Choć zachowała się dokumentacja fotograficzna przygotowań do wystawy „Schlesische Malerei und Plastik des Mittelalters”, nie znamy jednak żadnych zdjęć z jej otwarcia ani pokazujących odwiedzających ją gości sto lat temu. Musimy zatem odwołać się do wyobraźni – i wiedzy o modzie tego czasu.
Zachowane licznie ubiory i akcesoria dostarczają tylko części informacji potrzebnych, by uchwycić tę ulotną jakość, jaką jest estetyczny wyraz stroju, na który składa się sposób jego noszenia i prezentacji, postawa i gestykulacja, makijaż i fryzury. Wskazówek szukać możemy w źródłach ikonograficznych i dziełach plastycznych. W zbiorach malarstwa Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajdziemy zarówno ubiory i akcesoria mody z tego okresu, jak i ciekawe dzieła przybliżające nam styl epoki.
Jak wyglądała publiczność na otwarciu wielkiej wystawy sztuki średniowiecznej we Wrocławiu w 1926 roku?
Zdjęcia z planu filmowego spotu „Zatrać się w średniowieczu”
Moda męska lat dwudziestych XX w.
Zmiany w ubiorach męskich – już przed wojną bardziej od kobiecych zuniformizowanych i funkcjonalnych – były powolniejsze i mniej dramatyczne, ale zmierzały w podobnym kierunku.
Przedwojenna odzieżowa etykieta uległa rozluźnieniu: frak był zarezerwowany na uroczyste okazje wieczorowe. Formalny strój dzienny składał się z jednorzędowego żakietu „jaskółki” o zaokrąglonych połach i sztuczkowych spodni.
Wybitny artysta stoi w swojej pracowni, na tle szaroniebieskiego płóciennego parawanu, który stanowi neutralne tło dla jego postawnej sylwetki i pozy nieco nonszalanckiej, wyrażającej pewność siebie. Ubrany jest w ciemnoniebieski garnitur. Gdyby nie nieco dziś staroświecka biała kamizelka, stojący kołnierzyk koszuli i stylowy kapelusz, mielibyśmy trudności z datowaniem portretu według stroju – tak nowoczesny, a zarazem klasyczny jest krój garnituru.
Na większość wieczornych przyjęć wystarczał garnitur smokingowy. Smoking – czyli bardziej swobodna od fraka marynarka z czarnej wełny, z szalowym kołnierzem wykończonym czarnym atłasem – pojawił się już w latach 80. XIX w. na mniej oficjalnych przyjęciach, zrazu tylko w męskim gronie. Smoking noszono rozpięty, z czarną kamizelką i czarną muszką. W letnim sezonie czy w kurorcie kamizelkę mógł zastąpić pełniący podobną funkcję – czyli zasłonięcie miejsca wpuszczenia koszuli do spodni – ozdobny pas cummerbund z czarnej tkaniny jedwabnej układanej w horyzontalne plisy (zapożyczony z ubiorów wschodnich przez brytyjskich oficerów służących w Indiach).
Malarz, profesor wrocławskiej Akademii, w swobodnej pozie, z cygarem w ręku, w ogrodzie. Brązowy kolor garnituru harmonizuje z otoczeniem.
Standardowym ubiorem miejskim – już od przełomu wieków – był trzyczęściowy garnitur z wełnianej tkaniny, latem – z cienkiej, w jasnych kolorach. W okolicznościach rekreacyjno-wiejskich garnitur mógł nawet być lniany. W pierwszej połowie lat dwudziestych marynarkę jednorzędową lub dwurzędową, lekko dopasowaną i z talią nieco podwyższoną, zapinano wysoko, na dwa lub trzy guziki. Ramiona były wąskie i zaokrąglone, a klapy krótkie.
Upowszechniły się mankiety w spodniach, wcześniej dopuszczalne tylko w ubiorach sportowych. Spodnie szyto z podwyższonym stanem i zaprasowanym kantem, wąskie i krótkie: mankiet kończył się powyżej kostki.
Kamizelka, uszyta z tej samej tkaniny co spodnie i marynarka, a do garnitury letniego czasem z kremowej bawełnianej piki, zapinała się na pięć guzików. Jednak w połowie dekady sylwetka zaczęła się zmieniać: marynarka wydłużała się i stawała obszerniejsza, miała szersze ramiona i talię mniej dopasowaną, w naturalnym położeniu. Spodnie także zaczęto kroić dłuższe i szersze, z zakładkami w talii.
Lniane ubiory stały się modne na początku XX w. Miały przeznaczenie i charakter wyraźnie sportowy lub wakacyjny, wiejski, nostalgiczny i demokratyczny”, a zarazem nowoczesny, postępowy i elitarny. Sygnalizowały wysoki status społeczny osób mogących pozwolić sobie na ekskluzywne formy rekreacji i służbę. Kolory były jasne, dominowała biel, a „szlachetnie” gniecie się tylko len uprzednio starannie wyprasowany. W okresie międzywojennym w fasonach bardziej eleganckich len wkroczył także na ulice miast.
