona przez wrocławską graficzkę Iwonę Jarosz (Yes in Progress).

Klej to naprawdę cudowny wynalazek!

Olga Budzan, kuratorka wystawy „Naprawiacze” w Muzeum Etnograficznym ➸

#zoom_na_muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸
 

print