Obchodzony kilka dni temu Dzień Języka Francuskiego jest świetnym pretekstem do rozważań o francuskich związkach twórców „Panoramy Racławickiej”.
Zarówno Wojciech Kossak, jak i Jan Styka upodobali sobie Paryż. Pierwszy z nich urodził się w stolicy Francji, jednak wraz z rodzicami przeniósł się do Warszawy w wieku 5 lat. Do Paryża powrócił w 1877 r., zatrzymując się u hrabiego Konstantego Branickiego.
Artysta ubiegał się o przyjęcie do pracowni Léona Bonnata. List polecający otrzymał od przyjaciela ojca, malarza Henryka Rodakowskiego. W pracowni doszło do żartobliwego nieporozumienia, o którym poniżej.
Jak wspomina Kossak:
Pomiędzy innymi był tam właśnie na sztalugach, na ukończeniu, sławny portret Madame de Viel Castel, jeden z najznakomitszych jego pędzla. Maître Bonnat dał mi bilecik, z którym polecił mi udać się bezzwłocznie na Boulevard Clichy do jego szkoły i tam do massiera, pana de Tirmois, się zwrócić.
Gdy wszedłszy, zapytałem przy najbliższej sztaludze o pana de Tirmois, w jednej chwili ruch i gwar się uczynił wielki:
– Patrzcie, nowy!
Modelka pierwsza zeskoczyła z podium. Postawiono mi parę „mądrych” zapytań, jak np. czy większa produkcja tranu wpłynęła na zmniejszenie się ludożerstwa w Polsce. Odpowiadałem uprzejmie, kiedy raptem modelka, nie mogąc cicho usiedzieć, pyta się mnie:
– Jak się nazywa pańskie miasto rodzinne?
Bogu ducha winien, odpowiadam:
– Cracovie.
Na to dziewczyna, zaczerwieniona z irytacji, oświadcza mi oschle, że właściwie nic ją to nie obchodzi, jak się ce trou (ta dziura) nazywa i zapytała mnie raczej przez grzeczność, ale nie spodziewała się, że jej odpowiem par une saleté (nieprzyzwoitością).
Homeryczny śmiech kolegów – którzy dopiero teraz zrozumieli podwójny sens tego słowa – rozlegał się długo w pracowni, gdy wreszcie któryś tonem pojednawczym pyta się mnie poważnie:
– Powiedz pan, może rzeczywiście pańskie rodzinne miasto tak się nazywa?
Z całym akcentem szczerości, na jaki mnie było stać, powiadam, że naprawdę tak się nazywa. Drugi atak śmiechu jeszcze serdeczniejszego, do którego i modelka już się przyłącza.
Z czego oni się tak śmieją? – pomyślałem sobie. Dopiero później wytłumaczono mi tę grę słów. Nie licuje ona z powagą Aten polskich bynajmniej, ale żeby w lot pochwycić tak trudny jeu de mots, na to trzeba być Francuzem”.
Wojciech Kossak, Wspomnienia, oprac. Kazimierz Olszański, 2016
Z kolei w roku 1886 Towarzystwo Sztuk Pięknych w Krakowie wysłało na wystawę do „salonu” paryskiego obraz Regina Poloniae, którego autorem był Jan Styka. Artysta od miesięcy nosił się z zamiarem wyjazdu do stolicy Francji. W Paryżu spotkał Jana Stanisławskiego, Stanisława Józefa Rejchana, Teodora Axentowicza i Józefa Chełmońskiego.
Styka borykał się tam z trudnościami związanymi ze znalezieniem własnej pracowni. Zaczynał u Carolusa Duranda, gdzie wprawiali się adepci malarstwa wielu różnych narodowości. Ostatecznie artyście udało się wynająć warsztat na Avenue de Villers, nieopodal węgierskiego malarza Mihála Munkácsy’ego.
W tym samym roku Styka na krótką chwilę porzucił Paryż. Odwiedził Kielce, by poślubić malarkę, Lucynę Olgiati, którą niegdyś uczył. Nowożeńcy zamieszkali przy Avenue de Villers.
W Paryżu powstało wiele scen rodzajowych, obrazów o tematyce religijnej i portretów, m.in. Wenecjanka z podobizną żony.
Artysta, biegle posługujący się językiem francuskim, powrócił do Kielc w 1889 r. Prace z okresu paryskiego zaprezentował na wystawie w Krakowie, Warszawie i Lwowie.
Alicja Marzec, Dział Promocji i Komunikacji MNWr
■ Zoom na muzeum – zapraszamy również do lektury innych tekstów ➸