Na mniej formalne okazje służyła sportowa marynarka i spodnie z szarej flaneli. Wygodnym ubiorem sportowym była marynarka z tweedu i krótkie spodnie-pumpy, o nogawkach ujętych pod kolanem w obcisły mankiet. Marynarkę zastąpić mógł rozpinany sweter lub dziany pulower z szalowym kołnierzem.
Nowoczesny ideał sportowej męskiej elegancji został wymodelowany precyzyjnym krojem w gładkiej, matowej wełnie, ożywiony kontrastem jasnych i ciemniejszych partii ubioru. Męskie ciało wchodzi z ubiorem w interakcję nacechowaną nonszalancką swobodą, która wymagała precyzyjnego kroju perfekcyjnie dopasowanego do indywidualnej sylwetki.
Modnej fryzurze – nieco dłuższej niż w latach wojny, z przedziałkiem i gładko zaczesanymi włosami – połysk nadawała pomada (brylantyna). W nakryciach głowy – podobnie jak w ubiorach – zaznaczała się tendencja do wyboru mniej formalnych fasonów. Najpopularniejszy był homburg, wprowadzony już w latach 80. XIX w. kapelusz filcowy z niewielkim rondkiem i charakterystycznym załamaniem główki.
Podobną, choć miększą i bardziej swobodną fedorę (ikoniczny kapelusz Indiany Jonesa) preferowali panowie o bardziej artystycznym czy sportowym guście, podczas gdy przedstawiciele konserwatywnych profesji, jak bankierzy i prawnicy, wybierali sztywny melonik z półokrągłą główką.
Melonik zrobił także karierę filmową: w prześmiewczy sposób na srebrnym ekranie nosili go bohaterowie slapstickowych komedii grani przez Charliego Chaplina oraz Laurela i Hardy’ego (Flipa i Flapa). Na najbardziej uroczyste okazje służył cylinder, najczęściej w formie składanego szapoklaka. Latem noszono panamy z lekkiej południowo-amerykańskiej słomki i słomkowe „marynarskie” kapelusze (boater). Ubiory sportowe uzupełniały czapki z daszkiem.
Trzewiki z wysokimi cholewkami ustąpiły butom płytkim, sznurowanym. Także ulubione przez elegantów kamaszki (getry) robiono płytkie, okrywające tylko górę stopy i kostkę. W pierwszej połowie lat dwudziestych Noski obuwia były lekko zaokrąglone, a pod koniec dekady bardziej kwadratowe.
Męskie getry z grubego kremowego sukna, zapinane na zatrzaski, ze strzemiączkiem. Stanowiły atrybut nienagannej elegancji.
Nowością nawiązującą do stylu Art Deco dramatycznym kontrastem bieli i czerni lub brązu były dwukolorowe sznurowane buty, tzw. spectators. Wraz ze skróceniem cholewki skarpetki stały się bardziej widoczne i pojawiły się na nich dyskretne wzorki. Podkolanówki noszone do pump zdobiła kratka lub wzory z przenikających się rombów.
W latach dwudziestych koszule dzienne miały przeważnie wąską stójkę z dziurkami na guziki oraz osobny przypinany kołnierzyk. Nadal używano łatwych w czyszczeniu kołnierzyków z celuloidu lub kołnierzyków płóciennych, krochmalonych. Koszula do stroju wieczorowego miała mankiety podwójnej szerokości, zawijane, na przodzie zaś owalny plastron, a zamiast guzików – trzy pary dziurek, rozmieszczonych po obu stronach rozcięcia, w które wkładano specjalne spinki, stanowiące komplet ze spinkami do mankietów. W pierwszej połowie dekady, gdy kamizelki i marynarki zapinały się wysoko, krawaty były dość krótkie, potem wydłużyły się.
W upalne dni coraz częściej rezygnowano z kamizelki, a wówczas pojawiał się problem: co zrobić z zegarkiem? Próbowano dwóch rozwiązań, wkładając zegarek na krótkiej dewizce do kieszonki na piersiach marynarki lub na przodzie spodni. W pierwszym przypadku dewizka kończyła się metalowym guzikiem przypinanym do butonierki, w drugim – metalową „szlufką” zakładaną na pasek do spodni i często stanowiącą komplet z klamrą paska. Coraz większą popularnością cieszyły się jednak zegarki na rękę wprowadzone w czasie wojny dla oficerów brytyjskich – które stopniowo wyparły zegarki kieszonkowe.
dr Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, kustoszka Działu Tkanin i Ubiorów MNWr
5 sierpnia 2026
Zapraszamy do lektury innych tekstów z cyklu „Intrygujące!” ➸